Portugalia na intensywnej terapii

Portugalia na intensywnej terapii

Lekarze decydują o życiu i śmierci, muszą wybierać, których pacjentów leczyć

W piątek 29 stycznia przed szpitalem Santa-Maria w Lizbonie czekało 30 karetek. Poprzedniego dnia – prawie 40. Ciężko chorzy leżeli w karetkach przez wiele godzin, a ci w lepszym stanie czekali w kolejkach.

– Naprawdę nie wierzyłem, że coś takiego może się wydarzyć w Portugalii: pacjenci chodzili od drzwi do drzwi, aby znaleźć szpitali który ich uratuje – powiedział reporterowi „New York Timesa” Tomás Lamas, lekarz, który pracuje na oddziałach intensywnej terapii dwóch szpitali w Lizbonie. Lekarze decydują o życiu i śmierci, muszą wybierać, kogo leczyć. – Trzy miesiące temu przyjmowaliśmy na oddziały intensywnej terapii pacjentów w podeszłym wieku i z przewlekłymi chorobami, ale teraz nie są oni brani pod uwagę – ubolewa Lamas.

Licząca 10 mln mieszkańców Portugalia znalazła się w ogniu najgorszego kryzysu pandemii. Tylko w styczniu zanotowano tam 5576 zgonów związanych z koronawirusem.

Paraliż szpitali

By zobrazować rozmiary kataklizmu, przypomnijmy, że wiosną kraj był jednym z tych, które najlepiej poradziły sobie z pandemią – rekordowa liczba zakażeń to 800 dziennie. Natomiast przez prawie cały styczeń codziennie rejestrowano od 10 do nawet 16 tys. nowych pacjentów z COVID-19. Prawie połowa przypadków pochodzi z regionu Lizbony. W ostatnich tygodniach Portugalia ma najwyższy na świecie wskaźnik zachorowań (16,8 tys. na 1 mln osób) i śmiertelności (340 zgonów na 1 mln). Liczby te znacznie przewyższają wskaźniki z Wielkiej Brytanii (6,5 tys. zachorowań i 250 zgonów) czy Stanów Zjednoczonych (odpowiednio 6,9 tys. i 131). Również w sąsiedniej Hiszpanii jest lepsza sytuacja (10,5 tys. zachorowań i 107 zgonów na 1 mln).

– Jesteśmy zdesperowani – mówi Luís Miguel Janeiro Mós, regionalny prezes Sindepor, portugalskiego związku pielęgniarek. – Napięcie i stres są ogromne. Żyjemy w strachu, że popełnimy błąd.

Wiele placówek z okolic Lizbony i Sintry przyjmuje prawie trzy razy więcej pacjentów z covidem, niż teoretycznie są w stanie. Z braku wystarczającej ilości tlenu kilkudziesięciu pacjentów musiało zostać przeniesionych do innych szpitali. Jak donosi dziennik „Público”, oddziały intensywnej terapii są przepełnione. Z powodu paraliżu szpitali dramatycznie wzrosła liczba zgonów na covid w domach. Jak podało ministerstwo zdrowia Portugalii, tylko w styczniu w domach zmarło 324 zarażonych, podczas gdy od marca do grudnia ub.r. – 287 osób.

System ochrony zdrowia z takim trudem zmaga się z trzecią falą covidu, ponieważ jest osłabiony przez politykę oszczędności i cięć budżetowych, które towarzyszyły ostatniemu kryzysowi gospodarczemu. Brakuje też personelu medycznego. Duża część lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych wyemigrowała do Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii. Jorge Roque da Cunha, sekretarz generalny Niezależnego Związku Lekarzy, uważa, że covid poddał surowej próbie system opieki zdrowotnej, który nie został wzmocniony wraz z poprawą kondycji gospodarki. Jak podkreśla w rozmowie z „El País”, zapóźnienia inwestycji w sprzęt można liczyć w dziesiątkach lat, a pracujący po wiele godzin lekarze są u kresu sił. Brak personelu nie dotyczy tylko szpitali. Na ratunek domowi opieki Lar Maria Luísa w Vila Nova de Cerveira, gdzie wszyscy mieszkańcy i pracownicy zostali zarażeni, wysłano studentów i pielęgniarki wolontariuszki.

Skutki świątecznego rozluźnienia

– Sytuacja jest zła – przyznał pod koniec stycznia premier António Costa w wywiadzie dla telewizji TVI. – Zaobserwowaliśmy wykładniczy wzrost liczby nowych przypadków, co prowadzi do nowych hospitalizacji, a to z kolei powoduje gigantyczną presję na państwową służbę zdrowia – powiedział, dodając, że z pewnością będzie to trwało kilka tygodni.

Aby zaradzić tej sytuacji, socjalistyczny rząd 15 stycznia pod hasłem Fiquem em casa (Zostańcie w domu) zatwierdził przedłużenie stanu wyjątkowego wraz z nowymi ograniczeniami, w tym zakazem wyjazdów mieszkańców za granicę, chyba że istnieje ku temu bardzo ważny powód. Przywrócono też kontrole graniczne i zawieszono połączenia kolejowe z Hiszpanią. Otwartych na stałe jest tylko osiem przejść granicznych, sześć kolejnych otwieranych jest co godzinę dla kierowców ze specjalnymi zezwoleniami, np. dla dojeżdżających do pracy lub rolników uprawiających pola za granicą.

Zamknięto sklepy z wyjątkiem tych z artykułami pierwszej potrzeby, wielu pracowników wysłano do obowiązkowej pracy zdalnej. W Lizbonie opustoszały ulice. Aby odstraszyć spacerowiczów, policja patroluje drogi wzdłuż promenady nad rzeką Tag.

„Jeśli sytuacja się nie poprawi, Portugalia ryzykuje, że stanie się tym, czym Bergamo we Włoszech podczas pierwszej fali covidu, w marcu zeszłego roku – symbolem niepowodzenia Europy w udzieleniu skutecznego wsparcia krajowi członkowskiemu w rozpaczliwej potrzebie – pisała na portalu Politico profesor nauk politycznych Susana Peralta. – Żeby było jasne: ten kryzys jest naszą winą. Rząd Portugalii, któremu brakuje środków, popełnił krytyczne błędy w postępowaniu z pandemią i zdecydował się nadać priorytet rozwiązaniom krótkoterminowym. Podczas gdy reszta Europy zamykała restauracje i kawiarnie, nasze mogły działać w niepełnym wymiarze godzin. Obiekty sportowe, zakłady fryzjerskie i sklepy były otwarte aż do 15 stycznia”.

Faktycznie wiele krajów wprowadziło lockdown znacznie wcześniej, już w listopadzie. Portugalia zostawiła restauracje otwarte i wprowadziła zakaz wychodzenia z domu bez wyraźniej potrzeby między godz. 23 a 5 rano w dni powszednie. Środki te zniesiono w Boże Narodzenie, aby umożliwić Portugalczykom spędzenie sylwestra z rodzinami, przy jednoczesnym przestrzeganiu zasad sanitarnych. – Pod koniec roku i w okresie świąt mieliśmy bardzo wysoką zachorowalność – wskazuje epidemiolog Manuel Carlo Gomes, profesor z Uniwersytetu Lizbońskiego i członek komisji ds. szczepień Dyrekcji Generalnej ds. Zdrowia. – Portugalczycy spotykali się, aby świętować Boże Narodzenie, i w ciągu zaledwie kilku dni nastąpił duży wzrost liczby kontaktów. Jednocześnie ludzie lekceważyli objawy choroby i nie chodzili do lekarza.

Dodatkowo w tym czasie pojawił się brytyjski wariant koronawirusa. Władze portugalskie są przekonane, że kryzys został pogłębiony przez szybkie rozprzestrzenianie się właśnie tego wirusa. – Najprawdopodobniej został on przywleczony do kraju przez Portugalczyków pracujących na Wyspach Brytyjskich, którzy wrócili do domu na Boże Narodzenie – mówi Pedro Siza Vieira, minister gospodarki w rządzie premiera Costy. – Mamy dowody, że to wariant brytyjski odpowiada za ponad połowę nowych przypadków, szczególnie w rejonie Lizbony i doliny Tagu. Niemcy wstrzymały ruch lotniczy z Wielką Brytanią 20 grudnia. Jednak turyści i Portugalczycy mieszkający w Anglii nadal bez przeszkód podróżowali do naszego kraju. Dopiero 23 stycznia Portugalia wstrzymała przyjmowanie samolotów z Wielkiej Brytanii i z Brazylii, gdzie pojawiła się kolejna mutacja. Także dopiero pod koniec stycznia zamknięto szkoły i uczelnie.

Eksport pacjentów

Sytuacja stała się na tyle poważna, że rząd część chorych wysyłał na Maderę i poprosił o pomoc międzynarodową. 3 lutego wylądował w Portugalii zespół medyczny z Niemiec. Berlin dostarczył również 50 respiratorów i 150 łóżek. Austria zaproponowała przyjęcie 10 pacjentów. Podobną liczbę przyjął szpital w Vigo w hiszpańskiej Galicji.

Wydaje się, że blokada nałożona 15 stycznia w kontynentalnej części kraju powoduje ograniczenie transmisji wirusa, ale nadal liczba zakażeń jest duża – 6 lutego zanotowano ich 6132. Liczba zgonów i pacjentów przyjmowanych do szpitali również powoli się zmniejsza. – Jest trochę lepiej, ale jeśli odblokujemy się tak jak poprzednio, wrócimy do tego samego – powiedziała 60-letnia pielęgniarka Graça Fonseca w rozmowie z korespondentem Agencji Reutera.

Chociaż premier Costa podkreśla, że blokada przynosi efekty, minister zdrowia Marta Temido ostrzega opinię publiczną, że do zakończenia kryzysu jeszcze daleko. – To będą kolejne bardzo trudne tygodnie dla szpitali, zwłaszcza dla oddziałów intensywnej opieki medycznej – powiedziała. Władze widzą nadzieję w szczepionkach. Na razie dwie dawki szczepionki dostał niecały 1% Portugalczyków, aby osiągnąć odporność populacyjną, musi się zaszczepić jeszcze 69% obywateli. Plan zakłada osiągnięcie 70% szczepień pod koniec lata. – Jeszcze mamy przed sobą tę zimę, mamy jeszcze wiosnę, lato, a ludzie są szczepieni każdego dnia. Tylko od nas samych zależy, jak przejdziemy ten ciężki czas – podkreśliła.

Fot. AFP/East News

Wydanie: 8/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy