Wakacyjna cisza przed burzą?

Wakacyjna cisza przed burzą?

Pustka, jaka pojawiła się po zakończonym Euro, w sposób szczególny podkreśla brak pomysłów i poważnych projektów na poradzenie sobie z wyzwaniami społecznymi, które czekają Polskę. Nikt nie wie, co się wydarzy w najbliższych tygodniach. O strategiach na najbliższe miesiące nawet nie ma co marzyć. Rząd wydaje się grać na czas i stara się dowieźć tę kruchą stabilizację do końca roku. A później się zobaczy.
Jeśli wytrzymają Portugalia, Włochy i Hiszpania, to może i Polska przetrwa finansową zawieruchę. Jeśli jednak euro padnie, to żadna rekonstrukcja rządu Tuska nie uratuje premiera ani jego kolegów z Platformy Obywatelskiej. Wariantów awaryjnych jakoś nie widać. Wszyscy wierzą w cud. Podobnie jak podczas meczów polskich piłkarzy.
Obecna sytuacja pokazuje bezradność krajowej elity władzy. Nie ma ona żadnego wpływu na bieg wydarzeń zachodzących na poziomie ponadnarodowym. Co więcej – w żaden sposób nie potrafi funkcjonować w warunkach globalnego kapitalizmu, który za nic ma granice państwowe i potrafi bardzo szybko transferować zarówno olbrzymie środki finansowe, jak i problemy społeczne.
Bezrobocie wśród młodych osób rośnie w szybkim tempie, a prognozy gospodarcze na 2013 r. zapowiadają się marnie. Można powiedzieć, że po Euro nastała kompletna pustka i próżnia polityczna – nie widać na horyzoncie żadnych nowych idei czy projektów, wokół których można by budować publiczną debatę i mobilizować społeczną aktywność.
Podskórnie wyczuwa się ogólnospołeczne czekanie na jakiś bliżej nieokreślony przełom, nadchodzące zmiany i być może radykalne tąpnięcie. Polska „mała stabilizacja” sprawia wrażenie stojącej na bardzo kruchych i już zwietrzałych fundamentach. A powszechny brak zainteresowania sprawami publicznymi i polityką może szybko zamienić się w niekontrolowany wybuch i radykalną zmianę nastrojów społecznych.
Kiedy w 1979 r. prof. Stefan Nowak opisywał ówczesną polską „próżnię socjologiczną” i „małą stabilizację” lat 70. PRL, nie spodziewał się, że rok później Polska skupi uwagę całej Europy. Robienie karierek, czekanie na własne mieszkanie, odkładanie na pierwszego malucha i uciekanie w sprawy prywatno-rodzinne miało być gwarancją spokoju społecznego i braku jakichkolwiek wystąpień politycznych. Dziś również dominuje ucieczka w sprawy prywatne i odwracanie się od sfery publicznej. Jednak obecna skala poczucia alienacji społecznej, dostrzeganie absurdu wielu sytuacji dnia codziennego, ale przede wszystkim twarde i powszechne odczuwanie niesprawiedliwości społecznej, jaka zalewa polską rzeczywistość, nie dadzą się zamknąć na stałe w czterech ścianach prywatnych zakamarków. To musi pewnego dnia pęknąć i wylać się na powierzchnię.
Gdy władza traci kontakt z realnym otoczeniem i zaczyna sama wierzyć w swoje propagandowe ideologie, wpada w poważne tarapaty. Gdy jednak funkcjonariusze stojący na straży systemu sami mają wątpliwości co do przyszłości i sensu istniejącego ładu, wówczas radykalna zmiana reguł gry społecznej staje się oczekiwaną koniecznością. Dziś obserwujemy w Polsce symptomy obu tych zachowań. Nikt już bowiem – nie licząc fanatyków neoliberalnego kapitalizmu – nie wierzy w stabilny i samonapędzający się ład, nad którym czuwa niewidzialna ręka rynku. Rzeczywistość za oknem aż się prosi o interwencję, ale nie za bardzo widać chętnych oraz mających atrakcyjne i racjonalne pomysły. Są oczywiście wyznawcy spisków antynarodowych i poszukiwacze jedynej, niepokalanej, świętej prawdy. Ale to nie są budujące propozycje. Dlatego zwycięża nieco ociężała konieczność ekonomiczna, która podpowiada rządzącym jedynie cięcia i wyciąganie pieniędzy z kieszeni obywateli. Ostatnio np. dość często słyszy się o kolejnym antyspołecznym pomyśle – podatku katastralnym. Pewnie będzie on się nazywał inaczej, ale jeśli wejdzie w życie, zupełnie pogrąży budownictwo w Polsce, a przede wszystkim uszczupli i tak cienkie portfele Polaków.
Na razie jednak mamy gorące lato. I choć większość Polaków, jak co roku w ostatnich latach, nie wyjeżdża nigdzie poza miejsce zamieszkania, odrzućmy choć na chwilę komunikaty płynące z polskiej, siermiężnej polityki.
Drodzy czytelnicy, zapomnijcie o Platformie, PiS, nakazach i zakazach Kościoła, logice rynku, oddajcie się spontanicznym impulsom wakacyjnym… Pamiętajcie jednak, że kiedy w atmosferze wakacji zapominacie o całym świecie, premier Tusk ze swoimi wybitnymi ministrami wciąż rządzą i nie pytają nikogo o zdanie. Dlatego wracajcie z urlopów naładowani energią – bardzo się przyda jesienią, gdy napotkamy wiele przykrych niespodzianek ze strony rządzących.

Wydanie: 28/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy