Piłka (także) na dopingu?

Piłka (także) na dopingu?

Jest takie powiedzenie, że w sporcie biorą prawie wszyscy, ale tylko nieliczni zostają przyłapani

Nie ma spokoju w sportowym świecie, co chwila targany jest wstrząsami. Dwa najgroźniejsze zjawiska to korupcja (patrz: FIFA) i doping (patrz: rosyjscy lekkoatleci). Rzecz jasna, nie są to odkrycia ostatnich dni, ale niedawno podczas dyskusji usłyszałem: – Panowie, przyjrzyjcie się chociażby zawodnikom ligi angielskiej czy innych najważniejszych lig zawodowych. Jak dynamicznie grają, jaką dysponują siłą. Zastanawiam się, nawet uwzględniając poziom współczesnej medycyny, czy wytrzymaliby mecz za meczem bez jakiegoś niedozwolonego wspomagania. Nie sądzę, nie oszukujmy się.
Jakiś czas temu zaczęto się zastanawiać, czy rzeczywiście „normalny człowiek”, a dokładniej wysokiej klasy sportowiec, jest w stanie podołać wymaganiom ponad ludzkie siły i wyobrażenia. Wątpliwości się mnożą.

Podejrzenia nie zniknęły

Na początku lipca 1992 r. wybuchła afera z rzekomym dopingiem wykrytym u piłkarzy naszej kadry olimpijskiej: Arkadiusza Onyszki, Piotra Świerczewskiego oraz Dariusza Koseły. Badania powtarzano kilkakrotnie, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zarzutów nie potwierdzono, ale domniemania, plotki i podejrzenia nie zniknęły. Wówczas w próbkach A pobranych od zawodników wykryto podniesiony poziom testosteronu. Badania próbki B tego nie potwierdziły, ale do dziś mówi się, że zostały sfałszowane. Z pewnością przyczyniło się do tego także późniejsze postępowanie trenera Janusza Wójcika, który – oględnie mówiąc – ma sporo za uszami. 9 października 2014 r. został skazany – na zasadzie ugody – na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat, grzywnę w wysokości 64 260 zł oraz dwuletni zakaz wykonywania zawodu trenera. Postawiono mu 15 zarzutów! W swojej książce ówczesny selekcjoner sugeruje, że całą historię (histerię) z dopingiem sprowokowała nieprzychylna mu grupa działaczy futbolowej centrali. Dokładnie 20 lat po igrzyskach w Barcelonie ich uczestnik, a obecnie wiceprezes PZPN, Marek Koźmiński, wypytywany, jak wówczas w kadrze olimpijskiej odebrano aferę z rzekomym dopingiem, odpowiedział: – Nikt w to nie chciał wierzyć ani się do tego przyznać, w szczególności Janusz Wójcik. To było poza świadomością i wiedzą zawodników, więc…

Zastanawiające niedopowiedzenie. Zastanawiające tym bardziej, że w 2003 r. była podpora tejże kadry, sprowadzony z Olympique Marsylia do Lecha Poznań Piotr Świerczewski, wywołał skandal po spotkaniu ligowym. „Świerszczu” został wylosowany do kontroli antydopingowej, ale… nie chciał jej się poddać. Twierdził, że osoby przeprowadzające badania nie mają do tego uprawnień ani odpowiedniego sprzętu (?!).

Koniec pogody dla oszustów

Od czasu wprowadzenia paszportów biologicznych dla Polaków przed dwoma laty tzw. koksiarze mieli większe pole do działania, bo Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie nie mogła wpisywać wyników badań sportowców do elektronicznego systemu obowiązującego na całym świecie. Nie było na to zgody generalnego inspektora ochrony danych osobowych (GIODO). Dopiero jesienią tego roku GIODO poinformował, że nie widzi przeciwwskazań – komisja antydopingowa może działać, skoro dostosowała procedury do jego wymagań. To oznacza, że skończyła się pogoda dla oszustów. Mniej więcej 2 tys. naszych sportowców unikało dotąd tego rodzaju kontroli. Teraz prawie 6 tys. testów wykonanych przez komisję w ciągu ostatnich dwóch lat zostanie włączonych do systemu ADAMS. W przypadku dopingu przedawnienie wynosi 10 lat, więc wszystkich, którzy w tym czasie postępowali nieuczciwie, czeka nieuchronna kara.

W październiku ub.r. w organizmie napastnika Cracovii Dawida Nowaka wykryto stanozolol – steryd anaboliczny przyspieszający przyrost mięśni. Zawodnik został zawieszony przez Polski Związek Piłki Nożnej, a następnie FIFA, na dwa lata. Kilka tygodni temu Trybunał Arbitrażowy przy Polskim Komitecie Olimpijskim uchylił dyskwalifikację, bo dopatrzył się błędów w postępowaniu związku piłkarskiego. Trzeba od nowa przeprowadzić śledztwo, bo piłkarz i jego adwokaci twierdzą, że jeżeli doszło do użycia środka, to całkowicie nieświadomie.

Z pewnością jest to najpoważniejsze jak dotąd zdarzenie w polskiej piłce. Od wielu lat nie wykryto u nas przypadku stosowania środków dopingujących. Bywało, że polscy piłkarze mieli w organizmie zabronione substancje, ale występowali wtedy w zagranicznych ligach. Mowa o Ebim Smolarku i Jakubie Wawrzyniaku.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 48/2015

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy