Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Nowy rok 2003 będzie lepszy. Na przykład dla Janusza Mrowca. Rok temu wydawało się, że zrobi w MSZ wielką karierę. Przyszedł tu przecież z ministrem Cimoszewiczem, w aureoli jego doradcy i autora „reformy MSZ”. I zajął strategiczne stanowisko dyrektora Sekretariatu Ministra, czyli osoby, która nadzoruje cały ruch interesantów przychodzących do szefa. No i jego rozkład dnia. Mrowiec był więc w MSZ ważny, każdemu wydawało się, że może załatwić wszystko. Do czasu – bo minister po paru miesiącach podziękował mu za współpracę.
Na otarcie łez Mrowcowi zaproponowano wyjazd na stanowisko ambasadora do Algierii. To była logiczna propozycja, wcześniej przez sześć lat był chargé d’affaires w Senegalu, więc można było zakładać w ciemno, że na frankofońskiej Afryce zna się, tak jak trzeba.
I cóż się stało? Włodzimierz Cimoszewicz wymyślił, żeby każdy ambasador, zanim wyjedzie na placówkę, zdał test z języka obcego. Więc Mrowiec podszedł do testu z języka francuskiego i… go oblał. Czym wprawił w konsternację pół MSZ, bo trudno pojąć, jak człowiek, który lata całe spędził w kraju francuskojęzycznym, i to na stanowisku wymagającym kontaktów, nie zdołał opanować języka Moliera.
Potem Mrowiec zdawał poprawkę, zdał ją i teraz, po Nowym Roku, będzie jechał do Algierii.
Po Nowym Roku wyjeżdża także Jerzy Więcław, mąż pani Bogusi Więcław z Protokołu Dyplomatycznego. Państwo Więcławowie jadą do Australii, gdzie od miesięcy jest wakat na stanowisku ambasadora.
Na razie,pan Jerzy rozpoczął praktyki, żeby przygotować się do przyszłej funkcji. Otóż był wcześniej wicedyrektorem Departamentu Azji i Oceanii. Ale okazało się, że na tym stanowisku zbyt dużej wiedzy o Australii nie nabył. Więc teraz odszedł ze stanowiska wicedyrektora. I rozpoczął douczanie. Nad Australią. Życzymy mu zatem owocnego pogłębiania wiedzy, no i szybkiego wyjazdu, bo naprawdę mało sympatyczne są te jego ciągłe śledztwa, kto o nim mówi prasie.
Po Nowym Roku wyjeżdża też Waldemar Markiewicz. On z kolei jedzie do Bejrutu. Z tym Bejrutem jest zresztą ciekawa historia. Ambasadorem miał tam zostać Stanisław Cieniuch, były ambasador w RPA, wcześniej działacz aparatu młodzieżowego. I oto on, mając już nominację w kieszeni, niespodziewanie zrezygnował, powiedział, że praca w MSZ go już nie interesuje. Po czym udał się do Paryża, gdzie pracuje jego żona.
Ten wyjazd uznany został przez niektórych jako wiadomy znak rychłego upadku MSZ. Otóż Cieniuch ma opinię człowieka do interesów, który zawsze wie, skąd wieją wiatry. Jeżeli taki człowiek rzuca dyplomację, to znaczy, że nie ma tu przyszłości. Tak biadolono na korytarzach na Szucha, aż Cieniucha niespodziewanie odnaleziono. W Kijowie! Jest tam przedstawicielem Międzynarodowej Organizacji Pracy.
Stary, dobry Cieniuch! On zawsze potrafił się urządzić. I ustawić się tam, gdzie dobrze płacą. I jeszcze dadzą za to dobrą emeryturę…

 

Wydanie: 1/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy