Prostujemy bujdy o trotylu

Prostujemy bujdy o trotylu

Katastrofa smoleńska: co mówi raport pirotechników?

Dr inż. Maciej Lasek

Słyszał pan, PiS wraca do teorii trotylu. Pisowskie media twierdzą, że w laboratoriach we Włoszech wykryto na ciałach ofiar ślady trotylu.
– A jaka była liczba tych cząsteczek na milion, czyli ppm? Od tego zacznijmy. W 2012 r., od września do października, biegli prokuratury, technicy kryminalistyki, specjaliści od badań pirotechnicznych, byli w Smoleńsku na miejscu katastrofy. Pobierali próbki gleby, próbki ciał, próbki z foteli, ze wszystkiego tak naprawdę. Po roku, po ośmiu i pół tysiącu godzin pracy, wydali kompleksową opinię, ponadtysiącstronicową, w której wykluczyli działanie materiałów wybuchowych.

Badali też odkształcenia?
– Badali także te elementy samolotu, w których, jak wskazywał Antoni Macierewicz, miały być podłożone jakieś materiały wybuchowe.

Trotyl!
– Trotyl jest najbardziej prymitywnym materiałem wybuchowym. Od wielu, wielu lat stosowane są inne materiały. Ale wróćmy do śladów w samolocie. Na przykład fragment skrzydła, który odpadł – ewidentnie widać, że odcięcie tego fragmentu nastąpiło na skutek zderzenia z twardą przeszkodą. Pamiętam, że Antoni Macierewicz twierdził, że materiał wybuchowy eksplodował w kuchni samolotu. To ciekawa teoria, ponieważ podłoga w tej części maszyny była badana i okazało się, że nawet nie jest odkształcona i nie stwierdzono śladów materiałów wybuchowych ani produktów ich przemiany. Pod podłogą zamontowane były pasy do zabezpieczania bagażu. One nie tylko nie były nadtopione, ale nawet nie były osmalone. A miejmy świadomość, że temperatura podczas wybuchu np. trotylu wynosi ponad 2800 st. C. To zawsze zostawia ślady.

To jest kolejna kompromitacja prokuratury. Przypomnę, jak pracowała Naczelna Prokuratura Wojskowa. Można dużo mówić, czy lepiej, czy gorzej się komunikowała, ale regularnie pokazywała postęp swoich prac, ich wyniki, i publikowała bardziej ważkie raporty. Prokuratura Ziobry od dawna niczego nie robi, chowa głowę w piasek i organizuje przecieki do zaprzyjaźnionych mediów, które mają tylko podtrzymać atmosferę nieufności, a nie wyjaśnić sprawę. Działa nie jak prokuratura, ale jak organizacja partyjna, która wykonuje polecenia partyjnych szefów.

Co to jest ppm?
– Liczba wykrytych cząstek jakiegoś poszukiwanego materiału na milion innych. W ten sposób określa się, czy jego ilości są znaczące, czy śladowe. Podczas badań przesiewowych w Smoleńsku, na miejscu katastrofy, w 2012 r. wykryto cząstki wysokoenergetyczne i wytypowano materiały, które sprawdzano potem w badaniach dokładnych, laboratoryjnych. Stwierdzono, że są to tak śladowe ilości, że nie wskazują absolutnie na działanie materiałów wybuchowych, tylko na zanieczyszczenie próbki.

Ten samolot transportował żołnierzy wracających z Afganistanu, przewożono nim broń.
– Rozmawiałem na ten temat z pirotechnikami, którzy prowadzili badania w Smoleńsku. Jeden dał mi taki przykład: przypuśćmy, że miał pan do czynienia z materiałem wybuchowym. Gdzieś na stole była kostka plastyczna czegoś. Dwa dni później leciał pan za granicę i zrobiono panu badanie na lotnisku na obecność materiałów wybuchowych. I to badanie wykryło obecność śladów materiału wybuchowego. Ale czy to znaczy, że ma pan ten materiał ze sobą? Gdy się mówi o materiałach wybuchowych, trzeba przedstawić kompleksowy raport. Dokładnie pokazujący, co i jak badano. Co mówili pirotechnicy, którzy byli w Smoleńsku? Mówili: kompleksowy raport można wydać wtedy, kiedy samemu się pojechało, obejrzało próbki, nie tylko pod kątem badań chemicznych, ale również śladów fizycznych, czyli odkształceń.

Każdy wybuch zostawia ślady.
– Rozerwania, nadtopienia, działania wysokiej temperatury. Polscy pirotechnicy powiedzieli jedno – że dopiero jednoczesne oględziny oraz badania fizykochemiczne pozwoliły im na wydanie kompleksowej opinii pirotechnicznej. A co zrobiła prokuratura kierowana przez Zbigniewa Ziobrę? Przekazała próbki, które zostały zabezpieczone, do zbadania chemicznego, do innych laboratoriów zagranicznych, ale nie zamówiła wniosków. Chciała sam wynik chemiczny. A kto będzie to oceniał później?

Oceni się stosownie do okoliczności.
– Ktoś poważny powie, że był wybuch? To musiałby być wybuch z tłumikiem, czyli całkowicie bezgłośny.

Zapis czarnej skrzynki żadnego wybuchu nie zarejestrował.
– A ludzie na lotnisku? Przecież tam było mnóstwo ludzi w delegacji, którzy czekali na ten samolot, a on rozbił się kilkaset metrów od nich, we mgle. I jedyne, co było słychać, to silniki Tu-154 i uderzenie w ziemię. Więc niech nie kombinują – badania, które zostały przeprowadzone, wykluczają, by przyczyną katastrofy mógł być jakiś wybuch. Tyle.


Dr inż. Maciej Lasek – od 2002 r. członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, w latach 2012–2016 jej przewodniczący. Wchodził w skład tzw. komisji Millera. Poseł na Sejm IX kadencji.


r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 16/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy