Na plecach radomskich robotników

Na plecach radomskich robotników

Radom w ruinie

W 1946 r. Radom miał niespełna 70 tys. mieszkańców, w roku 1989 – ponad 226 tys., więcej niż obecnie. Powojenna Polska zachowała jego potencjał przemysłowy, rozbudowała istniejące fabryki, zbudowała od podstaw nowe. W PRL fabryki dawały w Radomiu zatrudnienie przeszło 50 tys. osób. Zgodnie ze spisem powszechnym w 2002 r. w mieście odnotowano w kategorii „robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy” 11,5 tys. osób, czyli mniej, niż przed 1989 r. zatrudniał Łucznik.

Przy tak wysokim tempie rozwoju w PRL napięcia w wielkim skupisku robotników były nieuniknione. Władza uważała, że zapewniła pracę, wykształcenie, awans społeczny i zawodowy tysiącom osób z przeludnionych wsi zacofanego od stuleci regionu kraju, budowała z myślą o nich osiedla, żłobki, przedszkola, szkoły, uczelnie, biblioteki, domy kultury, obiekty sportowe, kina, teatr, udostępniała tereny pod pracownicze ogrody działkowe. Z kolei robotnicy, od których oczekiwała okazania wdzięczności, bardzo szybko zapomnieli, co i komu zawdzięczają, upominali się o skrócenie czasu oczekiwania na mieszkanie, poprawę zaopatrzenia sklepów, wyższe wynagrodzenia. Wszystko to jednak mieściło się w ramach ustroju socjalistycznego. Radomscy robotnicy nie podpisywali się na przełomie 1975 i 1976 r. pod listami protestującymi przeciwko zmianom konstytucji PRL, wpisaniu do niej kierowniczej roli PZPR oraz sojuszu z ZSRR. Nie żądali prywatyzacji fabryk, komercjalizacji służby zdrowia, edukacji, kultury, wypoczynku urlopowego i sportu, oddania byłym właścicielom okazałego dworu szlacheckiego w Rożnowie, do którego robotnicy Radoskóru jeździli na wczasy, a ich dzieci na kolonie.

Od 1990 do 2000 r. w Radomiu upadło przeszło 200 przedsiębiorstw. W sporządzonym w 2013 r. raporcie na temat Radomia Główny Urząd Statystyczny stwierdził, że w drugim pod względem wielkości mieście na Mazowszu jest najniższy (ujemny) przyrost naturalny, najwyższa stopa bezrobocia i najniższe przeciętne wynagrodzenie spośród wszystkich większych mazowieckich miast. W przygotowanej przez władze Radomia strategii rozwoju na lata 2014-2020 stwierdzono: „Niekorzystna sytuacja na radomskim rynku pracy, pauperyzacja mieszkańców i w konsekwencji nasilone występowanie powiązanych problemów społecznych powoduje, że w Radomiu coraz większa ilość osób nie radzi sobie samodzielnie z zaspokajaniem podstawowych potrzeb bytowych oraz rozwiązywaniem codziennych problemów. Równolegle od kilku lat można obserwować zjawisko migracji (krajowej i zagranicznej) mieszkańców za pracą, by otrzymywać wynagrodzenie, które pozwoli zapewnić godny poziom życia. Rzutuje to na postępujący proces dezintegracji rodzin”.

W wyborach parlamentarnych w 2001 r. obarczany odpowiedzialnością za wszystkie winy dawnego systemu Sojusz Lewicy Demokratycznej uzyskał w Radomiu ponad 42% głosów. Skojarzenie z PRL radomianom nie przeszkadzało, przeciwnie – okazało się atutem. Jednak rządy lewicy nie przyniosły im odmiany, w 2005 r. bezrobocie wzrosło do 27,7%, pracę miała jedynie co trzecia osoba w wieku produkcyjnym. W specjalnym stanowisku bezradna rada miejska podkreślała, że za danymi statystycznymi „kryją się dramaty naszych obywateli i ich rodzin. Prowadzą bowiem do patologii społecznych, poczucia zagrożenia podstawowych funkcji bytowych, apatii i braku perspektyw życiowych”.

Bohater naszych czasów

Józef Grzecznarowski otrzymał w PRL m.in. Order Sztandaru Pracy I Klasy i Krzyż Komandorski z Gwiazdą. Po śmierci uhonorowano go ulicą, której nazwę w latach 90. usiłowano zmienić. Od wielu lat radni SLD i kierownictwo spółdzielni mieszkaniowej, której Grzecznarowski patronuje, starają się bezskutecznie o przyznanie mu tytułu honorowego obywatela miasta. W 2011 r. Grzecznarowski przegrał rywalizację o ten zaszczyt z Lechem Kaczyńskim. Radni prawicy wypomnieli byłemu towarzyszowi walki Józefa Piłsudskiego radziecki order, jeden z nich w ferworze dyskusji zapytał: „Dlaczego Grzecznarowski nie zachował się tak jak rotmistrz Witold Pilecki, który najpierw dał się zamknąć w Auschwitz, a potem został zamordowany przez bezpiekę?”.

W 2013 r. w Radomiu stanął pomnik Lecha i Marii Kaczyńskich. O pomniku najbardziej zasłużonej dla miasta w XX w. postaci nikt nie myśli, 40. rocznicę jego śmierci, która przypadła 7 kwietnia, władze Radomia (prezydent jest z Platformy Obywatelskiej) pominęły milczeniem. 29 kwietnia na uroczystości odsłonięcia w siedzibie Radomskiej Spółdzielni Mieszkaniowej im. Józefa Grzecznarowskiego tablicy pamiątkowej zjawiła się reprezentująca prezydenta miasta kierowniczka jednej z wielu struktur urzędu. Tablicę odsłoniła jedna z córek Grzecznarowskiego, druga – wdowa po Władysławie Szpilmanie – na uroczystość nie dotarła, bo dzień wcześniej została poszkodowana w wypadku samochodowym.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 27/2016

Kategorie: Publicystyka

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 5 lipca, 2016, 19:09

    „Dlaczego Grzecznarowski nie zachował się tak jak rotmistrz Witold Pilecki, który najpierw dał się zamknąć w Auschwitz, a potem został zamordowany przez bezpiekę?”.
    To jest wlasnie kwintesencja prawicowego patriotyzmu – zginac, najlepiej mlodo (oczywiscie pod warunkiem, ze ginie ktos inny). Natomiast, kazdy, kto za PRL-u, codzienna praca staral sie polepszac zycie ludzi – to kolaborant, platny zdrajca itp. Ciekawe, gdzie dzis mieszkaloby chyba z 10 mln. Polakow, gdyby ci „kolaboranci” nie zbudowali tych „ponurych, PRL-owskich blokowisk”?
    Zreszta takie same blokowiska mozna sobie obejrzec w kazdym kraju Europy Zachodniej. Czesto znacznie gorzej usytuowane – bloki budowane pod wiaduktami albo 100 metrow od autostrady to nierzadki obrazek. No ale co o tym moze wiedziec prawicowiec o malym rozumku…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy