Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Może o powrotach? Wrócił z placówki w Meksyku Gabriel Beszłej, ten który był wcześniej szefem gabinetu premiera Jerzego Buzka, a jeszcze wcześniej pracował w telewizji Wiesława Walendziaka. To był zresztą jego polityczny protektor. Potem, gdy Walendziak złożył rezygnację ze stanowiska szefa Kancelarii Premiera (jakież to dawne czasy…), zdołał jeszcze załatwić swemu protegowanemu stanowisko ambasadora w Mexico City. Bo znał hiszpański…
Teraz Beszłej wrócił z placówki, już ze stemplem światowca i dyplomaty, i został zatrudniony w… Kancelarii Premiera. Jako p.o. zastępca dyrektora Departamentu Zagranicznego. Ciekawe, kim będzie za rok…
Innym powrotem jest mianowanie ambasadorem w Iraku Ryszarda Krystosika. No, Krystosik to jest historia MSZ, chyba już ostatni absolwent Szkoły Głównej Zagranicznej, który tu się ostał, człowiek nie do zdarcia. Ma 69 lat, więc dawno przekroczył wiek emerytalny. Teoretycznie nie powinien być ambasadorem, bo minister Cimoszewicz już dawno powiedział, że stawia na młodość i emerytów za granicę wysyłać nie będzie.
Skąd zatem ten wyjątek?
Ano stąd, że lepszych nie ma. Krystosik był zawsze MSZ-etowskim prymusem, już wtedy, kiedy pojechał do Laosu (chyba wówczas jeszcze studiował…), gdzie był tłumaczem w polskiej misji, w Komisji Nadzoru i Kontroli. Potem zajmował się Stanami Zjednoczonymi, kilka razy był na placówkach w Waszyngtonie i Nowym Jorku, zawsze pracowity, kompetentny i nieodzowny dla kolejnych ministrów. Gdy w 1989 r. do MSZ przyszedł Krzysztof Skubiszewski, Krystosik był wicedyrektorem Departamentu III, czyli amerykańskiego. Wydawało się więc, że jego los jest przesądzony, bo nowa ekipa wyrzucała wszystkich z departamentów – europejskiego, amerykańskiego, no i z kadr oraz Gabinetu Ministra. Ale jakoś w MSZ się utrzymał, tylko przeszedł na stanowisko wicedyrektora w departamencie zajmującym się Azją i Afryką, obszarami dla nowej ekipy nieatrakcyjnymi. I tu znów wypłynął. I to tak, że po pierwszej wojnie w Zatoce Amerykanie zaproponowali, by został szefem Sekcji Interesów USA przy ambasadzie polskiej w Bagdadzie. Pierwszym takim szefem był Jan Wojciech Piekarski, po nim schedę przejął Krystosik i urzędował w gmachu ambasady USA, przy biurku byłej ambasador amerykańskiej. Amerykanie byli tak z niego zadowoleni, że po skończonej misji nagrodzili go odznaczeniem. Ale ekipa Buzka mniej, więc gdy Krystosik wrócił po czterech latach do Warszawy, minister Bartoszewski (też nie młodzieniaszek), natychmiast wysłał go na emeryturę.
Nie na długo. Gdy Ameryka zajęła Irak, szybko pojawił się tam Krystosik jako doradca i Amerykanów, i polskiego dowództwa. I nie był tylko figurantem, lecz osobą aktywną, działającą w najważniejszych gabinetach. Teraz będzie ambasadorem – w nieprzyjaznym kraju, w warunkach polowych, mając siedemdziesiątkę na karku. Krystosik, bój się Boga!

Wydanie: 40/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy