Pokochać Frankensteina

ZAKAZANE MYŚLI KOBIET

Jako bystre społeczeństwo Polacy dostosowali się do reform, do których ojcostwa przyznaje się premier Buzek. Niestety, nie odpowiada on już za to, co z reform wyrosło, w związku z tym Polacy muszą z nimi żyć. Jak z Frankensteinem. Ponieważ reformy nie wpłynęły na wzbogacenie się przeciętniaków (a takie reformy nas interesują), w Olsztynie rozpoczęto sprzedaż tłuszczmaków, czyli bułek zapiekanych w tłuszczu po kurczakach z rożna. Cena 50 gr. Studenci sobie chwalą, bo to tańsze, a tak samo gorące jak kubek Knorra. Do tego wystarczy dokupić piwo bezalkoholowe. Życie jak w reklamie.
W ramach oswajania reform, to znaczy Frankensteina, inny obywatel postanowił zarejestrować firmę, która pozwoli Polakom dostać się do lekarza pierwszego kontaktu. Obywatel ten pobiera 15 zł za wystanie numerka do przychodni. To mniej niż dobrowolny datek na wejście do Harrisa, który leczy przez dotyk. I słusznie. Lekarz pierwszego kontaktu nie wyleczy, ale może pchnie pacjenta do specjalisty, u którego z kolei wolny numerek będzie za pół roku. Jeśli pacjent dożyje, znaczy to, że warto go leczyć.
Wystawanie numerków cieszy się powodzeniem, prasa pełna jest podziękowań od chromych i obolałych, którzy bez jednoosobowej firmy stojącej pod przychodnią od czwartej rano nie mieliby szans na żaden pierwszy kontakt. Chyba, że z grabarzem.
W ogóle najbardziej chcielibyśmy się oswoić z Frankensteinem w zreformowanej służbie zdrowia. Pacjenci zorientowali się, że im więcej krzyczą na lekarzy, tym gorzej są leczeni. Teraz chorzy próbują oswoić lekarzy dobrym słowem. W ekstremalnych przypadkach w nekrologach dziękuje się lekarzom za opiekę nad najbliższymi, którzy i tak zmarli. Ci, co przeżyli, sami piszą do gazet, zapewniają, że mieli łóżko i parę pastylek dziennie. Podają oddział szpitalny i miasto. Gdyby musieli wrócić, będzie jak znalazł.
Dla lekarzy organizuje się także miłe konkursy. Wymagania łatwiutkie, żeby się tylko nie zdenerwowali, jak ten Frankenstein. Najpierw zaczęto wybierać doktora Ojboli, teraz ogłoszono konkurs Eskulap 2000. Z regulaminu dowiedziałam się, że laureatem może zostać taki lekarz, który przyjmuje w dogodnych dla pacjenta godzinach. Poza tym nie ma do niego kolejek. Lekarz ten powinien wzbudzać zaufanie i być dostępny w święta.
Już widzę te tłumy pacjentów, którzy po wydaniu 15 zł na wystany numerek do lekarza, otrzymaniu skierowania na badania za parę miesięcy, wysyłają kupon, że ten właśnie lekarz jest Eskulapem albo Ojboli. W końcu po pierwszym kontakcie na pewno nastąpi drugi.
Oczywiście, te skojarzenia z Frankensteinem i lekarzami dedykuję nowemu ministrowi zdrowia. Sąsiedzi mówią o nim, że sam sprząta przed swoim domkiem. Brzmi to obiecująco.

 

Wydanie: 46/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy