Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Tydzień temu pisaliśmy o tych, którzy wracają z placówek (nie o wszystkich…), pora więc parę zdań poświęcić tym, którzy wyjeżdżają. Wprawdzie o Wojciechu Kolańczyku, nowym ambasadorze w Norwegii, już wspominaliśmy, ale warto dorzucić do jego sylwetki jeszcze kilka informacji. Więc, po pierwsze, jego głównym atutem jest to, że przyjaźni się z Lechem Kaczyńskim. To przyjaźń sięgająca czasów, gdy obaj pracowali na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Spędzili tam razem 19 lat. I do dziś spotykają się całymi rodzinami w Nowy Rok. O tej przyjaźni mogliśmy się dowiedzieć podczas wieczoru wyborczego, w roku 2005, kiedy to Kolańczyk mówił o tym w telewizji. Potem był kandydatem na wojewodę pomorskiego. A teraz został ambasadorem. Co ciekawe, gdy przedstawiał się posłom podczas posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, nie wspominał o zażyłych stosunkach łączących go z prezydentem. A ze swojego życiorysu wykreślił fakt dyrektorowania Agencji Gospodarowania Nieruchomościami PKP SA w Gdańsku. Posłowie o tym się nie dowiedzieli. Czyżby sądził, że te dwa elementy, znajomość z prezydentem i praca przy kolejowych nieruchomościach, to coś wstydliwego?
Więc z Kolańczyka w MSZ ludzie się podśmiewają, ale prawdziwą radość sprawiła im informacja, że za granicę jedzie Andrzej Papierz, obecny szef Biura Kadr. Ten Papierz to działacz, najpierw był w Lidze Republikańskiej, potem pracował w kancelarii premiera Buzka, a potem, na parę tygodni przed przyjściem Millera, wyjechał do Sofii, gdzie był dyrektorem Instytutu Polskiego. Takie się robiło kariery w III RP! Potem, gdy wygrało PiS, wrócił z Bułgarii i został dyrektorem MSZ-etowskich kadr. Oszalał ze szczęścia, grzebiąc w teczkach personalnych i ustawiając ludzi. Miał też inne szczęśliwe chwile – jeździł w długie delegacje. Na przykład odwiedzając azjatyckie placówki. Żyć nie umierać, ambasador takiego dyrektora gościł lepiej niż ministra. Na taką wycieczkę zabrał raz pracownicę, którą przyjął wcześniej do kadr, młodą dziewczynę. Znaczy się, potrafi zaimponować…
I teraz właśnie pan Andrzej Papierz będzie wyjeżdżał za granicę. Oczywiście, już jako ambasador. I oczywiście, do swojej ulubionej Bułgarii. Bo gdzie indziej? A młoda lady, która towarzyszyła mu w długich podróżach? Ona zostaje w kraju. Ale nie krzywduje sobie, bo już przeniesiona została z biura kadr do Departamentu Ameryki. Tam pracuje. Tak się rodzą talenty w MSZ pani Fotygi…
A jak już jesteśmy przy tej Bułgarii, warto wspomnieć o Jarosławie Lindenbergu, byłym ambasadorze w tym kraju. Lindenberg był przez moment dyrektorem sekretariatu pani minister. Ale, jak zresztą obstawiano, jego współpraca z tak ekscentryczną szefową nie ułożyła się najlepiej. Więc teraz ma jechać za granicę. Ale nie jako ambasador, co to, to nie. Lindenberg pojedzie do Czarnogóry z konkretnym zadaniem – ma tam założyć polską ambasadę. I wrócić. I to nic, że o dwie głowy przerasta i Kolańczyka, i Papierza. Nie jest z tego rozdania, zna niewłaściwych ludzi. Znaczy się, głowę ma niżej.

Wydanie: 28/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy