Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Po MSZ-ecie krąży kserokopia pisma, które koordynator służb specjalnych, Janusz Pałubicki, przesłał marszałkowi Sejmu, Maciejowi Płażyńskiemu. To pismo to odpowiedź na pytanie jednego z posłów, czy prawdą jest, że Dyrektor Generalny MSZ-etu, Michał Radlicki, nie ma tzw. dopuszczenia do tajemnicy państwowej. A oto treść pisma:
“Panie Marszałku,
Odpowiadając na zapytanie posła Jerzego Zakrzewskiego w sprawie uprawnień dyrektora generalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych uprzejmie informuję, że Dyrektor Generalny MSZ pan Michał Radlicki jest w trakcie badania przez Urząd Ochrony Państwa w związku z projektowanym dopuszczeniem go tajemnicy państwowej. W tej sytuacji nie ma on dotąd dopuszczenia do wiadomości stanowiących tajemnicę państwową i w zasięgu działania służb nie mogą być i nie są do niego kierowane pisma zawierające takie informacje. Co do zajmowania stanowiska bez posiadania dostępu do tajemnicy państwowej, zależy to od sposobu organizacji pracy urzędu i od bezpośredniego przełożonego, który o to wnioskuje, nie od stanowiska służb”.
Uwaga – to nie jest żaden brudnopis, tylko oficjalne pismo, podpisane przez prawdziwego ministra i wysłane do marszałka Sejmu. Nadawcy najwyraźniej nie przeszkadzają błędy gramatyczne, logiczne i ortograficzne. Taki bełkot mu się podoba. Na takim poziomie pracuje dziś polska administracja i – można się domyślać – służby specjalne.
Druga sprawa, która z pisma się wyłania, to status Radlickiego, który Dyrektorem Generalnym w MSZ-ecie jest od ponad trzech lat, a UOP wciąż nie może go “zbadać”. Co z tego wynika? Hmm… Albo UOP ma jakieś dowody, z których wynika, że Radlicki nie może mieć dostępu do tajnych informacji. Albo też służby prowadzą własną politykę kadrową w MSZ-ecie i udzielanie owego dopuszczenia jest tego elementem. No i trzeci wniosek – może mamy do czynienia z bałaganem w UOP-ie (tam też około 400 osób tego dopuszczenia jeszcze nie dostało). Co tu jest prawdą, a co prozą życia?
Proza życia przedstawia się banalnie. Pracując w MSZ-ecie, trzeba mieć prawo do przeglądania tajnych informacji, bo na czytaniu gazet i clarisów daleko się nie zajedzie. Więc Radlicki, nie mając UOP-owskiego dopuszczenia, i tak musi przeglądać to, czego teoretycznie nie powinien, siłą rzeczy łamiąc ustawę. Ale tak naprawdę martwi go dziś co innego: czy wyjedzie do Rzymu albo chociaż do Mediolanu.
O tym wszystkim mówi się w MSZ-ecie otwarcie, tym bardziej że jest już jego następca na stanowisku Dyrektora Generalnego. A jest nim Jacek Czaputowicz. W MSZ-ecie poznano Czaputowicza, gdy na samym początku lat 90. przyszedł z organizacji “Wolność i Pokój”, by kierować Departamentem Konsularnym. Wtedy wyrzucał masowo ludzi i był groźny. Przy okazji sparaliżował pracę departamentu, więc wysłano go na szkolenie za granicę. Szkolił się latami. Potem przygarnięto go w MSZ-ecie na jakimś pięciorzędnym etacie doradcy. Wtedy był śmieszny. Jaki będzie teraz?

Wydanie: 4/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy