Patriorealistycznik

Patriorealistycznik

Tegoroczny, rekordowy, kilkusetmilionowy budżet Instytutu Pamięci Narodowej nie zostanie uszczuplony, co postulowała posłanka lewicy Marcelina Zawisza, proponując przesunięcie części nadwyżki nad budżet ubiegłoroczny do Państwowej Inspekcji Pracy, instytucji chronicznie niedofinansowanej i pozbawionej oparcia w rządowych głowach. IPN dostanie w tym roku rekordowe 423 mln zł – o 81 mln zł więcej niż w roku 2019. Dlaczego? Nie jest jasne. Spora część pójdzie na publikacje o charakterze propagandowym, które wzmacniają dominujący w tej formacji przekaz o wyjątkowości zarówno cierpień, jak i męstwa Polaków w dziejach, szczególnie podczas II wojny światowej i w latach następnych. Dostajemy więc martyrologiczno-pseudopatriotyczny, bezkrytyczny i ahistoryczny przekaz o niezłomności, wyklętości, bohaterszczyźnie. W konsekwencji upamiętnieni zostają – i to przez przedstawicieli najwyższych instytucji w państwie, premiera Morawieckiego czy prezydenta Dudę – także zbrodniarze wojenni (i powojenni), którzy mordowali ludność cywilną i Żydów, oraz formacje współpracujące z hitlerowcami (Brygada Świętokrzyska NSZ). To się dzieje na górze, płynie z kręgów władzy i ich przekazu polityki historycznej. Ale co się dzieje z tym dalej?

Maria Janion w liście do Kongresu Kultury w roku 2016 pisała: „Nie mam wątpliwości, że trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać”.

Wojciech Wilczyk jest poetą i fotografem, od lat przemierza Polskę, często docierając tam, gdzie inni nigdy się nie zapuszczają, oprócz tych, którzy tam mają korzenie i nie bardzo mogą się wyrwać. Wilczyk w swoich projektach fotograficznych w ostatnich dekadach śledził, znajdował, upamiętniał. Fotografował „Czarno-biały Śląsk”, portretował „Życie po życiu” – stare, zniszczone, porzucone samochody, i „Kapitał” – rozmaite formy śląskiego małego biznesu, dokumentował „Postindustrial” – rozpadające się, ginące dawne fabryki i kombinaty produkcyjne w Polsce i Niemczech. W cyklu „Niewinne oko nie istnieje” stawiał aparat fotograficzny przed budynkami, które kiedyś wypełnione były tłumem żydowskich mieszkańców i obywateli Polski, a dzisiaj są sklepami, magazynami, kinami, ruinami. Tworzył w ten sposób dojmujący portret polskiej niepamięci o zagładzie Żydów na ziemiach polskich. W ostatnich latach podążał śladami „Świętej Wojny” toczonej między zwaśnionymi kibicami w całej Polsce i w poszczególnych miastach. Wojna ta znajdowała „artystyczny” wyraz w muralowych wizjach, wizerunkach, hasłach. I to wówczas Wilczyk dostrzegł niezwykłą popularność i liczebność murali o tzw. wymiarze patriotycznym, zdominowanych przez kilka podstawowych, powtarzalnych wzorców: osobowych, tematycznych, tekstowych. To przekaz ideowy IPN, który zstąpił na mury polskich miast, miasteczek i wsi i zapatriotycznił tę przestrzeń, często dotkniętą równocześnie fizyczną degradacją.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 6/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 6/2020

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy