Próba Wassermanna

Próba Wassermanna

Złośliwi wytykają, że najbardziej antykomunistyczna od czasów generała Franco partia w Europie, czyli Prawo i Sprawiedliwość, ma wśród swych posłów i PRL-owskiego prokuratora, i prawdziwą, żywą byłą komsomołkę. Takiego zestawu nawet postkomuniści nie mają!
Niesłusznie wytykają. Niedawno w telewizji wystąpił sam poseł Wassermann, do niedawna minister koordynator ds. służb specjalnych, i wyjaśnił, że jako prokurator w PRL trudnił się głównie obroną opozycji i ściganiem zbrodniarzy komunistycznych. W tej sytuacji trudno zrozumieć, o co tej opozycji mogło chodzić. Żyła w fajnym kraju, gdzie miała zapewnioną nawet obronę prokuratora. Tak pięknie PRL-u nie potrafił opisywać nawet sam Jerzy Urban.
Nie bardzo wiadomo, przed kim prokurator Wassermann bronił opozycję. Może przed adwokatami. Bo do tych ostatnich poseł Wassermann zaufania nie ma i gdy o nich mówi, to czuć w jego głosie jakby zawód, że nie współpracują z oskarżycielem. No bo jak prokurator broni, to obrona powinna chyba oskarżać? Jakąś taką kooperację negatywną uprawiać. A tu adwokaci bronią. Czasem nawet gorliwie i dobrze. Wtedy naprawdę już nie wiadomo, po której są oni stronie. Wychodzi na to, że po stronie przestępców.
Niektórzy w Krakowie wspominają, jak w latach 80. zakładano w prokuraturze „Solidarność”. Wielu prokuratorów się do niej zapisało. Nasz bohater nie. Potem, jak wprowadzono stan wojenny, większość z nich musiała z prokuratury odejść, jednego nawet zamknięto. Dziś na ogół są adwokatami i bronią przestępców. Prokurator Wassermann trwał w prokuraturze jak skała. Niektórzy mieli mu to za złe. Niesłusznie. On został, by pomagać opozycji. Którzy dziś tego nie docenią? Dawni koledzy, dziś adwokaci? A to podejrzane indywidua! Na drugą stronę przeszli, przestępców teraz bronią! Koledzy po fachu Ćwiąkalskiego i Widackiego!
Inny były prokurator, w dodatku swego czasu nawet krajowy, niejaki Janusz Kaczmarek, książkę wydał. Wywiad-rzekę. Na ponad 260 stronach żali się dziennikarzom, jak to Ziobro nim poniewierał, jak go podsłuchiwał, jak na niego do premiera donosił, jak go upokarzał.
Biedak znosił to wszystko, na szczęście wywalili go z rządu (na chwilę nawet przymknęli), bo inaczej to upokarzanie dalej by trwało, a on znosić by je musiał.
Okazuje się też z tego wywiadu-rzeki, że ten straszny Ziobro marginalizował także i upokarzał Zbigniewa Wassermanna. Ten nawet te upokorzenia dłużej od Kaczmarka znosił, bo go nie wywalili ani nie przymknęli i tak upokarzany musiał dotrwać aż do przegranych przez PiS wyborów.
Jak się to czyta, żal się człowiekowi tych chłopów robi, tyle upokorzeń znosić, tyle cierpień… A ten Wassermann to jakaś wyjątkowo pechowa persona. Jak jest prokuratorem, to musi opozycję bronić, jak ministrem go zrobią, to musi znosić upokorzenia… Strasznej zaiste poddawany jest próbie. Straszna jest ta próba Wassermanna!
A tu jeszcze komisją śledczą go straszą. Jak można?
Wywiad-rzeka odsłania kulisy IV RP. Odsłania, ale przecież nie całe. I tak cuchnie. To nie wywiad-rzeka, to wywiad-ściek. Szambo leje się przez całe dwieście sześćdziesiąt kilka stron. Kontrolowane przecieki do mediów, dziennikarze sługusy, czasopisma słupy ogłoszeniowe służb specjalnych, niszczenie ludzi, kumoterstwo, intrygi, wzajemny brak zaufania na szczytach władzy, wzajemne podsłuchiwania się i nagrywania, państwo traktowane jak partyjny łup. Ręczne sterowanie prokuraturą i łamanie sumień. Krótko mówiąc – rewolucja moralna. Takie są opisane przez Kaczmarka kulisy IV RP. I tylko jednego w tym brak. Cienia jakiejkolwiek głębszej krytycznej refleksji.
Przy lekturze tej dziwnej książki zaciekawienie szybko ustępuje obrzydzeniu.
Ten przeklęty, karykaturalnie opisywany „Rywinland” na tle przedstawionego przez Kaczmarka obrazu IV RP jawi się jak państwo idealne na dalekiej wyspie Utopii.
A przecież Kaczmarek nie pisze wszystkiego. Nie pisze nawet wszystkiego, co wie. A wiedzieć musi nieporównanie więcej, niż napisał. Przez całe dwieście kilkadziesiąt stron przedstawia się jako ofiara, jak mała uwiedziona dziewczynka, która ocknęła się dopiero w burdelu…
Przecież Kaczmarek był współtwórcą tego wszystkiego! Firmował to wszystko. Dziś mówi sugestywnie i dwuznacznie, że Anita Gargas „była w zasobie WSI”. Dziś wie, że „Misja specjalna” \”pojawiała się zawsze wtedy, kiedy miało się coś wydarzyć\”. Pamiętam zwłaszcza jedną taką „Misję specjalną” z udziałem prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka. Wtedy jeszcze nie kojarzył? Wtedy nie wiedział, że to obrzydliwa manipulacja? Czy naprawdę nieświadomie tylko w niej uczestniczył? Aż tak był naiwny i głupi? Dopiero przejrzał, wówczas gdy go pogonili z rządu?
Książka Kaczmarka ma w zasadzie jednego negatywnego bohatera. Jest nim Zbigniew Ziobro.
Za tym panem z wielu powodów nie przepadam. Ale wbrew założeniom autora, najbardziej negatywnym bohaterem tej książki jest on sam.
Mimo woli nasuwa się porównanie z Józefem Światłą. Ten zasłużony ubowiec uciekł w latach 50. na Zachód i tam opowiedział o kulisach bezpieki. Ale decyzję o zerwaniu z tym światem bezpieki podjął onże Światło sam. On świadomie skończył swój romans z bezpieką i dlatego to, co opowiadał na Zachodzie, było wiarygodne. Kaczmarek w opisywanym przez siebie szambie trwał aż do czasu, kiedy go wywalili. Dopiero wtedy dostrzegł, że tkwi w szambie, i postanowił je opisać?
Dlatego opowieść Kaczmarka jest tak samo wiarygodna jak opowieść Wassermanna o prokuraturze, która w PRL-u chroniła opozycję.
Raporty komisji śledczych będą zapewne bardziej pasjonującą lekturą od wywiadu-rzeki eksprokuratora i eksministra Kaczmarka. Lepiej i bardziej prawdziwie opiszą też kulisy IV RP.
Mam nadzieję, że poznamy role, jakie naprawdę w IV RP odgrywali i Ziobro, i Wassermann, i Kaczmarek…

Wydanie: 6/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy