Pod rządami kota Busia

Pan premier ogłosił, że 0,75 promila to jedno piwo. A więc 1,5 promila to dwa piwa, a 3,0 promile to cztery żywce. Dlaczego uznaje się 3,0 promile za dawkę zagrażającą życiu, skoro to tylko cztery warki strong, nie wiadomo. Koniecznie trzeba ten przesąd zmienić dekretem. Może człowiek nie będzie uwalony jak stodoła, jeśli zyska świadomość, że to tylko cztery piwka.
Do tego jeszcze znawca prawa dodał, że gdyby trunkowy wojewoda jechał samochodem, mógłby za to beknąć, ale rower to całkiem inna para kaloszy. Jako osoba nieprowadząca auta, jak również niemająca rowerowego prawa jazdy, nie rozumiem, dlaczego siedzenie w stabilnej maszynie na czterech kołach ma być większym zagrożeniem niż ostra jazda z promilami we krwi na dwukołowym pojeździe, na którym i na trzeźwo trudno złapać równowagę.
Wojewoda Wojciech Dąbrowski, bo on to był PiS-owskim kolarzem, miał zadanie specjalne: uwalić Hannę Gronkiewicz-Waltz. Będą z tym kłopoty, bo sam jest kłamczuchem i mataczem, mataczył w sprawie prawa jazdy, odebrano mu je, a on zataił ten drobny fakt i zgłosił zaginięcie. Teraz to się wydało i wyszła chryja, bo pan premier uznał, że to już nie jest drobna sprawa, chociaż członek PiS miał prawo zapomnieć, że mu prawko odebrano, ma tyle spraw, że głowa mała! Swoją drogą, ciekawe, kto teraz zostanie oddelegowany do załatwienia Hanny Gronkiewicz-Waltz?
Sądzę, że istnieje ogromna różnica pomiędzy zwykłymi obywatelami oraz członkami opozycyjnych partii a PiS-owcami z koalicji Trwam. Gdyby więc na rowerze jechał poseł LiD albo PO, sprawa nabrałaby innego charakteru. Natychmiast sądy, prokuratura dostałyby od Ziobry zlecenie dogłębnego zbadania „porażającego” braku odpowiedzialności.
Bo o tym, kto jest winien, decyduje PiS. Tak jak o tym, kto jest agentem. Kto był szkodliwy jako członek zbrodniczej partii, a kto był Konradem Wallenrodem działającym w ukryciu na rzecz przyszłej IV Rzeczypospolitej i jest teraz przydatny na wysokim stanowisku w rządzie, kancelarii, siłach specjalnych. Tak jak pewien facet, którego rozpoznano jako bijącego solidarnościowców.
A więc o tym, kto jest winien, decydujemy teraz, k… MY. Z pewnością ten pałkarz bił wybiórczo, tylko Michnika, Kuronia i paru innych, co to siedzieli latami pod celą i kolegowali się z Kiszczakiem. Ustaliło to bez żadnych wątpliwości paru uzdolnionych najemników pióra. Dzisiejsi bojownicy o wolność wtedy dekowali się za granicą, żeby teraz móc obnażyć niegodziwość Michnika. Dlatego też ówcześni bojówkarze, a także pisarze ukazujący całą ohydę Okrągłego Stołu, KOR i „Gazety Wyborczej” powinni dostać odznaczenia, a przynajmniej dyplomy za walkę z michnikowskim reżimem. Tak samo jak ubecy i esbecy, zawsze piszący prawdę w notatkach, i młode wilki z IPN, które te objawione prawdy podają do publicznej wiadomości.
Prawda bije z teczek jak źródło. Zawsze, z wyjątkiem świstka znalezionego w teczce bliźniaka, bo tylko ten jeden oficer smarował koszałki opałki na temat życia prywatnego mężczyzny i jego kota Busia, mamy na to harcerskie słowo bliźniaka.
Kot Buś był ostatnio widziany w czarnej limuzynie. Kierowca zdenerwował się na reportera z kamerą, który chciał uwiecznić rozpartego na fotelu Busia. Nie bił intruza, a tylko lekko potrącał. Przywiózł właśnie Busia na spotkanie na szczycie PiS, na debatę, co dalej z IV Rzecząpospolitą. Pamiętacie ludzie, ile hałasu było o psy Kwacha? Oczywiście jest różnica, bo owe czworonogi zostały wywiezione na spacer, kot Buś natomiast przyjechał na szczyt tuzów partyjnych. Buś to przynajmniej jeden PiS-owski kryształ, nic mu nie można zarzucić. Nie pije, nie robi przekrętów, nie unosi łap w wiadomym pozdrowieniu, może kotki molestuje? Nie, najpewniej jest wykastrowany.
Idąc na mszę w Pałacu Prezydenckim, pan premier z pewnością nie miał 0,75 promila we krwi, nie wypił przecież piwa przed nabożeństwem. Tak więc i na prostej drodze można się wywrócić, jeśli jest ona śliska jak wypowiedzi Edgara G. Miejmy nadzieję, że ręka pana premiera, choć lewa, została solidnie opatrzona w pokoiku dla VIP-ów. Może przez tę samą pielęgniarkę, którą przywrócono do pracy w szpitalu, a która z hukiem wyleciała, gdyż nie zachowała się wystarczająco grzecznie w stosunku do prezydenta Warszawy, jakim był wówczas brat obecnego premiera. Minister Religa pewnie dopilnował, żeby najjaśniejsze lewe kości dobrze złożono, a gips był wystarczająco lekki.
A teraz żarty się kończą. Jako obywatelka III Rzeczypospolitej domagam się wyjaśnienia, jak to możliwe, że komornik w klinice zajął inkubatory ufundowane przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, czyli przez nas wszystkich. Mówił o tym widz, który zatelefonował do „Szkła kontaktowego” we wtorek 30 stycznia, człowiek czekający na urodzenie się syna. Pytał o to redaktor Miecugow ministra Religę, ale ten odpowiadał, jakby miał 1,5 promila. Proszę reporterów, dziennikarzy o dotarcie do tej informacji, bo w działania NFZ pod batutą Sośnierza absolutnie nie wierzę.
Kłopoty ze służbą zdrowia są zawsze i we wszystkich krajach, ale są też granice, których przekraczać nie wolno. Jakiś dyrektor szpitala dostaje 37 zł na oddział, ktoś mówi, że będzie chyba losował, któremu pacjentowi dać obiad. Gdy szefem NFZ był Miller (nie Leszek), tak źle nie było.
Pacjenci olewani równo mżawką umierają pozostawieni sami sobie. Obok mnie mieszkała kobieta, która dostała ataku ślepej kiszki. Mąż zawiózł ją do szpitala. Chciała, żeby przynieść jej parę rzeczy osobistych. Gdy następnego dnia rano syn przyszedł z kosmetyczką, dowiedział się, że matka nie żyje. Nikt się nią nie zajął. Mąż nie ma siły skarżyć, wie, że nie wygra. Kodeks etyczny lekarzy jest całkowicie nieetyczny. To europejskie kuriozum nie pozwala doktorom krytykować kolegów, nie wolno im stanąć po stronie pacjenta!
O takim „etycznym” kodeksie marzy PiS dla swoich nomen omen członków, jak również koalicjantów, oczywiście póki są uniżenie podlegli. Cała ta banda oszustów, przekręciarzy, ludzi z wyrokami zajmuje się wyłącznie utrwalaniem władzy ludowej, bo głosami ludu demokratycznie zostali wybrani. Co rusz premier albo prezydent groźnie pomrukuje na dziennikarzy, a to niemiecki rodowód gazety wytknie, to znów opozycję postraszy, że działa niepatriotycznie. Wydaje im się, że monopol na patriotyzm mają, że nas ustawią według paranoicznych wyobrażeń, swojej chorej wizji kraju. A że w wyborach głosowało na nich mało ludzi, że siła przewodnia miała mikroskopijną przewagę, to teraz nie ma znaczenia. Musimy wypić to piwo, którego nawarzyliśmy. Z rozpaczy co najmniej cztery piwka na głowę. Na każde koło samochodu po jednym, i dalej do przodu!

Wydanie: 6/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy