Polewanie gnojówką

Zapiski polityczne

10 stycznia 2002 r.

Ostatnio pismo towarzysza Króla, ongiś sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, ustawicznie mnie atakuje i obrzuca obelgami. Ostatnio („Wprost” z dn. 6 stycznia br.) zostałem tam uznany za starą prostytutkę. Poprzedniego tekstu, też obelżywego, jeszcze nie czytałem. Wypadałoby tego wytrawnego działacza komunistycznego zaskarżyć do sądu o obrazę, ale przyjąłem zasadę niepolemizowania z rynsztokiem. Mam inne przyjemności.
Słuchałem przed chwilą debaty sejmowej i lekko przysnąłem, bo nudna. Nagle usłyszałem głos towarzysza Gomułki, czytającego kolejny referat o tym, jak kapitalizm zagraża socjalistycznej Polsce. Towarzysz Wiesław powtarzał po raz któryś tam te same argumenty o tym, co złego zamierza uczynić Polsce zachodnia Europa, wyjąca w okowach kapitalizmu. Widać zachrapałem, gdyż sąsiad poseł mocno mnie szturchnął. Obudzony dostrzegłem, że to nie stary Wiesław, ale młody Jan Łopuszański truje naród dużym elaboratem o szkodliwości przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Repertuar tych kilku niezłomnych strzelców wyborowych prawicy politycznej jest zawsze ten sam. Kiedyś straszyli konstytucją i jej skutkami, opłakanymi dla Polski. Teraz mówią dokładnie to samo, tyle że straszą Unią Europejską. Co więcej, z wywodów posła od naszych talibów, zwanych dobrotliwie przez lud taligami, wynikało jednoznacznie, że Europę zamieszkują narody całkiem zidiociałe, niedostrzegające, jakie potworne życie im zgotowano, gdy siłą i knutem wpychano je do Unii, co czeka także nieszczęsny, umęczony naród polski, kiedy byłe komuchy wpiszą nas do tej zdradzieckiej mafii europejskiej.
Przygnębiająca jest poselska powinność bywania w Sejmie na publicznych popisach dość sporej grupy artystów sztuki absurdu, wygadujących na każdym posiedzeniu bzdury. Gdybyż to były zwykłe głupoty, dające się spotkać dość łatwo i często. Niestety, nasi sejmowi mówcy wysławiają się z wielkim żarem nienawiści, chętnie mówią kłamstwa, dość pospolite, a przyłapani na łgarstwie niczego nie prostują wedle zasady: kłam do woli – zawsze coś z tej podłości zapadnie w uszy słuchacza i ukształtuje jego pogląd na świat.
Dodatkowa zgroza bierze się jeszcze z tego, że ta dyskusja o projekcie referendum o przystąpieniu do Unii Europejskiej jest zawieszona w prawnej pustce i stanowi wyłącznie okazję do politycznych gier eurosceptyków, co mogłoby zostać uniemożliwione, gdyby Prezydium Sejmu surowiej domagało się od Izby szanowania prawa. Rzecz w tym, że polskie prawo nie zezwala na referendum w innej sytuacji niż ocenianie gotowego i zawartego traktatu przed jego ratyfikacją. Wpierw musi być jakaś umowa międzynarodowa, a potem można dopiero zarządzić referendum na jej temat. Takiej umowy jak dotychczas jeszcze nie ma, więc i projekt ogłoszenia referendum nie powinien być dyskutowany. Możliwe to będzie dopiero wówczas, gdy zostaną ustalone przez umawiające się strony warunki akcesji Polski do Unii. Po co jednak czekać, skoro już dziś można za zgodą władz sejmowych uprawiać antyunijną propagandę i sączyć kłamstwa, i straszyć, i trafiać do serc narodu polskiego.
Cóż. Takie mamy śledzie, jakie nam przywieźli. Taką mamy Polskę, jacy jesteśmy. Długo będziemy jeszcze dorastać do Polski naszych marzeń. Nie sądzę, bym mógł tego dożyć. Przygnębiające jest jednak to, że w Sejmie niepodległej nareszcie Polski toczą się infantylne debaty, pełne jadu, kłamstwa i oszukańczych tez. Raz po raz wychodzą na mównicę osobnicy mniej lub bardziej zrównoważeni psychicznie (przeważnie mniej) i wygadują, co się im w ich niedokształconych głowach kotłuje. Czasem też pojawiają się owi wspomniani już strzelcy wyborowi, na ogół są to dosyć zgrani politycy, zmieniający co kadencję partie oraz ideologie, szukający nie spokojnej i rozumnie prowadzonej pracy dla Polski, ale osobistych korzyści i zaszczytów, jakie daje sam fakt wyboru kogoś do Sejmu RP. Strzelców wyborowych wyróżnia zapiekła nienawiść do wszelkiej lewicy, pogarda dla prawdy i chęć obrażania przeciwników politycznych, a wśród nich najchętniej samego prezydenta Rzeczypospolitej, Aleksandra Kwaśniewskiego. Prawie nie widać w tych ławach osób szukających nade wszystko wspólnej poselskiej zgody, mającej przynieść Polakom poprawę ich losu. Każda okazja jest dobra, by wyolbrzymiać różnice poglądów, potępiać, kogo się uda, straszyć społeczeństwo ponurymi wizjami przyszłości i oczywiście brakiem w obozie rządzącym ludzi uczciwych i dobrze krajowi życzących. Wśród tych upiornych strzelców wyborowych jest dość spora grupa osób odpowiedzialnych za sporą część nieszczęść, jakie dopadły Polskę i Polaków, osób udających systematycznie, że ich nie było tam, gdzie podejmowano szkodliwe dla kraju decyzje, że nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za cokolwiek złego. Osobnikom tym, posłom – mówiąc konkretnie – wydaje się, że zmieniając po raz kolejny barwy polityczne, zapisując się do coraz to innej partii, rodzą się za każdym takim aktem renegacji na nowo i nic za nimi się nie wlecze. Wczoraj widzieliśmy takiego strzelca wyborowego zarzucającego ministrowi Kaczmarkowi zawarcie szkodliwej dla kraju umowy. Okazało się jednak po krótkim czasie, że to właśnie sam ów strzelec wyborowy zajmował w jednym z dawnych rządów kluczowe stanowisko i popierał tę złą umowę międzynarodową. Ale głos mu nie zadrżał, gdy wygłaszał swoje kłamstwo, nie przeprosił za ewentualną pomyłkę. Tacy oni są, ci strzelcy. Przykro na nich patrzeć, przykro słuchać tych seansów nienawiści, smutno ogląda się to systematyczne polewanie samej Rzeczypospolitej i jej przyzwoitych i mądrych ludzi gnojówką.

 

Wydanie: 2/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy