Prawie język

Prawie język

Mam wrażenie, że lewicy o wiele łatwiej atakuje się liberałów, a o wiele trudniej PiS

Galopujący Major – bloger, publicysta, felietonista, autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”

W „Pancernej brzozie” zająłeś się językiem, który pochodzi z odmętów internetu, ale bardzo mocno wszedł do prawicowej publicystyki, a dzisiaj mówi nim władza.
– Śledzę to od 2005, 2006 r. Zacząłem publikować w portalu Salon24.pl, który był matecznikiem tego języka. Wtedy jeszcze wydawało się, że będzie to język niszowy, taka specyfika języka blogowego. Ten język powstał oddolnie, dzięki internautom. Fenomen Salonu24.pl polegał na tym, że było to wyjątkowe blogowisko, w którym po raz pierwszy w tak dużej liczbie znaleźli się i amatorzy, i zawodowi publicyści – co ważne, z różnych części politycznego spektrum. Początkowo wydawało się, że będzie tam pewien pluralizm. Niestety, siła prawicowego języka i hejtu przeważyła. Większość osób o poglądach innych niż prawicowe po prostu stamtąd uciekła.

Ja uciekłem.
– Jednak prawicowi publicyści zostali i nasiąknęli tym językiem. Potem przenieśli go do swoich tygodników opinii. O ile „Gazeta Polska” ten język już miała, zanim powstał Salon24.pl, o tyle wydaje mi się, że „Uważam Rze”, „wSieci”/„Sieci” czy „Do Rzeczy” to były i są typowe tygodniki, w których sposób formułowania myśli, komunikacji z odbiorcą dopiero od dekady bazuje na pewnym wspólnym kodzie językowym. A on został wytworzony przede wszystkim w Salonie24.pl. Po przejęciu władzy przez PiS ten język przeniknął do TVP.

Trzeba docenić, że udała im się taka operacja, która zmieniła technologię debaty politycznej.
– Oczywiście, że tak. Jeśli nie odniesiesz sukcesu, nikt o tobie nie będzie pisał książek.

A tu mamy książkę.
– Poświęciłem czas, żeby te hasła zebrać i opisać. Swoją drogą polska prawica wykonała i wykonuje ogromną językową robotę, i to za darmo. Pewna część świata internetowego ciągle dostarcza oddolnie nowych słów. Wynika to po prostu z tego, że prawica przez wiele lat czuła się osaczona, zdominowana przez język, ona nazywa go lewackim, ale był to oczywiście język liberalny, centro-liberalny.

Ciepłe, socjaldemokratyczne kluchy…
– Nie, nawet nie socjaldemokratyczne, chadeckie właściwie. I w wyniku tego oporu prawicowcy stworzyli własny język, własny kod komunikacyjny. Coś, czego nie mieli liberałowie i co dopiero się tworzy w środowisku zwolenników PO, a czego nadal nie ma lewica, chociaż bardzo się stara. Rzeczywiście to jest historia sukcesu, który jest groźny, ponieważ prawica po prostu dokonuje takiego „ramowania” umysłu. Pierwszy z brzegu przykład: zaczynamy rozmawiać o uchodźcach w kategoriach bardziej merkantylnych, w kategoriach celowościowych, a nie w kategoriach współczucia i empatii.

Kiedy tuż przed wyborami Koalicja Obywatelska ogłosiła listę stu zarzutów wobec PiS i jego afer, umieściła na niej także zapis, że PiS sprowadziło do Polski rekordową liczbę muzułmanów.
– Platforma się przepoczwarza. Kiedyś była partią w pewnym stopniu zatroskaną o stan państwa albo przynajmniej to udawała. Natomiast teraz idzie mocno w populizm liberalny. Chce mieć język tak skuteczny jak pisowski. Takie zjawiska jak portal SokzBuraka czy Klaudia Jachira pokazują, że PO naśladuje PiS i chce mieć swoich „hejtjęzykoznawców”. Platforma również chce mieć swój, i to jest chyba najciekawsze, wyrazisty język. Na Twitterze pojawiają się pierwsi liderzy liberalnej opinii. To idzie dokładnie w tę samą stronę. Pewna nienawiść klasowa czy klasizm weszły już do języka liberalnego. W ten sposób PO, czy raczej jej sympatycy dają mi materiał na drugi tom „Pancernej brzozy” a może „Pancernych pińcset plusów”.

W książce są dziesiątki haseł.
– Wydawca dał mi całkowitą swobodę. Dla tych, którzy siedzą głęboko w internecie, ta książka może być mało odkrywcza, bo oni to wszystko znają. Ale moim zdaniem powinien ją przeczytać każdy polityk, który ma iść do studia i rozmawiać z kimś z prawicy.

Widzimy, że język, którego narodziny obserwowałeś w „psychiatryku”, jak nazywano Salon24.pl, jest dzisiaj językiem nowych elit.
– Językiem władzy.

Propagandy?
– Tak, ale spójrzmy w stronę lewicy, która zaniechała używania języka pełnego złośliwości, satyry, humoru. Lewica w Polsce ma cały czas problem z wyjściem z okresu dojrzewania i wejściem w dorosłość. Jeżeli jesteś dorosły, masz własny język, którym zaczynasz mówić, i nikogo się nie boisz. Jeżeli chcesz atakować – atakujesz liberałów; jeżeli atakujesz PiS – jesteś w wiecznym sporze z liberałami, bo to określa lewicowość, z drugiej strony jesteś w wiecznym sporze z PiS. Mam wrażenie, że w ostatnich latach lewicy o wiele łatwiej atakuje się liberałów, a o wiele trudniej PiS. Nie chodzi tylko o 500+, żeby było jasne, czyli kwestie transferów socjalnych.

PiS wyciągnęło lewicy spod nóg dywan społecznych, realnych decyzji politycznych.
– To oczywiste. Pomysł na partię Razem był idealny na pierwsze PiS, tamto z lat 2005-2007. A tu nagle PiS ukradło Razem socjal, a liberałowie – agendę wolności obyczajowej. Przy czym nietrudno zauważyć, że politycznie liberałowie są ostatnio nieudacznikami. Dlatego łatwo krytykować liberałów. Oni sami się podkładają, a na pochyłe drzewo już byle koza skacze. Nie wiem, czy to cecha naszego społeczeństwa, ale łatwo nam kopać słabszego, oczywiście usprawiedliwiając się przed sobą, że on nie jest słabszy. W tym momencie liberałowie są słabsi i lewicy jest stosunkowo łatwo wyśmiewać się z nich.

Ale stoi za nimi globalny kapitalizm.
– Uważam, że trzeba dosadnie, politycznie krytykować partie liberalne, sam kapitalizm to już inna kwestia. Nie krytykujemy przecież z taką łatwością kapitalizmu, on jest ogromny, za to łatwiutko krytykujemy Lisa czy Neumanna. Z drugiej strony prawdziwym przeciwnikiem jest PiS. A lewica cały czas ma problem z tym, że trzeba się dobrać do PiS i go rozłożyć, bo to jest główny cel. Liberalizm jest ideologią schodzącą ze sceny.

Nazwałbyś to hipokryzją?
– Bardziej wygodnictwem. Hipokryzja z kolei jest bardziej widoczna po prawej stronie, bo jest glebą, na której wyrasta cynizm, cynizm polityczny, w Polsce przede wszystkim prawicowy. Kiedy czasem rozmawiam w sieci z prawicą, to oni nawet nie ukrywają tego, że są cyniczni. Taki świadomy wyborca pisowski, zaangażowany, który tworzy ten język, gardzi pisowskim elektoratem jeszcze bardziej niż innym. W Polsce najbardziej elektoratem PiS gardzi Mateusz Morawiecki. Nie ma drugiego takiego polityka, który potrafi przyjść i z poważną miną opowiadać, że jako prezes banku nie dawał kredytów frankowych, podczas gdy absolutnie wiadomo, że dawał. Nie ma takiego zdania, którego on by nie wypowiedział.

Najpierw mówi: nie dawałem. Przyparty faktami: no dobra, dawałem, ale mało. Na miano Pinokia uczciwie sobie zasłużył.
– Ja sobie nie wyobrażam takiej skali zakłamania wobec własnego elektoratu na lewicy.

To nie wygramy.
– Może i tak. Co ciekawe, nie wyobrażam sobie takiego zakłamania nawet u liberałów. Na tym polega istota PiS, ponieważ to jest partia populistyczna, to nie jest partia faszystowska, to jest partia prawicowego populizmu, nacjonalistycznego populizmu. A będąc populistą, musisz gardzić ludźmi, ponieważ uważasz, że są głupi i wmówisz im cokolwiek, wszystko, co będą chcieli usłyszeć. Tutaj wracamy do języka. Mam wrażenie, że skoro prawica ma spójny język i ten język wytwarza bardzo szybko uzasadnienie, to prawica lepiej wypada w mediach, zwłaszcza jeżeli chodzi o szybkie wywiady. No i pyskówki.

To prosty język, sprowadzanie wszystkiego do prostych tez, prostych słów, prostych znaków, symboli.
– Tak. Kto z prawicy nie radzi sobie w prawicowych mediach? Ci, którzy próbują przemawiać językiem wartości.

I racjonalnie.
– Albo, co najgorsze, próbują niuansować. Jeżeli prawicowiec, pisowiec zaczyna niuansować – przegrywa. Oni mają proste żołnierskie reguły: maszeruj albo giń, kłam albo milcz, musisz być pewny siebie. Idziesz w zaparte, kłamiesz.

Nauczyli się tego w sieci?
– Internet polityczny to inny świat. Trzeba osobiście tego doświadczyć. Jeżeli jesteś przez ileś lat w internecie, mało co cię zaskoczy, mało kto może cię obrazić i poruszyć. Ja nie mam z tym żadnego problemu, mnie obelga już nie wzrusza. Natomiast kiedy np. Olga Tokarczuk dostaje groźby lub dotyka ją hejt – jest bezradna. Powinna wiedzieć, że tego się nie czyta, nie otwiera, nie dyskutuje, bo to nie grecka agora. Dla kogoś niedoświadczonego, kto uważa, że internet jest po to, żeby dyskutować, wejście w dzisiejszy internet będzie groźne. Przykładem takiej osoby jest wielce przeze mnie ceniony Rafał Woś. Mam wrażenie, że on cały czas postrzega internet tak, jak to było 10-15 lat temu. Nie idziesz do internetu dyskutować. Do internetu idziesz przedstawić swoją rację, wygrać debatę, to pojedynek, a nie żadna dyskusja.

Brałem jakiś czas temu udział w debacie „radykalnych” środowisk lewicowych, nie pamiętam żadnej radykalnej tezy. Daliśmy się zapędzić do ogródka jordanowskiego?
– Tak.

A tam chłopaki z prawicy przychodzą z kijami i z maczetami.
– Tak, nie ma symetrii. Jednocześnie to może być paradoksalnie plusem, dlatego lewica ma szanse. Sporo się mówi o hejcie, a ilu znasz hejterów lewicowych? Lewica nawet nie ma hejterów. Prawica ma, liberałowie mają, lewica nie ma. Do wszystkich tekstów, felietonów jest robiony dwa razy większy research, bo każdy nawet nie tyle się boi, ile chce pokazać, że my na lewicy też potrafimy rozmawiać naukowo. A przychodzi Ziemkiewicz czy inny Warzecha, wali jakieś absurdalnie idiotyczne tezy i jest zadowolony z siebie, że wygrał debatę. Istotą prawicowości jest egoizm i bazowanie na emocjach, a my chcemy bazować na naukowości, współczuciu. Sami sobie tak wysoko zawiesiliśmy poprzeczkę. Bardzo dużo sobie obiecuję po wejściu lewicy do Sejmu. Jeżeli nie potrafimy mówić na emocjach, nie stać nas na własny język oburzenia i sprzeciwu, to mówmy chociaż merytorycznie. Może to droga, którą jesteśmy w stanie trafić do serc ludzi. A w dalszej kolejności trzeba mieć własne media. Żeby mówić własnym językiem, spotykać się z własnym środowiskiem, dać mu głos. Bo dzisiaj za najbardziej radykalne ruchy lewicowe w Polsce uważane są te, które blokują eksmisje. To postawa zasługująca na ogromny szacunek, ale gdzie jej do radykalnego komunizmu! Ba, empatyczny Ikonowicz staje się największym komunistą, bo dyskurs jest tak bardzo na prawo.

Ma być prosto, jest najprościej. Za wypadki samolotów, przemoc na przedmieściach, przegraną w wyborach, zmianę poglądów odpowiadać może tylko jedno zdarzenie, odpowiednio: brzoza, islam, oszustwo wyborcze, zmiana wajchy…
– Tak, to jest istota antynaukowości. Ma być prosto, jak krowie na rowie. Samolot, co tam samolot, skrzydło o drzewo nie może się rozwalić, brzoza nie jest pancerna i koniec. To się bierze również z tego, co czyta prawica. Ja nie uważam, że prawica w ogóle nie czyta. Czyta. Ale byłeś kiedyś na targach książki historycznej? To są wspaniałe poznawczo targi, bo pokazują, co prawica czyta. 80-90% publikacji jest związanych z historią prawicową, XX w. Oglądam ostatnio z synem serial na kanale Da Vinci i tam pokazują XIX-wieczny kapitalizm. Pokazane są dzieci w fabryce, wyzysk. Wyobrażasz sobie taki program w Polsce? A mój syn w szkole czyta znowu o powstaniu warszawskim. Prawica czyta głównie historię zawężoną do XX w., stalinizmu, hitleryzmu. Nie mamy polskiego Faulknera, nie ma książek, które są w stanie pokazać winę za wykorzystywanie ludzi przez wiele wieków. Nikt nie nazywa pańszczyzny niewolnictwem. Tymczasem wolność dostaliśmy z rąk ruskiego cara, uwłaszczenie chłopów było jednym z najważniejszych wydarzeń historycznych w ciągu ostatnich 150 lat. Prawica zaś utożsamia się ze średniowieczem rozumianym jako życie rycerza. Nie rozumieją, że żyliby jak niepiśmienni chłopi – do trzydziestki i do piachu.

Jarosław Gowin został kiedyś sportretowany w komiksie jako rycerz, jego prawdziwym marzeniem było bycie rycerzem.
– Tak. Oni średniowiecze rozumieją w ten sposób: rycerstwo, białogłowy i mnisi, bo wtedy uratowano całą cywilizację chrześcijańską. Wyobrażają sobie samych siebie jako średniowieczną elitę, ten 1% najbogatszych. A tymczasem PRL jest zupełnie nieopisana i nieprzemyślana. Same klisze. Okres 20-lecia nie jest pokazany jako dominacja olbrzymiej biedy, olbrzymiego wyzysku, a bez tego niczego nie zrozumiesz.

Jest książka Filipa Springera, która pokazuje II RP z punktu widzenia mieszkalnictwa, niewyobrażalnej biedy.
– Bodajże Słonimski opowiadał, że przedwojenna Warszawa śmierdziała moczem.

Były hasła, które sprawiły ci wyjątkową przyjemność?
– Tak. Hasło, które sprawiało mi przyjemność, to dobro dzieci. Ta sama 16-latka może urodzić dziecko, powinna mieć bierzmowanie, ale nie ma prawa zrobić strajku klimatycznego. Hasło feminizm kończy się tam, gdzie trzeba wnieść lodówkę. Żaden mężczyzna dzisiaj nie wniesie lodówki, znasz takiego? Bardzo lubię hasło kodomita, kodorasta, bo pokazuje, że ta nienawiść zaczyna być momentami wręcz komiczna.

Homofobia…
– Z jednej strony, to jest tragiczne, z drugiej – bardzo śmieszne. Trzeba zrozumieć, że prawica nienawidzi homoseksualistów ze względów estetycznych. Prawicowa publicystyka wmówiła im, że jak słyszysz homoseksualista, to myślisz: „seks analny”, zaczynasz sobie go wyobrażać i to ciebie jako prawicową, heteroseksualną osobę odrzuca. Natomiast jak myślisz: heteroseksualista, to już nie myślisz o seksie np. brzydkiej pary, w ogóle nie myślisz o seksie. Najśmieszniejsze jest hasło: „LGBT zagraża rodzinie”. Wtedy zawsze pytam, w jaki sposób zagraża. Jeżeli mieszkasz ze swoją żoną, naprzeciwko wprowadzi się para homoseksualna, to czy przestaniesz kochać żonę? Jest coś, co jest bardzo ciekawe i co również widać w tej książce: to są lęki prawicy przed popkulturą. Oni wiedzą, że to ich największy wróg i nie są w stanie sobie z nim poradzić. My jako lewica też nie. Wszystkie ich próby filmowe czy literackie, działania na rynku artystycznym to kompletna porażka – w tym komercyjna. Co powoduje, że oni nie boją się samej lewicy; boją się lewicowych obrazów i przedstawień, lewicowej kultury.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 9/2020

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy