Czym się kierowały partie polityczne, umieszczając celebrytów na listach wyborczych?

Czym się kierowały partie polityczne, umieszczając celebrytów na listach wyborczych?

Prof. Mirosław Karwat,
filozofia polityki, UW
Umieszczenie celebryty na pierwszym miejscu listy jest racjonalne i pragmatyczne, wynika z kalkulacji. Niestety, odkrywa też stan świadomości większości wyborców, zainteresowanych nie programami i dokonaniami, ale tym, czy ktoś jest znany, czy występuje w telewizji albo na okładkach wiadomych czasopism, czasem jako ofiara skandali, a czasem jako ich sprawca i bohater. Z drugiej strony taka taktyka jest degrengoladą demokracji, demoralizuje wyborców i wpływa destrukcyjnie na partie polityczne. Po co się starać, po co być działaczem, kiedy nie ma się wpływu na własną karierę, kiedy kierownictwo w ogóle nie liczy się ze zdaniem lokalnych środowisk i wysyła tam spadochroniarzy, tak jakby czuło się właścicielem całego regionu Wielkopolski czy Pomorza i traktowało je jak terytoria podbite? Kierownictwo ma za nic dorobek struktur regionalnych i lokalnych działaczy.

Dr Mariusz Kowalski,
geografia polityczna, geografia wyborcza Polski, PAN
Taki jest styl naszej polityki, chodzi nie o programy, lecz o popularne nazwiska, nie polityków, ale celebrytów znanych np. z telewizji. Nie jest to zjawisko nowe, pojawiało się już w początkach polskiej demokracji, w latach 80. Wtedy korzystała z niego nie tylko strona rządowa. Niewykluczone, że dziś celebryci są jedynie lokomotywami w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Mają przyciągnąć wyborców, a później będą rezygnować z mandatów i przekazywać je kandydatom zajmującym dalsze miejsca na liście. Tak zapowiedzieli już Jarosław Gowin i Janusz Korwin-Mikke.

Dr Jarosław Flis,
public relations, analityk sceny politycznej, UJ
Traktuje się ich jak naganiaczy. Jest w tym sporo naiwności, bo wystawia się kandydatów do europarlamentu w kolosalnym nadmiarze w stosunku do liczby mandatów. Ludzie mało znani, na dalszych miejscach list, nie mają żadnych szans. Jednak umieszczanie celebrytów na jedynkach jest zabiegiem nakierowanym przede wszystkim na media, które zwrócą uwagę na te osoby, a pośrednio na listę. W sumie liczy się na to, że mandaty zdobędą ostatecznie ci, którzy powinni, a wyborcy i tak nie przejmują się tym, skąd kandydaci są. Możliwe są jednak rozmaite przypadki. Znany aktor startujący z pierwszego miejsca w Łodzi ma spore szanse na mandat, ale już na Mazowszu sytuacja nie jest tak oczywista. Pani Kalata nie jest gwiazdą pierwszej wielkości. Tu może się okazać, że kandydat mniej medialny zbierze więcej głosów niż naganiacz. Jedynka na liście daje szansę na mandat, pod warunkiem że nie znajdzie się ktoś dużo lepszy.

Prof. Roman Bäcker,
prawo, politologia, UMK
Jeśli informacje o tym, co włożyły na siebie aktorki, są czytane powszechniej niż te o naszych przyszłych emeryturach, trudno się dziwić, że najbardziej znani są ludzie, którzy są pokazywani, a nie ci, którzy potrafią coś sensownego powiedzieć lub zrobić. Jednak umieszczenie na liście wyborczej osoby znanej nie gwarantuje sukcesu. Taki ktoś musi jeszcze pasować do wyobrażeń wyborców o roli, jaką odgrywa europoseł. Jeśli dany celebryta jako tako spełnia te oczekiwania, ma szansę zostać wybrany. Tym samym większe szanse ma Grzegorz Miecugow niż Doda. Dziwię się zatem partiom, które umieszczają na listach wszystkich możliwych celebrytów.

Dr Marek Skała,
doradca medialny
Umieszczanie na trzeciej pozycji piłkarza, koszykarza czy aktora jest klasycznym działaniem typu PKP: piękny kolegów pociągnie. Czasem może się okazać, że Piękny Celebryta jest na tyle rozpoznawalny, że przebija swoją jedynkę. Ten konkurs piękności jest oczywiście niepoważny. Od kandydatów oczekujemy pracy, a nie celebracji. Drugie dno może się objawić przy kolejnych wyborach, kiedy miejsc do rozdania będzie znacznie więcej. A wtedy Piękny Celebryta, sprawdzony w eurowyborach, może przynieść jeszcze więcej głosów i nawet wejść. Tylko po co? W minionych kadencjach przekonaliśmy się, że tekst „zajmę się sportem, kulturą itd.” jest tylko pustym frazesem.

Wydanie: 7/2014

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy