Ożywiona gestykulacja

Ożywiona gestykulacja

W Teatrze Współczesnym sztuka „Mimo wszystko” kanadyjskiego dramaturga Johna Murrella, bohaterką jest aktorka Sarah Bernhardt. Zaprosiła nas na spektakl Maja Komorowska, która wciela się w słynną aktorkę. Jej monolog przy partnerstwie Wiesława Komasy – zawsze mnie zdumiewa, że aktor jest w stanie zapamiętać tak długi tekst. Ja nigdy w życiu, także dlatego nie mógłbym być aktorem. Maja świetna, gra siebie, im dłużej gra tę sztukę, a gra ją od wielu lat, tym bardziej gra siebie. W przerwie stoimy w holu z przyjaciółką Mai, która dostaje od aktorki SMS; Maja pisze, że ma dosyć i pewnie już nie będzie następnych spektakli, za duży wysiłek.

Porusza pomieszanie dwóch porządków: sztuki i życia. Zabawna też scena, gdy Komorowska ciska płytę gramofonową, by ją stłuc, a ona się nie tłucze, tylko toczy jak obręcz, zatacza kształtny krąg po scenie i wraca do aktorki. Komasa zdębiał. „Daj mi jeszcze raz”, powiedziała przytomnie i tym razem skutecznie ją stłukła. Przypadkiem wyszła sztuczka cyrkowa. A spektakl o tym, jak okropne jest starzenie się. Bliski mi temat, niestety. Wszystkie wiersze teraz piszę o tym właśnie.

Prezes sądu rejonowego i jednocześnie członek tzw. nowej Krajowej Rady Sądownictwa Maciej Nawacki, sędzia pisowski, drze publicznie, przed kamerami apel sędziów o „nieutrudnianie wykonywania pracy Pawłowi Juszczyszynowi”. Ten arogancki akt ma znaczenie symboliczne – tak PiS drze polską demokrację. Trwa najazd barbarzyńców na Polskę. Nietykalna kasta sędziów dopiero teraz powstaje, lepiona rękami Ziobry i jego najemników. Mali, ciemni, straszni ludzie w gorączkowym biegu na stanowiska. I to chamskie, homofobiczne gadanie Kempy, czołowej przekupy politycznej PiS. Wysłaliśmy do Brukseli godnych przedstawicieli polskiego ciemnogrodu.

Konwencja PO, uroczysty początek kampanii prezydenckiej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, transmituje ją TVN 24, w tym samym czasie w TVP Info transmisja z wiecu poparcia dla „reformy sądownictwa”. Obraz tnie czerwony pas z napisem: „Protesty przeciw kaście sędziowskiej”. Został zwieziony lud, skąd ja znam ten zapach? Z wieców potępienia imperialistów i syjonistów w czasach PRL. Gęsto od sztandarów, prymitywne hasła w stylu „ręce precz”. A na konwencji PO wystąpienia polityków tej partii. Trzaskowski, Budka, inni, wszyscy mówią lepiej, bardziej przyciągają słowami uwagę niż kandydatka na prezydenta. Miała już czas, by się poduczyć mówienia, ale nie jest w stanie. Z pustego i Salomon nie naleje. To nie jest pustka intelektualna, to jakiś brak energetyczny.

„Gazeta Polska” – ależ to pismo jest kłębowiskiem żmij – ustaliła, co wywaliła na okładkę, że marszałek Tomasz Grodzki miał ojca ubeka, bo ów ojciec niby coś tam na UB kiedyś podpisał. Podpisał, nie podpisał – jakie to ma znaczenie, gdy chodzi o charakter samego Grodzkiego? Dla narodowej prawicy przodkowie ważni, bo cechy charakteru przekazuje się potomkowi jak rasę. Ale to dotyczy tylko obcych, naszych już nie. W gazecie pracuje Marcin Wolski, kiedyś płomienny komunista. A też K.B., moja koleżanka ze studiów, zupełnie zmącona psychicznie, już na studiach była w partii.

A co z przodkami redaktorów, gdyby tak poszperać? Rozsądek mówi, że za przodków nie ponosimy odpowiedzialności, chyba że żywimy do nich nienawiść, wtedy tak. Nic dziwnego, że przy takim myśleniu prawica rusza na poszukiwanie żydowskich przodków marszałka. Nie dosyć, że łapówkarz, syn ubeka, to jeszcze Żyd, a jak się pogrzebie, to pewnie i sodomita. W „Najwyższym Czasie!” publicysta pisze: „Pytanie, czy nie Żyd, byłoby bez sensu, gdyby Grodzki kontentował się zawodem lekarza, piekarza, kelnera, sportowca etc., ale że przejawia ambicje polityczne i został aż marszałkiem polskiego Senatu, sprawa pochodzenia staje się bardzo ważna. (…) W polityce pochodzenie odgrywa olbrzymią rolę! Usiłowałem znaleźć w Internecie jakieś informacje o rodzicach Tomasza Grodzkiego, z jakiej rodziny się wywodzi? Z jakiego środowiska? Na próżno. Fizis nowego marszałka Senatu i jego ożywiona gestykulacja mogą wskazywać, że jest pochodzenia żydowskiego lub półżydowskiego”. Najwyższy czas, by „Najwyższy Czas!” zainicjował kursy, jak można poznać Żyda, pół-Żyda, a może nawet ćwierć-Żyda, po fizis i ożywionej gestykulacji. Poczciwy Grodzki próbuje publicznie dowodzić, że nie jest Żydem, mówi: „Korzenie mojej rodziny są z serca Polski, z Gostynia w Wielkopolsce”. Błąd! Tu się tłumaczyć, to dać się sprowadzić do parteru, nie, do piwnic.

Wydanie: 8/2020

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy