Poeta lewicowych dróg

Poeta lewicowych dróg

Krzysztof Kamil Baczyński był związany z ruchem socjalistycznym

Postać Krzysztofa Kamila Baczyńskiego wywołała niedawno żywą dyskusję. Jednak to nie jego twórczość literacka wzbudziła emocje, poszło bowiem o poglądy społeczno-polityczne. Głębokie oburzenie części prawicowych mediów i komentatorów spowodowała aktywność środowisk lewicowych, które dość regularnie zaczęły się odwoływać do Baczyńskiego, przypominając jednocześnie, że ten słynny poeta, a także jeden z symboli powstania warszawskiego, był za życia związany z ruchem socjalistycznym. Padły zarzuty kłamstwa i zawłaszczania historycznej postaci. Po stronie prawicy wspierano się popularną figurą retoryczną odrzucającą jakiekolwiek podobieństwo między „patriotyczną” lewicowością Baczyńskiego a skrajną rzekomo i czerpiącą jakoby z wzorców komunistycznych lewicą współczesną. Pojawiły się również głosy sugerujące, że socjalizm był tylko jakąś krótkotrwałą, młodzieńczą fascynacją, a nawet takie, które całkowicie negowały ów światopogląd poety.

Powody tych reakcji są zrozumiałe. Środowisko konserwatywno-nacjonalistyczne tak dalece zmonopolizowało w Polsce narrację historyczną, tak silnie utożsamiło pojęcie patriotyzmu z postawami prawicowymi, że samo poruszanie tematu orientacji społeczno-politycznej tak sztandarowej postaci jak Baczyński tworzy w tej propagandowej opowieści niebezpieczny wyłom. Z tej perspektywy jego życiorys wygodniej sprowadzić do kilku prostych klisz – poezji, uczuć wobec żony i matki oraz śmierci w powstaniu. Pozostałe elementy niezbyt bowiem odpowiadają propagandowym potrzebom prawicy.

Gdy śledzi się drogę życiową Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, szybko nabiera się wrażenia, że szedł on ścieżkami wydeptanymi wcześniej przez ojca. Pochodzący ze Lwowa i urodzony w 1890 r. Stanisław Baczyński już jako uczeń gimnazjum wstąpił do młodzieżowej organizacji socjalistycznej Promień. Choć grupa ta funkcjonowała pod patronatem Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej (PPSD), krzyżowały się w niej wpływy innych środowisk lewicowych, takich jak Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), czy anarchistów. Jak wspomina przyjaciel Stanisława i działacz Promienia Edmund Semil, „łączyło wszystkich przekonanie, że tylko przez socjalizm dojdzie się do wyzwolenia człowieka od ucisku i od tyranii przesądów. Uważaliśmy, że po drodze do socjalizmu jest i demokracja, i niepodległość Polski, a gdzieś na końcu niewiadoma w postaci komunizmu, a może wręcz anarchizmu”.

Z tych wspomnień wyłania się obraz człowieka o zdecydowanych, konsekwentnie lewicowych, lecz przede wszystkim niezależnych poglądach. „Baczyński organizował młodzież robotniczą, przemawiał na wiecach, brał udział w demonstracjach, w walce o prawo wyborcze, był czynny w związku zawodowym metalowców, współpracował z działaczami socjalistycznymi i anarchistycznymi. Był internacjonalistą w całym przekonaniu. Czytał »Czto diełat« Lenina, parał się dialektyką materialistyczną, studiował niektóre dzieła Marksa i Engelsa, ale nie można powiedzieć, że był marksistą. Co do jego poglądów filozoficznych, nie ośmieliłbym się przyczepiać mu żadnej etykietki. Nie uznawał zresztą w ogóle żadnych autorytetów, ani w filozofii, ani w literaturze, ani w życiu”. Ten niepokorny charakter pozostał mu do śmierci. Gdy w drugiej połowie lat 30. krytykowany przez niego reżim sanacyjny nadał mu order za dawne zasługi w trakcie powstania śląskiego, Stanisław Baczyński ostentacyjnie udekorował nim… swojego psa.

Ojca i syna łączyły jednak nie tylko podobne przekonania. Tak jak Krzysztof poświęcił się poezji, tak i człowiekiem pióra był Stanisław, autor powieści oraz prac z zakresu historii literatury. Obaj też w obliczu wojny zdecydowali się chwycić za broń. Krzysztof przyłączył się do akowskiej konspiracji podczas II wojny światowej, Stanisław w czasie I wojny zaciągnął się w szeregi Legionów Polskich, a potem służył również w wywiadzie wojskowym. W latach międzywojennych nie angażował się bezpośrednio w działalność polityczną. Skupiał się przede wszystkim na sprawach kultury, współpracując np. z PPS-owskim pismem literackim „Lewy Tor”, a także popularyzując literaturę radziecką. Krąg jego przyjaciół obejmował szerokie spektrum osób związanych z lewicą, od cytowanego Semila, komunisty i jednego ze szkolnych nauczycieli młodego Krzysztofa, przez redaktora naczelnego PPS-owskiego „Robotnika” Mieczysława Niedziałkowskiego, po historyka i byłego ministra spraw zagranicznych Leona Wasilewskiego.

Oprócz ojca wpływ na kształtowanie poglądów Krzysztofa miał prawdopodobnie filozof Adam Zieleńczyk, wujek od strony matki, zapamiętany przez sobie współczesnych jako „rzecznik myśli postępowej, laickiej i racjonalistycznej”. Dodajmy, że dwie z trzech córek Adama związały się z ruchem komunistycznym. Wanda Zieleńczyk, która podobnie jak Krzysztof próbowała sił w poezji, zasłynęła jako autorka „Pieśni partyzantów”, późniejszego hymnu oddziałów PPR-owskiej Gwardii Ludowej.

Krzysztof wyrósł na młodzieńca pełnego przekory, o krytycznym spojrzeniu na świat. Jak wspomina jego kolega Jerzy Pelc, „wartością godną starań była dla niego solidarność z mniejszością narażoną na szykany ze strony aparatu ucisku”. Jesienią 1935 r. ten 14-letni zaledwie uczeń gimnazjum im. Batorego w Warszawie wstąpił do półlegalnej organizacji Spartakus. Grupa ta skupiała młodzież, której rodzice bądź należeli do PPS, bądź byli z tą partią związani. Zajmowała się samokształceniem i popularyzacją idei socjalizmu. Miała kilkudziesięciu członków, pośród których Krzysztof był jednym z młodszych. Ponieważ działalność w Spartakusie mogła powodować represje ze strony władz szkolnych, w organizacji posługiwano się pseudonimami. W ten sposób Krzysztof stał się „Emilem”. Zapamiętano go jako młodzieńca inteligentnego, ale małomównego. Kompletnie nie radził sobie z werbowaniem nowych członków organizacji. Podobno biło od niego odrobinę aroganckie poczucie wyższości, które wzbudzało u innych irytację i bardzo utrudniało mu pracę agitatora.

Choć Spartakus funkcjonował pod patronatem PPS, działacze partyjni nie byli w stanie sterować krnąbrnymi charakterami młodzieży. Powodem konfliktów była m.in. kwestia „jednolitego frontu”, czyli współpracy pomiędzy socjalistami a komunistami. Spartakusowcy byli do tej koncepcji nastawieni entuzjastycznie i uważali, że to kierownictwo PPS niepotrzebnie sabotuje możliwość zawarcia porozumienia.

Latem 1936 r. na własną rękę nawiązali więc kontakty ze środowiskiem komunistycznym. Sam Krzysztof przeżył zresztą moment głębokiej fascynacji tą ideologią. Jak wspomina jego towarzysz ze Spartakusa Karol Lubelczyk, zaczął się uważać za komunistę i zadeklarował, że po maturze wstąpi do partii komunistycznej. Fascynacja ta była jednak krótka, gdyż szybko dała o sobie znać tak silna u Baczyńskiego niechęć do narzucanych mu z góry poglądów. W sierpniu 1936 r. rozpoczęły się bowiem tzw. procesy moskiewskie – pokazowa rozprawa Józefa Stalina z przeciwnikami politycznymi. Oskarżonym zarzucono działalność „kontrrewolucyjną”, a jako przywódcę spisku wskazywano przebywającego na emigracji Lwa Trockiego. Niektórzy bezwiednie ulegali tej zgrabnej propagandzie, ale nie Baczyński. U niego przebieg procesów wzbudził tak duże wątpliwości wobec ustroju radzieckiego, że, jak pisze Lubelczyk, nie zdołały ich już rozwiać żadne argumenty. Baczyński porzucił wcześniejsze plany i nigdy w szeregi partii komunistycznej nie wstąpił. Jakby na przekór sam zainteresował się trockizmem.

Mimo tych dylematów ideowych wciąż był przekonany, że socjaliści i komuniści powinni współpracować, gdyż wszystkim zagraża niebezpieczeństwo w postaci rosnącego w siłę faszyzmu. Miejscem takiej swobodnej współpracy stał się właśnie Spartakus, do którego wkrótce wstąpiła grupa młodzieży związanej z ruchem komunistycznym. A Baczyński zdobył na tyle duże uznanie wśród towarzyszy, że w 1937 r. wybrano go do zarządu organizacji. Kierował nią wspólnie z komunistą właśnie, Ładysławem Buczyńskim, znanym lepiej pod pseudonimem „Kazik Dębiak”, a także z „Małym Mietkiem” – socjalistą Mieczysławem Klimowiczem.

Opór przeciwko faszyzmowi traktowany był powszechnie jako priorytetowe zadanie lewicy. „Wołamy do Świata Pracy nasze hasło: Oni nie przejdą! Faszyzm nie opanuje Polski!”, pisał na łamach „Robotnika” Mieczysław Niedziałkowski. W tym okresie duże emocje wzbudzały doniesienia z Hiszpanii, gdzie trwała krwawa wojna domowa między lewicowym rządem a prawicowymi puczystami. Zarówno Krzysztof Baczyński, jak i jego ojciec brali udział w zbiórkach organizowanych na rzecz ochotników wyjeżdżających na Półwysep Iberyjski. Stanisław deklarował nawet, że sam gotów byłby ruszyć na front, gdyby nie stan zdrowia. Dodać można, że gdy w lutym 1938 r. spartakusowcy zaczęli wydawać pismo „Strzały”, nawiązywali tą nazwą do antyfaszystowskiego symbolu opracowanego kilka lat wcześniej w Niemczech i zaadaptowanego w Polsce m.in. przez środowisko PPS. Krzysztof zajął się współredagowaniem tego periodyku. To zresztą okres jego największej aktywności politycznej. Brał często udział w wiecach i manifestacjach, a w grudniu 1938 r. włączył się w samorządową kampanię wyborczą PPS w Warszawie, rozdając na ulicach ulotki i rozlepiając afisze.

Zimą i wiosną 1939 r. Baczyński mniej angażował się w działalność Spartakusa. Więcej czasu poświęcał nauce i chorującej matce. A przede wszystkim chyba na dobre postanowił oddać się poezji. Tu znów zachował się podobnie jak ojciec, który w pewnym momencie nad aktywność polityczną przedłożył zainteresowania literackie. Pisarka Hanna Mortkowicz-Olczakowa, która zetknęła się z Krzysztofem latem 1939 r., zwróciła uwagę, że w ogóle nie stwarzał wrażenia społecznika czy działacza politycznego, a raczej „intelektualisty i humanisty o poetyckim stosunku do świata”.

Wkrótce nadeszła dramatyczna klęska wrześniowa. W okupacyjnych warunkach niemożliwa była dotychczasowa aktywność polityczna. Polska Partia Socjalistyczna ogłosiła zawieszenie działalności, a zaraz potem jej działacze przystąpili do tworzenia podziemnej organizacji o nazwie Wolność, Równość, Niepodległość. Inne grupy również próbowały dostosować się do wymogów konspiracji. W listopadzie 1939 r. Ładysław Buczyński podjął się reaktywacji Spartakusa. Postanowił zmienić profil organizacji, nadając jej wyraźnie proradzieckie oblicze. Jednym z pierwszych przejawów aktywności nowego Spartakusa była ulotka wydana z okazji rocznicy rewolucji bolszewickiej. Tego rodzaju manifest, ogłoszony tuż po inwazji radzieckiej na Polskę, zraził oczywiście do współpracy część przedwojennych działaczy. Drogi dawnych kolegów rozeszły się.

Wkrótce spartakusowcy związani z tradycją PPS założyli własną organizację. Latem 1940 r., pod przewodnictwem Karola Lipińskiego, powstały Płomienie. Jak wspomina członek tej grupy Maciej Weber, jednym z elementów jej ideologii był sprzeciw wobec systemu radzieckiego. Ponieważ płomieniowcy nieufni byli wobec kierownictwa WRN, szukali kontaktu z innymi środowiskami socjalistycznymi wywodzącymi się z przedwojennej PPS. Najpierw porozumieli się z Gwardią Leszka Raabego, a w roku 1941 weszli w skład kierowanej przez Adama Próchnika organizacji Polscy Socjaliści. Kilkanaście miesięcy później zdecydowali się jednak na nawiązanie współpracy z WRN.

Płomienie skupiały się na samokształceniu i agitacji wśród młodzieży. Na tajnych szkoleniach zgłębiano pisma tzw. austromarksistów – Maxa Adlera i Ottona Bauera, belgijskiego socjalisty Henriego de Mana, a także przedstawiciela francuskiej lewicy katolickiej Emmanuela Mouniera. Wśród działaczy przeważał pogląd, że wojna będzie długa i wyniszczająca, lecz ostatecznie doprowadzi do ogólnoeuropejskiej rewolucji socjalistycznej, która przyniesie upragnioną wolność Polsce i innym ujarzmionym krajom.

Do Płomieni przyłączył się też Krzysztof Baczyński. Nie aspirował tutaj do kierowniczych stanowisk, koncentrując się na sprawach kultury i współpracując ze związanymi z grupą pismami. Pierwszym był wydawany od stycznia 1942 r. periodyk „Płomienie”. „Jesteśmy socjalistami – pisał Karol Lipiński w jego pierwszym numerze. – Chcemy przenieść przez czas dzisiejszy, czas wojny, śmierci i pogardy, wiarę w treść dążeń ruchu socjalistycznego”. Pod koniec 1943 r. pojawiło się także pismo „Droga”. Powstało z inicjatywy Ewy Pohoskiej i zajmowało się głównie sprawami literackimi.

Jak pisał płomieniowiec Marcin Czerwiński, w tym okresie Baczyński „substancją myślową uciekał w swoje utwory”. Był skryty, niemal stronił od innych. Cały czas zdawał się podążać własną ścieżką, nie do końca rozumianą przez otoczenie. Jego kolega Zygmunt Wasilewski ocenia, że „wybierał z lektur, z systemów filozoficznych to, a może wręcz tylko to, co było mu potrzebne, co pasowało do jego prawd wewnętrznych i jego koncepcji twórczych”.

Ta krótka opowieść o Krzysztofie Baczyńskim daje nam obraz człowieka niechętnego dogmatom, poszukującego własnej drogi ideowej, ale konsekwentnie stojącego po stronie lewicy. Uzasadnienia nie znajduje popularna sugestia, jakoby miał zerwać z socjalistycznymi poglądami – raz rzekomo po agresji radzieckiej w 1939 r., a potem jeszcze raz po odkryciu grobów katyńskich w roku 1943. Dość powiedzieć, że jeszcze krótko przed śmiercią, wiosną 1944 r., organizował dla studentów tajnych kompletów dyskusje przybliżające zasady filozofii marksistowskiej.

Cytując ponownie Marcina Czerwińskiego, „jego lewicowość była to sprawa nie tyle wynikająca z buntu, ile z przeżytej osobiście i akceptowanej tradycji rodzinnej. Była przyswojoną częścią jego »ładu serca«”.

Fot. Muzeum Literatury/East News

Wydanie: 36/2020

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy