Posłuchajcie doradcy waszego Reagana

Posłuchajcie doradcy waszego Reagana

Miło było czytać pochwały, jakimi gazety zagraniczne uraczyły Polaków po wyborach; miło, rzecz jasna tylko tym, którzy głosowali przeciw partii teraz już tylko malowniczych bliźniaków. Entuzjazm dziennikarzy i niektórych polityków zachodnich oparty na przekonaniu, że Polska pod rządami partii liberalnej (zachodni ludzie dają się tu oszukać słowu) będzie prowadziła politykę porozumienia i zgody przynajmniej w stosunku do sąsiadów, wydaje mi się niedostatecznie uzasadniony. Platforma Obywatelska była nieprzejednana w obronie jawnie niesprawiedliwych postanowień z Nicei, a następnie równie niepraktycznego „pierwiastka”. Politycy partyjni są konsekwentni tylko w obronie swojego interesu, w innych sprawach stać ich na daleko posuniętą elastyczność. Można więc mieć nadzieję, że Platformersi u władzy nie będą upatrywać interesu narodowego w wyolbrzymionych przez siebie głupstwach i przeszkadzać innym członkom UE integrować się i współpracować, co do tej pory robili z nie mniejszą gorliwością niż PiS.
Polityka zagraniczna państwa demokratycznego jest w dużym stopniu uzależniona od nastrojów społecznych, a niekiedy wprost przez nie wymuszona. (Zdarza się, że te nastroje są tak silne, iż obalają prawowity rząd i wywołują z czeluści społecznych dyktatora, który je ucieleśnia lepiej niż władza demokratyczna).
Polska polityka zagraniczna będzie uzależniona od mocno w narodzie zakorzenionych, a ostatnio przez klasę polityczną i księży idealizowanych przesądów, które są przedstawiane jako „nauki wynikające z historii”. Niemcy i Rosja są uznawane za państwa nadal niebezpieczne. Ten przesąd jest w tym sensie prawdziwy, że wszystko, co istnieje, może się stać niebezpieczne, jakby choćby najprostsza droga, jeżeli jechać po niej niewłaściwą stroną.
Richard Pipes, profesor Uniwersytetu Harvarda, znawca Rosji i – co w Polsce jest rozstrzygającą rekomendacją – doradca prezydenta Reagana, zwraca uwagę na kilka najbardziej charakterystycznych i ważnych błędów popełnianych przez polskich polityków: „bardzo poważnym błędem było wystąpienie jednego z polskich polityków, który porównał niemiecko-rosyjskie porozumienie w sprawie gazociągu bałtyckiego do paktu Hitlera ze Stalinem. Było ono zupełnie nietrafne. Bo jak można porównywać pokojowe porozumienie gospodarcze z paktem, który był początkiem drugiej wojny światowej?”. Radek Sikorski, o którym tu mowa, tłumaczył się, że powiedział to nieoficjalnie, w rozmowie kuluarowej. Nie o to jednak chodzi, że była to gafa dyplomatyczna, za którą można przeprosić. W ten sposób nie wolno mówić nie tylko w kuluarach, ale także w prywatnej strefie zdekomunizowanej, i nie tylko mówić, ale również myśleć tak nie należy, bo w tym powiedzeniu tkwi złośliwy fałsz i dowód, że nie umie się postrzegać faktów. Dalej profesor Pipes twierdzi: „energetyczne porozumienie Rosji i Niemiec może być nieprzyjemne dla Polski, ale przecież nie zagraża jej bezpieczeństwu”. Zakorzenione przesądy antyniemieckie i antyrosyjskie sprawiają, że zarówno politycy wszystkich partii, jak klasa dziennikarska oraz odbiorcy propagandy telewizyjnej bez namysłu powzięli przekonanie, że ten gazociąg zagraża bezpieczeństwu Polski. Fakt, że żaden z polityków czy dziennikarzy nie przedstawił na to dowodu, jest tak samo wymowny jak to, że nikt się publicznie dowodu nie domaga. Nieważne, jak jest w rzeczywistości, ważna jest przejęta z ducha tradycyjnej germano- i rusofobii dyrektywa, co należy myśleć.
Kto się bierze za polską politykę zagraniczną czy to jako dyplomata, premier, minister, analityk, czy publicysta, powinien sobie przyswoić następujące poglądy Richarda Pipesa: „w relacjach z Rosją polską dyplomację powinna cechować ostrożność i jak największe zrozumienie natury Rosjan. Trzeba pamiętać, że mają oni wiele kompleksów, które utrudniają prowadzenie racjonalnej polityki. (…) Z tych samych względów uważam, że Polska nie powinna flirtować z Ukrainą. Rozumiem przez to snucie planów odizolowania jej od Rosji i połączenia sojuszem z Polską. (…) Tak samo Warszawa nie powinna wspierać opozycji w Rosji czy na Białorusi. Na coś takiego może sobie pozwolić Ameryka. Natomiast Polska jest zbyt małym krajem, żeby prowadzić taką politykę”. Tymczasem polska klasa polityczna jest najbardziej dumna ze swojej uzurpowanej roli misjonarza wolności i praw człowieka na Białorusi, a nawet na całym obszarze poradzieckim. Śmieszności tego postsolidarnościowego misjonizmu nikt tu nie dostrzega. Solidaruchy ciągle powtarzają, że w ten sposób spłacają dług, jaki zaciągnęli w swoim czasie w wolnym świecie. (To, co profesor Pipes nazywa flirtem z Ukrainą, świadczy o polskiej ignorancji zarówno co do historii stosunków polsko-ukraińskich, jak tego, co się obecnie dzieje. W Warszawie dowiedzą się, że flirt się skończył gdy w Kijowie władzę obejmą tamtejsi Giertychowie i Kaczyńscy, a nie będą oni śmieszni).
Jeszcze cytat (za: „Polska wyborcza”, dodatek do „Gazety Krakowskiej” 15.X.) dotyczący stosunku do Niemiec: „Niemieckie sumienie jest mocno obciążone tym, co jeszcze nie tak dawno wyrządzili Polakom. Równocześnie obraz Polski w Niemczech – pisze Richard Pipes – pozostaje zły, a część Niemców nadal pogardliwie spogląda na Polaków. (…) Jednak niemieckiej kanclerz Angeli Merkel zależy na dobrych stosunkach z Polską”. Trzeba się zastanowić, czy polityka polskiego rządu pisowskiego, ale nie tylko, nie zasługuje na pogardę. Niemcy mogą się uginać przed polską polityką eksploatującą ich poczucie winy, ale nie mogą takim postępowaniem nie gardzić. Słyszę, że chwali się jednego z byłych premierów (co tu kryć, chodzi o Jerzego Buzka), że odniósł sukces ściągając z Niemców kolejny haracz za wojnę. Tego rodzaju „sukcesy” sprowadzają pojednanie do obrzędów politycznej poprawności, które niczego nie zmieniają na głębszym poziomie postrzegania się narodów. Także polskie namolne naciski, aby Niemcy zrezygnowali z upamiętnienia tak doniosłego faktu historycznego, jakim było wyparcie ich ze wschodnich terenów, lub urządzili swoje muzeum według polskich życzeń, nie sprzyja przezwyciężeniu poprawnie, ale bezskutecznie ukrywanej niechęci Niemców do Polaków.

Wydanie: 44/2007

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy