Pana Boga zostawcie w spokoju

Pana Boga zostawcie w spokoju

Przeciwnicy związków homoseksualnych w Polsce wysuwają systematycznie argumenty religijne. Bardzo to ryzykowny proceder. „Dlaczego przysłowia są mądrością narodu? – Bo sobie wzajemnie przeczą”, pisał Stanisław Jerzy Lec. Z Biblią podobnie. W XVI w. jedną z ulubionych rozrywek Żydów polskich była gra w tzw. pilpoul, polegająca na wynajdowaniu fragmentów Talmudu lub Biblii (Starego Testamentu) sprzecznych z logicznego punktu widzenia, a następnie uzgadnianiu ich za pomocą zręcznych sofizmatów, lub odwrotnie – wykazywaniu sprzeczności zdań pozornie jednoznacznych. Zwycięzcy turniejów pilpoulu cieszyli się znacznym rozgłosem i byli nieraz hojnie wynagradzani przez szlachtę za co błyskotliwsze paradoksy. Można w Biblii znaleźć cytaty na wszelką okoliczność: oko za oko i przebaczanie, bezwzględne posłuszeństwo Jahwe i kłótnie z nim, wielkość i nicość mądrości człowieczej etc. Używano ich toteż i nadużywano jako argumentów jak Księga stara. Zupełnie inne bywa odczytanie Biblii przez katolików, mormonów, baptystów, kwakrów, świadków Jehowy, jeszcze inne dla bieżących potrzeb politycznych. Jeśli chodzi o te ostatnie, to tylko w czasach najzupełniej nowożytnych posługiwano się Pismem Świętym m.in. dla: otoczenia aureolą świętości władzy królewskiej i zgoła wszelkiej władzy, uzasadnienia niewolnictwa czarnych, potępienia mańkuctwa (sic!) i onanizmu, odmowy przyznania kobietom praw wyborczych, potępienia wielkiej liczby dzieł literackich i osiągnięć naukowych etc. Wydaje się nam to dzisiaj śmieszne i nieaktualne, z pobłażliwą ironią patrzymy na dinozaury trwające przy biblijnej wersji początków świata lub proklamujące niższość intelektualną kobiet. Nie będzie też takich wspierał przypuszczalnie nawet pan Terlikowski. Dlaczego jednak? Bo odstąpił od nich sam Kościół rzymski. Zmienił po prostu zdanie, podobnie jak np. Kościół episkopalny pogląd na niewolnictwo.
Otóż to właśnie. Nauki Kościołów ewoluują. Powoli, opornie, ale nieubłaganie. Nauczanie Kościoła rzymskiego, które w Polsce interesuje nas najbardziej, nie jest bynajmniej niezmienne. Tyle że instytucja chcąca uważać się za wyrazicielkę słowa bożego czy też „prawa naturalnego” jest ogromnie uwrażliwiona na punkcie swojej nieomylności. Jawnie wycofuje się ze swoich dogmatów bardzo rzadko i przeważnie w najjaskrawszych przypadkach zderzenia z dowodem naukowym. Niemal 400 lat trzeba było czekać na rehabilitację Galileusza, niewiele mniej na rezygnację z daty początku świata, o której przypominają dzisiaj już tylko kolęda „Wśród nocnej ciszy” („Ach witaj, Zbawco, z dawna żądany, CZTERY TYSIĄCE LAT wyglądany”) i Giertych senior. Bywały jednak i odwroty znacznie szybsze, jak w przypadku potępianych zrazu szczepionek. Najczęstszą jednak, wypróbowaną przez wieki taktyką Kościoła katolickiego jest zamiatanie pod dywan. Ma ono dwa praktyczne warianty: albo – niby nadal się sprzeciwiamy, ale chowamy topór wojenny do skrzyni (jak w przypadku rozwodów, szkoły laickiej, „nieprzyzwoitej” nagości), albo – co częstsze – zapominamy zupełnie, cośmy przed chwilą kategorycznie głosili (jak w przypadku praw kobiet, innych religii, kary śmierci). Ten drugi wariant jest nieraz stosowany tak pospiesznie, że może to wręcz rozbawić. Katolicki kościół francuski jest właśnie w trakcie krucjaty przeciw prawu homoseksualistów do małżeństwa i adoptowania dzieci. Pada przy tym argument, iż skoro zalegalizowane są związki partnerskie (Pacs) również par jednopłciowych, to po co jeszcze śluby. Jak widać, nie minęło parę lat, a Kościół nie tylko pogodził się ze związkami partnerskimi, które dopiero co zwalczał, ale używa ich istnienia jako argumentu w kolejnej potyczce, czyli milcząco je uznaje. Ma rację, gdyż związki Pacs są już dzisiaj w republice czymś oczywistym i nie oponuje przeciw nim nawet skrajna prawica. Notabene Marine Le Pen, przewodnicząca ultraprawicowego i powiązanego z integrystami katolickimi Frontu Narodowego, zezwoliła swoim zwolennikom na marsz protestacyjny przeciw nowej ustawie o małżeństwach, sama jednak nie wzięła w nim udziału, deklarując, że nie chce się opowiadać w sprawach dotyczących życia prywatnego współobywateli. W kwestii Pacs nawet manifestacji nie było. Jestem przekonany, że w sprawie związków partnerskich, gdyby zostały one przegłosowane przez Sejm, w ciągu paru lat, jeśli nie miesięcy, i Kościół polski, i Jarosław Gowin nabraliby wody w usta i zgodnie z wiekową tradycją umieścili rzecz pod podłogową wyściółką. Ale właśnie po przegłosowaniu, a nie przed nim. Ambona huczy, dopóki nie spotyka się ze społecznym zdecydowaniem i faktami dokonanymi. Wtedy cichnie, wszystko wraca do normy i tylko parę tysięcy obywateli jest szczęśliwszych. Tym, którzy tego nie rozumieją, dedykuję z Biblii (a jakże):
Uczyć głupiego – to kleić skorupy
lub budzić śpiącego z głębokiego snu.
Nauczać głupiego – to jakby nauczać drzemiącego,
który jeszcze w końcu zapyta: „A o co chodzi?”
(Syr 22,9-10).
Bo też o co chodzi? O to tylko, żeby nie powoływać się na Pana Boga tam, gdzie on sam głosu nie zabiera i piorunami nie strzela. Huczek z ambony to jeszcze nie „grzmoty, błyskawice oraz głos trąby”.

Wydanie: 9/2013

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy