Czy polski system samorządowy się sprawdził?

Czy polski system samorządowy się sprawdził?

Prof. Jerzy Regulski, prezes Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej
Oczywiście, że się sprawdził. Nikt nie może mieć co do tego wątpliwości. Tyle dobrego zrobili ludzie z samorządów lokalnych, wystarczy przejechać przez Polskę i widać to wszystko jak na dłoni. Trzeba jednak pamiętać, że żadna reforma ustrojowa nie jest zrobiona raz na zawsze. Wciąż pojawiają się nowe problemy, postępuje rozwój gospodarczy i technologiczny, np. w efekcie podłączenia do internetu na naszych oczach zmienia się organizacja społeczeństwa. Co pewien czas trzeba więc dokonywać analizy systemu i poprawiać to, co wymaga zmian.

Prof. Witold Kieżun, prakseolog, teoria organizacji, Akademia Leona Koźmińskiego
Nie sprawdził się, choć wszystko wydaje się funkcjonować, samorządy działają, drogi i kanalizację się buduje itd. Jednak ten system, w którym są powiaty i zatrudnieni w administracji liczni urzędnicy, jest dla mnie nonsensowny. To zupełnie niepotrzebne, gdy wkraczamy w erę informatyki. Byłem członkiem komisji do usprawnienia administracji w Kanadzie i tam wspólnie zwolniliśmy 45 tys. pracowników, jednak otrzymali oni korzystne kredyty na przekwalifikowanie i wszyscy prawie przeszli do gospodarki. W ciągu czterech-pięciu lat zmniejszył się deficyt budżetowy Kanady. Drugą wadą naszego systemu samorządowego jest upartyjnienie. W Kanadzie partie działały dopiero od szczebla parlamentu, w wyborach samorządowych obowiązywała ordynacja większościowa. Głosowałem na kandydata, który miał w programie wybudowanie drugiej autostrady, bo dotychczasowa była już zapchana. Kandydat wygrał, a nowa autostrada powstała w ciągu 19 miesięcy. Według mnie samorząd powinien się zajmować porządkiem, czystością, kanalizacją, rozwojem przedsiębiorczości, dystrybucją świadczeń, a o aborcji, o gejach itd. niech dyskutują w parlamencie. Polskę trzeba odpolitycznić.

Prof. Jacek Majchrowski, prezydent miasta Krakowa
Nasuwa mi się skojarzenie ze sztuką, którą widziałem w ubiegłym tygodniu w krakowskim Teatrze STU. Nosi ona tytuł „Kogut w rosole” i opowiada o grupce przyjaciół, którzy z powodu ogólnej frustracji spowodowanej brakiem pieniędzy postanawiają zarabiać striptizem. W efekcie na końcu spektaklu na scenie stoi pięciu nagich, niezbyt urodziwych mężczyzn. I w podobnej sytuacji jest polski samorząd. Wiek niby dojrzały, uroda przeciętna, a w kieszeniach pustki. Zadań mamy co niemiara, pieniądze potrzebne są na wszystko, kolejne rządy zaś traktują nas po macoszemu. Ciągle dokładamy do zadań zleconych, które – zgodnie z prawem – nie powinny w ogóle nas obchodzić, bo są w zakresie odpowiedzialności państwa. Weźmy np. policję. Chcemy czuć się bezpiecznie? Musimy wygospodarować środki na dodatkowe patrole. Z drugiej strony, rząd ciągle przykręca nam śrubę i coraz bardziej nas ogranicza. Przykład? Proszę bardzo – zabroniono nam lokowania dotacji z budżetu państwa na oprocentowanych kontach. Skąd więc mamy brać kolejne pieniądze? Brać kredyty? Wolimy wydawać je na inwestycje.

Dariusz Trybuchowicz, wójt gminy Sławatycze
Wszyscy mówią, że się sprawdził, ale my mamy czasami odmienne zdanie. Administracja powiatowa wydaje np. pozwolenia na budowę, a realizację w zasadzie musimy przeprowadzać sami. I to my wykonujemy część obowiązków należących do powiatu, który jest trzecim co do wielkości w Polsce, bo nie ma on środków, by zadbać np. o zimowe utrzymanie dróg. Musimy jednak jakoś się porozumiewać w takich sprawach jak budowa dróg, chodników, dokumentacja. Współpracujemy w sprawach organizacji imprez masowych i sportowych, ale wciąż mamy świadomość, że dotacje z powiatu nigdy nie pokryją całości kosztów. Tak jest też przy dotacji oświatowej, która wystarcza tylko na pensje nauczycieli. A skąd wziąć na wszelkie dodatki, nadgodziny, zajęcia pozalekcyjne, świetlice, dojazdy, wyżywienie uczniów itd.? Nauczycielom przysługuje 14 różnych dodatków i w tym zakresie nie możemy oczekiwać żadnej pomocy, zwłaszcza że wysokość subwencji wylicza się w stosunku do klas 26-osobowych, a na wsi są najczęściej mniejsze.

Jan Czubak, kandydat na prezydenta Bytomia z komitetu
„Jan Kazimierz Czubak i bytomska lewica”
Po pewnym wstrząsie organizacyjnym, jakim było wprowadzenie bezpośrednich wyborów, system samorządowy zdołał jakoś się ułożyć, choć prorokowano, że będzie gorzej. Na szczęście system działa, choć mógłby lepiej. Czasem jest tak, że samorząd funkcjonuje głównie dzięki działającym w nim ludziom, a nie zaletom systemu. Zwłaszcza tam, gdzie brakuje zgody politycznej, gdzie wciąż wybuchają awantury i wynaturzenia, system sobie nie radzi, nie pomaga z tym walczyć. Nasz system jest dosyć oryginalny. W wielu krajach europejskich, np. we Włoszech, w wyborach wyłania się lidera politycznego, menedżer zarządzający zaś typowany jest w ramach konkursu na to stanowisko. U nas obie sprawy są połączone, prezydent bądź burmistrz ma obie funkcje, ale gdy nie ma większości w radzie, dochodzi do tarć, jego działania mogą być blokowane i w tym momencie system staje się niewydolny.

Wydanie: 42/2010

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy