Polityczne wzloty, upadki, nadzieje i rozczarowania roku 2019

Polityczne wzloty, upadki, nadzieje i rozczarowania roku 2019

Rok 2019 minął jak z bicza strzelił. Wiele się działo. I wiele się zmieniało. Zaczęło się wszystko od wyborów do Parlamentu Europejskiego i pomysłu, że naprzeciw PiS stanie zjednoczona opozycja, od lewicy po PSL i prawicową część PO. W praktyce wyglądało to tak, że naprzeciw Jarosława Kaczyńskiego stanął Grzegorz Schetyna i już było wiadomo, że sukcesu opozycja mieć nie będzie. Ale oprócz tych dwóch brygad pancernych mieliśmy w wyborach Wiosnę Roberta Biedronia – jego autorski projekt, który z niczego zebrał wtedy ponad 6%. Mało? Dużo! To była noga wsadzona w drzwi, sygnał, że jest licząca się grupa wyborców, którzy mają dość wojny PO z PiS, tych wszystkich jej uproszczeń, i gotowi są głosować na program progresywny. Tak oto Robert Biedroń obudził przysypiających i coraz bardziej apatycznych wyborców lewicy, co chwilę potem okazało się kwestią przełomową. Bo zaraz po eurowyborach mieliśmy parę tygodni milczenia, a potem decyzję PO, że zrywa koalicję wyborczą z SLD. I decyzję PSL, że też nie idzie z Platformą, tylko buduje własny komitet. Z jednej przegranej Koalicji Europejskiej wyskoczyły trzy siły, każda w swoją stronę. Najważniejsze nastąpiło na lewicy – Wiosna, Razem i SLD zawiązały wspólny front i wspólnie poszły do wyborów. 13 października mieliśmy wielkie sprawdzam. Wybory wygrało PiS, wprowadzając do Sejmu 235 posłów. To wystarczy, by rządzić, choć ta większość jest niewielka i będą zapewne momenty, kiedy uda się ją przełamać. Z kolei w wyborach do Senatu wygrała opozycja, ale też ma tam większość minimalną, jednego głosu. Tak czy inaczej, Jarosław Kaczyński takiego komfortu jak w poprzedniej kadencji już nie ma. A lewica? Zdobyła 12,6% głosów, wprowadziła 49 posłów. Jej klub jest zupełnie inny niż kiedyś klub SLD czy Ruchu Palikota. Dominuje młode pokolenie, 30-latków, bez kompleksów wobec PiS czy PO. A to zapowiedź zmian. Jeszcze nie teraz, ale w niedalekiej przyszłości, może nawet szybciej, niż nam się wydaje. W GÓRĘ 1. Adrian Zandberg – w drodze Lew zaryczał. Dworowałem sobie z Zandberga, że jest takim nieustającym liderem lewicy in spe. Że wszyscy mówią, że ma możliwości, i na tej opinii rozmowa się kończy, bo już nie ma czego dodać. No to teraz jest. Zandberg dostał się do Sejmu, zaczął się kolegować z inną niż Razem lewicą (brawo, brawo), no i wystrzelił w Sejmie (i w studiach telewizyjnych) dobrymi wystąpieniami. Wie, czym lewica różni się od PiS, czym państwo opiekuńcze od państwa opiekuna, czym AK od „żołnierzy wyklętych”, na dodatek potrafi o tym powiedzieć. Wszyscy wiemy, że Zandberg to polityk w drodze. Za bardzo utalentowany, by pozostać w miejscu, w którym jest. Albo więc pójdzie do góry, albo znów historia rzuci go w dół jako guru paroprocentowej sekty. Adrianie, wybór należy do ciebie! 2. Władysław Kosiniak-Kamysz – lekarz z Krakowa Lekarz z Krakowa, prezes PSL. We wszystkich minionych kampaniach jednym z głównych celów PiS było zakopanie ludowców. Żeby ich wyeliminować ze sceny politycznej, żeby na wsi było tylko PiS i nic więcej. To się nie udało, PSL się obroniło, a Władysław Kosiniak-Kamysz był dowódcą broniącej się załogi. Szalał w telewizyjnych debatach, przywoływał Witosa, całował po rękach biskupów (bo wieś dzisiaj religijna), zginał się jak scyzoryk. A jednocześnie budował własne skrzydło, własną chadecję, podbierając Platformie prawicowych wyborców (i działaczy). Ba, ściągając pod zielone sztandary także kukizowców, a wraz z nimi jakąś grupę wyborców z miast. I w ten sposób dość łatwo przekroczył próg 5%. Teraz przed nim kolejny egzamin – wybory prezydenckie, no i budowa prawicowej chadecji. Czegoś między PO a PiS. Umyka to obserwatorom, ale będzie jedną z najciekawszych rozgrywek politycznych – czy ci wielcy go zaduszą, czy przeciwnie, to on ich podskubie. Zaprosi do siebie buntowników i odrzuconych. Co w perspektywie może zmienić nawet układ sejmowych sił. 3. Małgorzata Kidawa-Błońska – nabój ostatni Jeśli chodzi o kwalifikacje polityczne, to w Warszawie rozniosła w pył Jarosława Kaczyńskiego. Pani światowa, pełna klasy. Prawdziwej. Dworek, jeden pradziadek prezydent, drugi – premier. W II RP. PiS, które przedstawia się jako genetyczni patrioci, może tylko wyć z rozpaczy. Choć ta historia, która za nią się ciągnie, to i pomoc, i zawada. Bo nie bardzo wiadomo, co poza elegancją i pocztem przodków

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 01/2020, 2020

Kategorie: Publicystyka