Polska dyktuje pamięć historyczną Niemcom

Polska dyktuje pamięć historyczną Niemcom

W następstwie wielkiej wojny, jaką Niemcy prowadzili z Europą Wschodnią i Zachodnią, 10 milionów z nich uciekło lub zostało przesiedlonych z terenów, które od tysiąca i więcej lat były niemieckie. To, co oni nazywają wypędzeniem, należy do największych katastrof w historii narodu niemieckiego. Polacy głoszą, że Niemcy nie mają prawa utworzenia muzeum upamiętniającego to historyczne wydarzenie. Już sam fakt, że polskim politykom wydaje się, że oni mogą dyktować innemu narodowi, co powinien, a czego nie powinien upamiętniać, jakie muzea może otwierać, a jakich wznosić mu nie wolno, budzi niejakie zdziwienie w samej Polsce, nie mówiąc o zagranicy. Zupełnie bezradni i dziecinni, gdy chodzi o realne problemy wewnątrzkrajowe okazują wolę mocy w swojej międzynarodowej „polityce historycznej”. Wiedzą, co Rosjanie mają myśleć o swojej historii i co mają myśleć Niemcy. O tym, że mogliby się czegoś dowiedzieć od innych narodów, mowy nie ma. Zasklepieni w swoich stereotypach, w swoim autyzmie, wszystko, co się nie mieści w ich sztucznie ścieśnionych umysłach, uważają za wrogie.
Jeśli się nie ma rozumu w realnej polityce, gdzie punkty orientacyjne są niejako namacalne, to tym bardziej jest się niemądrym w „polityce historycznej”, gdzie prawda i zmyślenie istnieją na równych prawach.
Jakie pojęcie o hierarchii faktów i zdarzeń historycznych mają dzisiejsi przywódcy narodu polskiego, możemy się przekonać, oglądając muzea, które oni teraz ustanawiają. Bezdenną ich głupotę będziemy mogli kontemplować, gdy z dobrze przemyślanym berlińskim Centrum przeciw Wypędzeniom porównamy warszawskie muzeum komunizmu, dzieło złośliwych idiotów.
Jakie wnioski wyciągną przyszłe pokolenia Niemców z tego, co zobaczą w Centrum przeciw Wypędzeniom, tego nie wiemy. Możliwe, że te wnioski nie będą dla nas korzystne. Nasza korzyść nie może jednak służyć za kryterium słuszności innym narodom. Tylko naród bardzo silny może swoją korzyść narzucić jako wzór sprawiedliwości narodowi bardzo słabemu, czego zresztą nie wolno chwalić. Nie taka jest relacja między Polską a Niemcami.
Polski polityk mówi Niemcom: jeśli upamiętnicie jedno z najważniejszych wydarzeń w waszych dziejach, nie będzie „cudu pojednania”. Czym jest, czym może być to pojednanie, jeśli jedna ze stron jednających się nie ma prawa kierować się własnym rozeznaniem? Nie będzie to żadne pojednanie, lecz koniunkturalny sukces strony dyktującej i ukrywana do czasu wrogość drugiej strony. Prawdopodobnie wiele z dzisiejszych pojednań narodów ma taki charakter.
Polski europoseł mówi o planowanym Centrum przeciw Wypędzeniom: „Tego typu projekty nie są w interesie Niemiec, bo w Polsce odbieramy je jako wymierzone przeciwko nam”. Trzeba wprowadzić drobne sprostowanie: w Polsce odbieramy (wielkie My, które nie istnieje) je tak, jak politycy, a zwłaszcza telewizja je przedstawi. Do zastanowienia się nad tym głębiej brakuje nam danych – zarówno informacji, jak opinii światłych ludzi z Polski i zagranicy. W tej wypowiedzi jest coś zastanawiającego: interes Niemiec został zdefiniowany przez utożsamienie z tym, co się Polakom podoba. Jeżeli nam w Polsce Centrum w Berlinie się nie podoba („odbieramy je jako wymierzone przeciwko nam”), to tym samym nie jest ono w interesie Niemiec. Polska megalomania puchnie przy każdej różnicy zdań z cudzoziemcami, zwłaszcza z krajami Unii Europejskiej.
Jeżeli berlińskiego Centrum obawiamy się z tego powodu, że w nieokreślonej przyszłości mogłoby ono stać się podnietą do powrotnych wędrówek Niemców (a nie wiem, o jakie inne obawy mogłoby chodzić), to zapominamy, że muzea nie są jedynym środkiem przekazywania wiedzy o przeszłości. Czego bym się obawiał, to rozsiania takich centrów po Europie, a przede wszystkim umieszczenia jednego z nich we Wrocławiu.
Polscy politycy wykonali mnóstwo gestów rewidujących w płaszczyźnie symbolicznej wyniki II wojny światowej. Wypisali nas z koalicji zwycięzców. Podważają ciągle ustalenia zapadłe w Jałcie i Poczdamie. I nie boją się, że ktoś może wreszcie kiedyś wziąć ich za słowo. Nie bronią tego, co mają i co im się należy, lecz pretendują do panowania nad pamięcią sąsiednich narodów.

Wydanie: 34/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy