Pracownicze plany kapitałowe – dobrodziejstwo czy dodatkowy podatek?

Pracownicze plany kapitałowe – dobrodziejstwo czy dodatkowy podatek?

4 października Sejm uchwalił ustawę o pracowniczych planach kapitałowych (PPK). Wcześniej rządowy projekt ustawy przez kilka miesięcy był omawiany w Radzie Dialogu Społecznego. Ideą tego pomysłu jest wprowadzenie uzupełniającego ubezpieczenia emerytalnego dla pracowników, tak aby stworzyć dodatkowe źródło wypłaty emerytury oprócz Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Ustawa przewiduje część obowiązkową oraz dobrowolną wpłat do PPK. Obligatoryjna będzie składka podstawowa w wysokości 3,5% wynagrodzenia brutto pracownika. Przy czym 1,5% będzie opłacane przez pracodawcę, a 2% przez pracownika. Jeśli wynagrodzenie pracownika nie przekracza kwoty 2100 zł miesięcznie, jego obowiązkowa wpłata wyniesie 0,5% wynagrodzenia. Mogą być też dokonywane wpłaty dodatkowe: finansowane przez pracodawcę – maksymalnie 2,5% wynagrodzenia, oraz pracownika – do 2% wynagrodzenia.

Przystąpienie do PPK jest obligatoryjne dla osób poniżej 55 lat, ale pracownik może się wypisać z systemu, składając pisemny wniosek do pracodawcy.

Termin zapisów do PPK jest zróżnicowany w zależności od liczby zatrudnionych. Firmy zatrudniające co najmniej 250 osób powinny utworzyć PPK w pierwszej połowie 2019 r., zatrudniające między 50 a 249 osób – w drugiej połowie 2019 r., a mniejsze podmioty w 2020 r. Instytucje sektora finansów publicznych (np. organy administracji, jednostki samorządu terytorialnego, szkolnictwo, służba zdrowia) zostaną objęte systemem PPK od 1 lipca 2020 r.

Ustawodawca przewidział dwa rodzaje zachęt do uczestnictwa w PPK. Pierwsza to wpłata powitalna w kwocie 250 zł. Druga – to dopłaty roczne w wysokości 240 zł. Zgodnie z ustawą zarówno wpłaty powitalne, jak i dopłaty roczne mają być finansowane ze środków Funduszu Pracy. To jest jeden z czynników ocenianych krytycznie przez Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Pamiętajmy – Fundusz Pracy pochodzi z odpisu w wysokości 2,45% od wynagrodzeń pracowników, a więc zmniejsza fundusz płac. Jego przeznaczeniem jest wypłata zasiłków dla bezrobotnych oraz wspieranie aktywizacji zawodowej osób bezrobotnych. W obydwu tych kwestiach mamy duże zaległości. Zasiłek dla bezrobotnych w wysokości 847,80 zł nie pozwala na normalne życie ani nie spełnia norm Międzynarodowej Organizacji Pracy. Warto pamiętać, że minimum socjalne w Polsce na jedną osobę wynosi ok. 950 zł. Ponadto w Polsce pracuje tylko 66,1% dorosłych (według Eurostatu), gdy średnia w UE wynosi 71,2%. Mamy więc na co wydawać pieniądze Funduszu Pracy zgodnie z ich ustawowym przeznaczeniem. Jeżeli rząd uważa, że środki zgromadzone w tym funduszu są zbyt duże, niech obniży składkę, co pozwoli na wzrost wynagrodzeń pracowników.

Zahamowanie wzrostu wynagrodzeń to kolejna obawa OPZZ. Jeżeli 3,5% wynagrodzenia każdego pracownika trzeba będzie przekazać do PPK, o tyle mniejsze będą wynagrodzenia pracowników. W wielu firmach może oznaczać to brak wzrostu wynagrodzeń w roku wprowadzania programu czy wręcz ich spadek. Na przykład wzrost płac w sferze budżetowej w 2019 r. wyniesie 2,3% (projekt ustawy budżetowej na 2019 r.). Niestety, swoista dobrowolność polegająca na możliwości wypisania się przez pracownika z PPK nie spowoduje raczej wzrostu jego indywidualnego wynagrodzenia.

Warto także pamiętać, że dzisiaj pracownicy mają już możliwość „doubezpieczenia się” emerytalnego w takich programach pracowniczych jak IKE, IKZE lub PPE. W tych ostatnich, tak jak w PPK, pracodawca może dopłacać do ubezpieczenia ze swoich środków. Nie wydaje się, aby wprowadzanie kolejnych bytów poprawiło sytuację przyszłych emerytów w istotny sposób. Pamiętać też należy, że środki zgromadzone w ramach PPK będą przekazywane prywatnym firmom inwestycyjnym. W tym zakresie nie mamy najlepszych doświadczeń. Ostatni kryzys gospodarczy doprowadził na świecie wręcz do bankructwa wielu funduszy emerytalnych. Według ekonomistów kryzysy to trwały element gospodarki wolnorynkowej.

Środki zgromadzone na kontach PPK mają gwarancję prywatnej własności każdego z oszczędzających, a więc i dziedziczenia. Podstawowa wypłata środków może nastąpić po osiągnięciu 60. roku życia. Mamy jednak w pamięci wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie OFE. Stwierdzono w nim, że są to środki publiczne.

Rada OPZZ negatywnie oceniła projekt wprowadzenia pracowniczych planów kapitałowych, stojąc na stanowisku, że należy doskonalić powszechny system emerytalny. Obawy, że emerytury będą niskie, biorą się z niskich składek wynikających z niskich wynagrodzeń. Dodatkowe oskładkowanie wynagrodzeń nie poprawi ani sytuacji pracowników, ani w istotny sposób ich emerytury (szczególnie w przypadku osób najmniej zarabiających). Policzmy – miesięczna składka (2%) osób o najniższych dochodach to 42 zł. Gdyby rząd zwaloryzował płacę minimalną o 283 zł, jak to proponowało OPZZ, składka emerytalna od tej kwoty wynosiłaby ok. 51 zł. Jak z tego wynika, najmniej zarabiający mieliby w tym przypadku wyższe wpłaty na emeryturę. A przecież od tych wpłat zależy przyszła emerytura. Potrzebny jest więc szybszy wzrost wynagrodzeń. Stara zasada mówi przecież, że od mieszania herbata nie robi się słodsza. Jeżeli z małego wynagrodzenia wydzielimy dwie składki, a nie jedną, to w sumie nie będzie więcej. W opinii OPZZ największym beneficjentem tego pomysłu będą rynki finansowe, bo szacuje się, że w ciągu 10 lat na giełdę wpłynie z tego tytułu ok. 50 mld zł.

Andrzej Radzikowski jest wiceprzewodniczącym OPZZ

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 42/2018

Kategorie: Przegląd związkowy

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy