Piłka nieokrągła

Piłka nieokrągła

Łączy nas piłka. Hasło piękne. Niestety, coraz bardziej puste. Kolejny zużyty slogan. Choć może jeszcze jest szansa na reanimację? Z korzyścią dla całego środowiska piłkarskiego! A przede wszystkim w interesie milionów kibiców. Po ostatnim zjeździe PZPN trudno jednak o optymizm.

Po raz pierwszy trafiłem do lokalu PZPN w Alejach Ujazdowskich w latach 70. I od szeregowego działacza przeszedłem wyboistą drogę do prezesa PZPN. Wyboistą, bo problemów – głównie finansowych – było ponad miarę. Dawaliśmy jednak radę. Niosły nas wyniki reprezentacji i czołowych klubów. Wyniki, których po 1986 r. gdy na mistrzostwach świata w Meksyku drużyna Piechniczka wyszła z grupy eliminacyjnej, nikt już nie powtórzył. Na te wyniki pracowaliśmy wspólnie. Zawodnicy, trenerzy i działacze. Za moich czasów w strukturach związku, od klubów wiejskich po reprezentację, działało społecznie kilkaset tysięcy ludzi. Byli wśród nich reprezentanci wszystkich zawodów. Dosłownie wszystkich. Struktury piłkarskie były Polską w pigułce. Obok samorządowca, lekarza, naukowca byli prokuratorzy, sędziowie i policjanci, wojskowi, ale też duchowni. Nas dosłownie łączyła piłka. Nikt ze znanych mi działaczy nie dostawał za to, co robił, złotówki. Prawdziwi amatorzy, ale w działaniu profesjonaliści, którzy w bardzo trudnych warunkach potrafili odnieść sukcesy. Ten świat przeszedł do historii. Społeczników zastąpili coraz lepiej opłacani urzędnicy. Mecze są coraz atrakcyjniej opakowane, stadiony piękne, sprzęt jak marzenie. Ale wyników na miarę przeszłości brak.

Dlaczego? To mógł być punkt wyjścia do poważnej debaty na zjeździe. Ale nie był. Po dwóch kadencjach prezesa Bońka środowisko piłkarskie jest bardzo podzielone. To efekt jego stylu kierowania związkiem. Dobrze mieli ci z najbliższego otoczenia i ci bez własnego zdania.

Dobrą tradycją wszystkich zjazdów PZPN było zapraszanie byłych prezesów i zasłużonych działaczy. Po raz pierwszy, jak sięgam pamięcią, żaden z trzech żyjących prezesów nie pojawił się na sali obrad. Nie poszedłem w solidarności z Grzegorzem Latą i Michałem Listkiewiczem, których Zbigniew Boniek traktował w sposób urągający dobrym obyczajom. Ja, rozstając się z funkcją prezesa PZPN, zająłem się czymś innym i nie aspiruję tam do niczego. Ale niewykorzystanie potencjału i popularności Laty oraz Listkiewicza to zwyczajnie małostkowa głupota.

Jedyne sensowne i dające szansę na zmiany wystąpienie Marka Koźmińskiego zostało zignorowane. A nowy prezes Cezary Kulesza nie powiedział nawet jednego zdania o swoim programie. Wygrał, bo piłka teraz bardziej łączy tych, którzy za motto mają: żeby nam było lepiej.

Wydanie: 35/2021

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy