Powiedz, jak mnie kochasz

Powiedz, jak mnie kochasz

Młodzi mężczyźni zapewnienia o miłości traktują jak formy grzecznościowe, starsi zamiast tkliwych wyznań wolą umyć samochód

W okolicach Walentynek pojawia się miłość, ale także samotność. To problem nie tylko tych pięciu milionów, którzy w rubryce stan cywilny wpisali – “wolny”. Oto z badań Instytutu Socjologii wynika, że dla 40% żonatych mężczyzn największym problemem jest samotność. 70% tak odpowiadających wie, dlaczego. “Bo ożeniłem się z kimś, kto był pod ręką” – odpowiadają. I to oni najchętniej wdają się w romanse. A może byłoby inaczej, gdyby przed laty potrafili sprecyzować swoje uczucia. I je nazwać. Dopiero w ankietach znajdujemy stwierdzenie, że ważne może być małżeństwo – to marzenie 35% młodych ludzi (ankieta Dureksu). O zakochaniu marzy tylko 14%. – To wydaje im się łatwiejsze – komentują psycholodzy.
W warszawskim kręgu artystycznym znany jest pewien kochliwy aktor, który napisał nad łóżkiem: “Nigdy nie bierz poważnie tego, co mówię w nocy”.
Słowa miłości, zapewnienia, wyznania, pełno ich. Są na kartkach, kubkach, gadżetach, wystawach, w mediach. Są w ściszonych rozmowach. Ale czy potrafimy mówić o uczuciach? No i czy mówimy o nich poważnie? Czy prawdą jest to, co w jednej z radiowych dyskusji powiedział Tadeusz Konwicki – że polska miłość to bar szybkiej obsługi. Kiedyś przypominała bar mleczny, teraz McDonalda.
Psycholog społeczny, Andrzej Samson, uważa, że dziś wyrażamy uczucia bardziej konwencjonalnie, mniej szczerze. Jego zdaniem, takie są oczekiwania społeczne. – Szczególnie biegli są w tym mężczyźni – komentuje psycholog. – Wiedzą, co wypada, jak złożyć życzenia, jak być miłym.
Podobnie sądzi psychoterapeutka, Zuzanna Celmer: – “Kocham cię” przeważnie dzisiaj nic nie oznacza. Prawdziwe “kocham”, to szanuję cię, będę się o ciebie troszczyć, zrobię dla ciebie wszystko. Jednak to najczęściej używane “kocham” oznacza, że teraz jest dobrze, ale niczego więcej nie oczekuj. Tak właśnie interpretuje “kocham” artysta, który zawiesił nad łóżkiem ostrzeżenie. On po prostu będzie cieszył się bliskością kobiety, dobrym seksem, ale rano nie powtórzy “kocham”.
I nie należy mieć do niego pretensji. Wiele osób mówi “kocham”, bo to wyraża aktualny stan ich ducha. Ale nie będą na tym budować przyszłości.
Dr Zbigniew Izdebski, autor raportu o zachowaniach seksualnych Polaków, ma za sobą wiele rozmów, szczególnie z młodymi ludźmi: – Dla nich “kocham cię” brzmi jak “dzień dobry”. Jak hasło. Chłopcy wiedzą, że dziewczęta chętnie słuchają takich deklaracji i że prowadzą one do seksu.
Antropolog, dr Bogusław Pawłowski, ocenia miłość ze swojego punktu widzenia. Twierdzi, że kobiety są ostrożniejsze od mężczyzn, właśnie w sprawach seksu. Wybiorą partnera, który dobrze rokuje, będzie pomagał, ma pozycję społeczną, jest opiekuńczy. Gdy nie spełnia oczekiwań, uczucia kobiety topnieją. Lokuje je gdzie indziej. Tak więc w związkach, we wszystkich kulturach, bardzo ważny jest okres próbny. To wtedy następuje potwierdzenie – jeśli ktoś okazuje uczucia, oddaje mi swój czas – rokuje na dobrego ojca. Nie tylko partnera.
Antropolog chłodno oceni, że szansę na miłość mają kobiety w wieku 16-40 lat. Potem szanse gwałtownie spadają.
Francuski socjolog twierdzi, że w trakcie uwodzenia kobieta odruchowo ukrywa swoje możliwości intelektualne. Jeśli wywoła u partnera poczucie niższości, czar pryśnie. To nie zmienia się przez wieki.

Walentynkowe
zapewnienia

– Nikt nie traktuje poważnie walentynkowych wyznań, nie spotkałem nikogo, kto brałby je na serio – zapewnia Andrzej Samson. – Prawdziwe wyznania rezerwuje się na inne dni.
Odmiennego zdania jest Zbigniew Izdebski. Uważa, że to dobry dzień dla nieśmiałych. – Gotowa kartka jest prostym komunikatem – zapewnia autor raportu o seksualności Polaków. – Daje dużo do myślenia. I naprawdę, nie złośćmy się, że są to wzorce amerykańskie. Najważniejsze, że uczą życzliwości, okazywania nie tylko miłości, ale i przyjaźni.
W Walentynki śmiałości w wyznaniach nabierają także osoby starsze. W tym dniu uczucia zwyciężają, bez względu na wiek. – Walentynki uczą form wyrażania uczuć – komentuje socjolog, prof. Maria Trawińska. – Prezent, kwiatek, coś trzeba powiedzieć. Miłe święto, na pewno lepsze niż Dzień Kobiet.
Optymistką walentynkową jest również Ewa Foley, terapeutka, współzałożycielka Instytutu Świadomego Życia. Uważa ona, że jeżeli będziemy dla kogoś serdeczniejsi raz w roku, może pomyślimy o nim tak samo za miesiąc. Jeden z nauczycieli Ewy Foley każdy list do niej kończy zdaniem: “Jestem wdzięczny za twoją obecność w moim życiu”. Warto naśladować.
Filozof, prof. Maria Szyszkowska, sądzi, że Walentynki może i uczą wyrażania uczuć, ale bardzo powierzchownego. – Zgodnie z modą, wręczy się kwiatek, jednak o uczuciach będzie się nadal mówiło w kategoriach “wszystko jest fajne” – komentuje pani profesor.
Dlaczego tak jest? Winne jest to, czym przesiąkamy – seriale, pisma. – I to, czym nie przesiąkamy – dodaje prof. Szyszkowska. – Nie czytamy książek, a filmy, które oglądamy, mają rozpaczliwie ubogie dialogi. Wypychany z programu jest teatr telewizji, dobry wzorzec wyrażania uczuć.

Zbyt nieśmiali,
zbyt szybcy

Ostatnie lata to prawdziwa rewolucja w okazywaniu uczuć. Można wykupić billboard, można wysyłać dziesiątki intymnych SMS-ów, w których z powodu krótkiej formy upodabniamy się do siebie. I oczywiście są e-maile, forma wykorzystywana szczególnie przez tych, którzy dobrze się znają, ale nigdy się nie widzieli. I takie mogą dziś być uczucia.
Można skorzystać z ciepłego ogłoszenia: “Słowa “kocham cię” najlepiej wydrukujesz na drukarce Panasonic”.
“Dorota, szaleję za tobą”, taki plakat oglądaliśmy w Warszawie. Wyznanie za 300 dolarów zamówił pewien chłopak. Dla firmy udostępniającej plakaty nie miało znaczenia, czy reklamowana jest na nim nowa restauracja, czy czyjeś uczucie. Był też plakat bardziej rozpaczliwy “Kocham Cię Maleńka i przepraszam, wybacz mi. Proszę wróć”.
Znakiem uczuć, ważniejszym niż kiedyś, są piosenki. Kayah, Justyna Steczkowska, Kasia Kowalska mówią to, czego młodzi sformułować nie potrafią. Kiedyś pisaliśmy listy, dziś razem słuchamy piosenek.
Ale nasze okazywanie uczuć jest albo automatyczne, czyli “kocham cię” jak dzień dobry, albo nie ma go wcale. Czasem im bardziej kochamy, tym bardziej nie potrafimy tego okazać.
Wokół nas wiele jest już dojrzałych osób, które mają pretensje do losu, że straciły prawdziwą miłość. Dlaczego? “Bo nie powiedziałem. Ona poczuła się wolna i poszukała innego mężczyzny”.
– Jest pewna grupa ludzi zaangażowanych uczuciowo, którzy nie potrafią o tym mówić – potwierdza dr Zbigniew Izdebski. – Nie wiedzą, jak ich deklaracje zostaną przyjęte. A przecież, gdy jest uczucie, trzeba o nim komunikować. Niech ta druga osoba wie, że jest kochana.
Nasza nieśmiałość, nieumiejętności mowy uczuć albo nadmierna gadatliwość, to wszystko widać w biurach matrymonialnych. – Potrafią napisać ofertę – wiek, waga, wykształcenie, a potem dukają, przekreślają – komentuje właścicielka biura matrymonialnego na Wybrzeżu. – Miła, dobra, kulturalna – to wszystko, co potrafią powiedzieć o ewentualnej kobiecie swojego życia. A pierwsze spotkania? Bywają ostatnimi nie dlatego, że ludzie nie pasują do siebie kompletnie. Po prostu nie potrafią rozmawiać.
W warszawskim biurze matrymonialnym “Czandra” zatrudniono psychoterapeutę. Pomaga “otworzyć” emocje, uczy, jak okazywać uczucia. – To bardzo potrzebne spotkania – zaznacza Adam Grzesiak z “Czandry”. – Nasi klienci nie są źli, chcą kochać, ale dotychczas przeważnie prowadzili szybkie życie, w którym nie było czasu na pełne życie emocjonalne. Kontakty z płcią przeciwną były dotąd powierzchowne. Teraz, kiedy ustabilizowali się życiowo, chcą mieć kogoś bliskiego. I tu zaczyna się problem, bo ich uczucia są głęboko schowane.
Nie tylko z perspektywy biura matrymonialnego, ale także badań CBOS-u jawimy się jako ludzie tęskniący do uczuć, ale nie potrafiący ich zrealizować. Aż 43% Polaków twierdzi, że nie wiedzą, co to miłość na całe życie. 63% jest zdania, że ich relacje z innymi ludźmi pogorszyły się w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Świat, w którym wszystko dzieje się za szybko, a związki między ludźmi przypominają umowę “kupno-sprzedaż” – ocenia Maria Radzińska z jednej z poradni rodzinnych Trójmiasta.

Siedź przy mnie

A czym jest to hasłowe “kocham cię” w dojrzałym związku? Antropolog, dr Bogusław Pawłowski, uważa, że ma to być potwierdzenie – mężczyzna nie opuści związku, nie zdezerteruje. Kobiety chętnie wymuszają na mężczyznach takie wyznania. Są one tym, czym jest rękojmia w handlu.
Oko antropologa dostrzega, że mężczyźni i kobiety zupełnie inaczej wyobrażają sobie okazywanie uczuć. On umyje samochód i ona powinna wiedzieć, że ją kocha. Ale ona uważa, że gdyby siedział przy niej i patrzył w oczy, byłaby bardziej pewna, że inwestuje w związek. Przykład mycia samochodu stał się sławny dzięki autorom książki “Płeć mózgu”. Mężczyzna poproszony przez badacza ludzkich zachowań, by okazał uczucie swej partnerce, właśnie umył jej samochód. No cóż, jak twierdzi John Gray, “kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa”. To dlatego prasa kobieca zaleca, by przejąć inicjatywę, zachowywać się po męsku, jasno mówić także o seksie.
Czas płynie. Okazywanie uczuć się zmienia. Im jest więcej dzieci, tym mniejsza szansa, że mężczyzna w ogóle przestanie je okazywać. W rodzinach, w których jest czworo dzieci, tylko 3% związków się rozpada. To etap, gdy wiele małżeństw nie jest już opartych na uczuciu. Są ważniejsze sprawy. Ślepa miłość już dawno minęła.

***
Walentynkowy dzień, ale i w każdy inny widać, że łatwiej dziś o słowa, łatwiej o dotyk. – Jeśli w metrze spotkam przytuloną parę, mogę rozszyfrować, czy to czułość, czy pociąg seksualny – zapewnia Zuzanna Celmer. – Czy jest to tkliwość.
A takich par spotyka się coraz więcej. Poza spontanicznością jest pewien przymus. Wypada ostentacyjnie okazywać uczucia. Jak w amerykańskim filmie. Jednak w jednej dziedzinie, zdaniem seksuologów, zrobiliśmy olbrzymie postępy. Właśnie w najintymniejszym okazywaniu uczuć. – Jesteśmy optymistami – zapewniają seksuolodzy. – Coraz częściej myślimy o drugim człowieku. Także w łóżku.
– Wokół nas bardzo lekko fruwa wiele słów – zadumał się Andrzej Samson. – Ale to nie te, na które czekamy. Te najważniejsze pojawiają się rzadko.


Ogłoszenie o miłości
-“Zakochałam się w tobie i brnę dalej w błoto. Czy wiesz, co ja robię? Kocham cię, idioto”.
-“Kocham cię u mnie, w trumnie, bezrozumnie, gdy biegasz za mną z wałkiem i gdy włosy usztywniasz białkiem”.
-“Już od stu sześćdziesięciu milionów pięciuset dziewięćdziesięciu siedmiu milionów pięciuset dziewięćdziesięciu tysięcy osiemdziesięciu razy Moje serce bije dla ciebie”.
-“Kocham cię dumnie, jedwabiście, hałaśliwie, smacznie, erotycznie”.
-“Umarły jeszcze będę wielbić ciebie i nie zapomnę pod ziemią czy w niebie – o twej jasności”.
-“Kocham cię jak klapnięcie paszczy na szyi”.
-“Czuję do ciebie coś wyjątkowego lecz nie mam ochoty wyznać ci tego”.
-“Na marmurowej wyrył płycie czas wieczne prawa dla ludzkości – nic piękniejszego ponad życie”.
-“Kaśka! Nie wiem, co zrobiłaś, ale rób tak dalej”.
-“Kudłata, gdy milczysz cały dzień i gdy się wkurzasz, obiad, gdy sam odgrzewam i gdy pasjans układasz, wtedy kocham cię do szaleństwa”.
-“Kocham się w tobie bez wzajemności, ciągle po nocach szlocham. I chociaż wiem, że to nie ma sensu, to jednak bardzo cię kocham”.
-“Kocham cię babo, twój dziad”.
Walentynkowe, więc anonimowe podpisy – Żółw, Kura, Ślimaczek, Pchełka, Dziobak, Świnia, Bananki, Landrynki, Kartofle, Frytki, Kefir, Świderek, Gnojek, Skandalista, Blondynka z Ręcznikiem, Bajbusek, Siniaczek, Dziubelek, Smalcowa Dama z wyjaśnieniem samokrytycznym, że nadużywa pudru.
Na podstawie walentynkowych ogłoszeń w “Gazecie Wyborczej” i “Super Expressie”.


Ucieczka w wulgaryzmy
Mówić o miłości, szeptać w łóżku, ale jakimi słowami? Słowniki dotąd nie podpowiadały. Przełomem jest “Słownik seksualizmów polskich” (ponad 10 tys. słów), który dwa lata temu opublikował Jacek Lewinson.
Autor uważa, że historia nie sprzyjała rozkwitowi języka erotycznego. W staropolszczyźnie rozwijał się krzepko. – Gwałtowne zahamowanie przyszło wraz z oświeceniem – komentuje Jacek Lewinson. – Hasło “Bóg, honor, ojczyzna” nie mogło sąsiadować z erotyzmami. Oczywiście, był jeszcze Fredro, ale już w słowniku Adama Mickiewicza nie ma żadnego seksualnego wyrażenia. Obowiązuje zasada, którą pięknie rozwinął Żeromski – wszyscy wiedzą, o co chodzi, ale nic nie jest wprost napisane.
Nierówny rozwój języka erotycznego i towarzyszące mu zawstydzenie powodowało, że oficjalne instytucje też go nie dostrzegały. We Francji i Anglii najpoważniejsi twórcy kojarzeni są z literaturą erotyczną, Biblioteka Francuska ma cały dział, w którym zebrane są obscena. W Polsce krążyły one niemal w podziemiu. XX wiek był konsekwentny w wykreślaniu erotyzmów. Największe polskie słowniki pomijały “takie” słowa. – A słowo, którego nie ma w słowniku, nie powinno istnieć dla użytkownika – komentuje Jacek Lewinson. – Współczesna, polska literatura? Nie ma porządnych melodramatów, tacy pisarze jak Stasiuk czy Varga uciekają w wulgarność, w ten sposób budując wizerunek postaci. Podobnie Gretkowska.
A jednak dziś, zdaniem autora słownika, łatwiej mówić o uczuciach i o seksie. Wreszcie są słowniki i wielka rewolucja obyczajowa, wprowadzona przez “Playboya”, “Hustlera”, nawet “Wampa”. – Autorzy musieli uporać się z tłumaczeniami – wyjaśnia Lewinson. – Widziałem wiele ciekawych eksperymentów językowych. Podobnie otwarcie o uczuciach i seksie mówią pisma kobiece, szczególnie “Cosmopolitan”, skierowany do młodych.
Można je naśladować.


Zakochane tylko raz

Rozmowa z socjologiem, prof. Marią Trawińską, autorką badań nad aspiracjami młodego pokolenia oraz analiz sytuacji kobiet

– Jak mówimy o miłości?
– Wyrażanie uczuć schamiało. Przez swoją oczywistość nabrało trywialności.
– Nie jest jednak tak, że ludzie nie chcą być szczęśliwi. Chcą bardzo, a potem rozczarowani mówią, że ominęło ich uczucie. Dlaczego?
– Ludzie nie tylko nie potrafią wyrazić uczuć, ale także ich pielęgnować. Żyją pod presją mediów, wzorów brazylijskich seriali telewizyjnych, ociekających słodyczą, które narzucają konieczność przeżywania wielkiej miłości. A w rzeczywistości jest z tym gorzej. Szczególnie z obowiązującym w serialu schematem: spotkanie, miłość, dziecko.
– Bardziej rozżalone są kobiety. Może dlatego, że to one wychowane są w przekonaniu, że każda z nich jest Śpiącą Królewną, czekającą na Księcia.
– W ostatniej swojej ankiecie pytałam kobiety, ile razy były zakochane. Chodziło mi o jakikolwiek skok emocjonalny, zawrót głowy. 43% odpowiedziało, że raz i obiektem był obecny mąż, 28% – dwa razy, 11% – trzy razy. Wyszło straszne ubóstwo uczuciowe. I znowu pojawia się ten rozziew między serialowymi romansami a ubogą rzeczywistością.
– Rozmawiamy o średnim pokoleniu, które spogląda w przeszłość i dziwi się – “tylko tyle miłości”. A młodzi? Czy szybciej odnajdują prawdziwe uczucie?
– Młodzi ludzie nie odróżniają amoku i miłości, a więc uczestniczenia w czyimś życiu i służebności. Myli się seks z miłością i gdy przestaje on mieć znaczenie, związek staje się pusty. 7% moich respondentek mówi, że seks jest dla nich upokorzeniem. Ale nie miejmy pretensji do młodych ludzi. Oni nie mają żadnego wzorca. Są zagubieni. Szkolne przygotowanie do życia w rodzinie jest fikcją. Właściwie tylko “Klan” pozwala młodym uporządkować poglądy. Ale to chyba za mało. Oni chcą być szczęśliwi, ale nie wiedzą, że pielęgnacja uczuć wymaga wysiłku. Tylko niektórzy podpatrzyli w domu dobre wzorce. Potem w moich ankietach okazuje się, że czterdziestoletnie kobiety nigdy nie zadały sobie pytania – kim chcę być, co chcę ofiarować drugiemu człowiekowi.


Czy anglosaskie Walentynki należałoby zastąpić starosłowiańskim Świętem Kupały?

Michał Ogórek,
satyryk
Jestem za tym, aby nie zastępować jednego święta drugim, ale obchodzić obydwa, zwłaszcza że są im przypisane różne terminy. Walentynki, które są kalendarzowo wcześniejsze i dość erotycznie niewinne, byłyby imprezami dla dzieci. W symbolice telewizyjnej byłoby to coś podobnego do “kina familijnego” i można by Walentynkom przypisać kółeczko jako stały element graficzny. Kupała natomiast idzie na całość. Widziałem kiedyś film rosyjski o obyczaju Kupały i byłem wręcz zaskoczony tym, co pokazywali – całkowita swoboda seksualna. To już z pewnością święto dla dorosłych, które należałoby opatrzyć czerwonym kwadracikiem. W rezultacie każdy człowiek przechodziłby stopniowy proces edukacji erotycznej, od Walentynek w dzieciństwie do Kupały w wieku dojrzałym.

Prof. Henryk Samsonowicz,
historyk, b. minister edukacji narodowej
Choć sama idea wydaje się zbliżona, różnice są dość duże, bo święto Kupały jest słowiańskie, odnoszące się zapewne jeszcze do mitycznych czasów plemiennych, i w sumie bardzo mało o nim wiemy, natomiast Walentynki mają rodowód skandynawsko-germański i są dużo późniejsze. Próba uwspółcześnienia Kupały mogłaby mieć charakter ludyczny, ale ja jestem raczej sceptyczny co do powodzenia takiej koncepcji. Walentynki są nowsze i w sumie bardzo przyjemne. Co do Kupały, obyczaj ten musiał niekiedy odżywać w późniejszych epokach, bo np. pisarze i historycy z końca średniowiecza gniewali się na naszych przodków, że kultywują pogańskie zwyczaje. W sumie jednak najlepiej znana jest literacka wersja tego święta, wizja stworzona w XIX w. przez twórców romantycznych. W tym czasie, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie była moda powrotów do zamierzchłej przeszłości i posługiwania się wyimaginowanymi wyobrażeniami o Słowiańszczyźnie, Celtach itd. Np. w Czechach stworzono całkowity falsyfikat – opowiadania królodworskie, w Finlandii modna była Kalevala, na Wyspach Brytyjskich Pieśń Osjana, w Polsce nawiązywano do Dziadów, a także Kupały, pokazując, jak miałaby wyglądać kultura bardzo wczesna. Kiedy znów przyjdzie moda na prehistorię – nie wiadomo, choć niektóre elementy dawnych rytuałów mogą odżywać we współczesnych obyczajach.

Katarzyna Mikulska,
współwłaścicielka Biura Matrymonialnego w Poznaniu
Walentynki to jest bardzo fajny zwyczaj. Co do zastąpienia ich innym świętem – nie sądzę, aby to było uzasadnione. W tej chwili Walentynki zostały już mocno rozpowszechnione i wyraźnie się spolszczyły.

Hanna Bakuła,
artysta plastyk, malarka
Mam poważne zastrzeżenia do takiej koncepcji. Kupała to było święto pogańskie, ale z wielkim natężeniem emocji religijnych. A przy okazji po bokach wszyscy się wspólnie “kupali”. Było to więc święto o cechach silnie seksualnych, ale zupełnie nie związane z miłością. Natomiast Walentynki odwołują się do emocji i przedmiotem święta może być miłość zupełnie czysta, przyjacielska. To dlatego Walentynki są takie fantastyczne. Jeśli mamy przyjmować z Zachodu różne zwyczaje i wartości, to zamiast przyswajać różne okropności, lepiej brać obyczaje ładne, sympatyczne, wdzięczne i kulturalne. I najważniejsze, Walentynki nikomu nie zaszkodziły i nie zaszkodzą.

Prof. Jerzy Wasilewski,
Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego
Do głowy by mi to nie przyszło także z akademickiego punktu widzenia. Mam serce do tradycyjnej kultury, ale kijem Wisły bym nie zawracał. Patriotycznymi apelami nie zmienimy psychiki ludzi ani wsparcia rynkowego, jakie zapewniono Walentynkom. Są wprawdzie grupy zapalonych zwolenników słowiańskiego rytuału, którzy w dniu 24 czerwca przebierają się i pląsają nad wodami. Takie grupy istnieją w Polsce, ale stare zwyczaje trafiają na podatny grunt w krajach, które poszukują śladów tożsamości i zwracają się do pogańszczyzny, np. na Litwie. Naśladowanie dawnych zwyczajów przybiera zresztą formy groteskowe, bo zdarza się na wsi, że w dzień św. Jana chłopcy palą jakieś opony i przez nie skaczą, a dziewczęta śpiewają pod kapliczką św. Jana Nepomucena, a nie św. Jana Chrzciciela. Tak więc w obecnych warunkach często w ogóle nie jest możliwe świętowanie dawnego zwyczaju w formach autentycznych, a jedynie wypaczonych.

Jerzy Pilch,
literat, felietonista “Polityki”
Byłoby to dobre, zwłaszcza że istnieje znaczne podobieństwo między świętami. Warto przy okazji zauważyć, że Starosłowianie znów wyprzedzili Amerykanów, zaś Noc Kupały jest prekursorska w stosunku do Walentynek i była znacznie ostrzejsza. Istnieją więc i różnice. Kupała to gigantyczna, jednorazowa orgia, kiedy nie wolno było nikomu odmawiać. Nie mam nic przeciwko temu, ale niestety nie da się deklaratywnie wprowadzić starego zwyczaju. Ja mam jednak pewną słabość do Walentynek, bowiem 14 lutego 1980 roku urodziła się moja córka. Mimo że Walentynki od lat budzą sprzeciwy, że to nie jest nasze, że mamy inne wzorce cywilizacyjne, to jednak żyjemy w epoce przemian i to wpływa na cały świat. Nie wiadomo, czy Walentynki przyjmą się na stałe, czy też będą funkcjonowały tylko przez kilkanaście lat? Jednak tak jak intensywnie kiedyś obchodzony Dzień Kobiet wyraźnie osłabł, a ja na hasło 8 Marca nie reaguję i nawet jednego goździka nie jestem w stanie nikomu wręczyć, to jednak mogę sobie wyobrazić, że w Walentynki wysyłam kartki z życzeniami. To święto bierze górę i w gruncie rzeczy jest sympatyczne, bo jest dniem młodości i miłości, a ja sam mam do niego najżyczliwszy stosunek.
Notował BT

Wydanie: 7/2001

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy