Pamiętnik IV Rzepy

1.08 Bardzo zabawną teorię zademonstrował kilka dni temu a propos Przemysława EDGARA Gosiewskiego jeden z jego partyjnych przyjaciół, tylko nie zapamiętałem nazwiska, chodziło o to, że zatrudnia swoje małżonki, jak również pozostałe części ukochanej rodziny na bardzo lukratywnych stanowiskach, co wcześniej, ale nie w ramach solidarnego państwa, tylko dla zwykłej ordynarnej pazerności czyniły te okropne komuchy, a obecni tego nie robią, mimo że zatrudniają tak samo. Otóż ów przyjaciel pana Edgara powiedział, że nie powinno się mieć pretensji do pana wicepremiera, ponieważ to nie on zatrudniał swoje małżonki, tylko samorządy i instytucje, które przez przypadek zauważyły, a nie pan wicepremier zasugerował, że rodzina pana wicepremiera to są sami wybitni fachowcy i aż żal, a może nawet i wstyd ich nie zatrudniać, bo to byłaby niepowetowana strata dla całej IV Rzeczypospolitej w instytucjach, które pan wicepremier niechcący pokazał palcem.

3.08 „Gazeta Wyborcza” doniosła – piszę doniosła, ponieważ inne prawicowe wyłącznie informują – że pod nieobecność pani wicepremier Zyty Gilowskiej, która wybrała się na urlop, a która jest, w co niektórzy nie wierzą, ministrem finansów – przypominam o tym ponieważ pani Zyta, której nikt nie pamięta z jakichkolwiek reform, a szczególnie podatku liniowego, którego była najwybitniejszym propagatorem za czasów pobytu w Platformie Obywatelskiej – otóż podczas jej nieobecności urzędnicy jej podlegli wynoszą w plastikowych torbach różne dokumenty, przypominając swoim wyglądem Rosjanki lub Ukrainki idące porankiem na Stadion Dziesięciolecia z torbami pełnymi lewych papierosów i podrobionej gorzały. Wynoszą prawdopodobnie dokumenty, które są na wszelki wypadek do zniszczenia, mimo że obecnie żyjemy w kraju, w którym teraźniejszości już się nie niszczy.

Wydanie: 32/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy