Rzeczywistość idei

Rzeczywistość idei

Grono uczniów i zwolenników Andrzeja Walickiego zorganizowało na Uniwersytecie Jagiellońskim seminarium poświęcone jego pracom i poglądom. Chciałbym wtrącić swoje trzy grosze. Profesor Walicki przebywa od ćwierć wieku przeważnie na uniwersytetach zachodnich i nic dziwnego, że jego niezwykła aktywność naukowa i olbrzymi wkład do historii idei zostały więcej docenione wśród specjalistów za granicą niż może w Polsce. Atmosfera panująca w kraju nie sprzyja dobremu przyjęciu jego prac. Tak zwany postmodernizm połączył się w Polsce z nastrojem religijnym, co razem dało przygnębiające zmętnienie myślenia. Ta atmosfera sprzyja pozbawionemu rygorów intelektualnych „myśleniu według wartości”, które – jak widzimy – ciągle rozszerza swoje wpływy, zagarnia humanistykę, publicystykę i nauki społeczne. Nienazywana po imieniu ewolucja umysłowa zmierza do stanu, gdy nikt nie będzie się na niczym znał, a kultura umysłowa będzie polegała na kolektywnym przeżywaniu nastroju „uduchowienia”, nieposiadającego zrozumiałej treści i do niczego ani logicznie, ani moralnie niezobowiązującego.
Walicki napisał wiele ważnych prac poświęconych światopoglądowi irracjonalnemu, romantycznemu, ale jego umysłowość jest oświeceniowa, chociaż nie aż tak stylowo oświeceniowa jak postawa Izajasza Berlina, jego w pewnym okresie protektora i przyjaciela. Romantyzmem polskim zajmował się z nałożonego na siebie obowiązku i patriotycznej, jak sądził, potrzeby. Jego dzieła są niezwykle precyzyjne w twierdzeniach i rozumowaniach, a także jasne, niepozostawiające miejsca na dowolną interpretację, co ogranicza sławę autora. Dziś w cenie są dzieła ciemne w treści, pisane stylem modlitewnym i dające się wykładać na wiele sposobów.
Walicki pisze gdzieś, że „rozsmakował się w odtwarzaniu historycznego życia idei”. Odtwarza je znakomicie. Miałem kiedyś ochotę napisać pracę na temat: „Andrzej Walicki i klasyczna definicja prawdy”, ponieważ od pierwszego zetknięcia się z jego książkami nic mnie tak nie uderzyło jak staranność dochodzenia do prawdy. Nie do jakiejś „słuszności”, nie do zaświadczenia o swojej dobrej przynależności. Żadnej prawdy nie oznajmia dogmatycznie i nie zawstydza czytelnika swoją wysoką moralnością, jak to jest dzisiaj korzystnym zwyczajem. Przedstawia logiczne rozumowania wsparte niezwykłą erudycją. W polemikach osiąga efekt otwarcia okna w dusznym pokoju.
Historyczne życie idei polega m.in. na tym, że są one ze sobą splątane i od siebie uzależnione, jak żywi ludzie; że nawzajem się objaśniają i że przeważnie każda z nich zawiera w sobie część prawdy; wreszcie na tym, że wędrują poprzez epoki i kraje, zmieniając się, ale nie tracąc tożsamości. Walicki z niebywałym mistrzostwem rozróżnia je, rozplątuje i czyni zrozumiałymi. Co nam się wydaje irracjonalnym rojeniem, okazuje się czasem prawie koniecznym wyrazem życiowych dylematów. Jest sprawiedliwy w przyznawaniu racji i rangi, a przede wszystkim jest empatyczny: taki oto pogląd uznaję za słuszny (albo prawdziwy), ale wczujmy się w myślenie przeciwnika, żeby go zrozumieć i przekonać się, czy on też nie ma racji ze swojego punktu widzenia.
Studiując prace Walickiego, widzi się, że idee mają swoją, by tak powiedzieć, rzeczywistość, gdzie możliwa jest wolność, ale gdzie występuje także konieczność nie do przezwyciężenia.
Walicki wyznaje, że wolność, na jakiej najbardziej mu zawsze zależało, to wolność myślenia. Ograniczenia, jakie najgorzej znosi, to ograniczenia swobody wewnętrznej. Mógłby powiedzieć za Orwellem, że policjant uzbrojony w pałkę i granaty łzawiące mniej może wyrządzić złego niż moralista, który środkami nacisku psychicznego chce się umieścić w cudzym umyśle i dyktować mu poglądy czy uczucia. Autorytarna władza państwowa, dopóki ogranicza swoje wymagania do materialnych czynów, jest lżejsza do zniesienia niż nacisk tzw. moralny, wywierany przez społeczeństwo, a najgorsza jest kombinacja jednego z drugim.
Uwrażliwienie na punkcie wolności wewnętrznej wpłynęło na cele społeczne, jakie sobie Walicki postawił jako badacz. Należał do intelektualistów, którzy najwcześniej zdali sobie sprawę z natury systemu komunistycznego i podobnie jak Miłosz, choć niezależnie od niego, dostrzegł, że istotą tego systemu, jego „bazą”, jest ideokracja. Nie ucisk policyjny, nie rządy mniejszości (obecnie władza również należy do mniejszości), nie nomenklatura. To wszystko miało miejsce, ale w tym nie było nic osobliwego, to historyczna norma statystyczna. Zewnętrzny ucisk polityczny to przeszkoda do działania, jedna z wielu na tym świecie, natomiast ideokracja zmierza do przekształcenia i zafałszowania człowieka od wewnątrz. Walicki cenił zmiany zachodzące w realnym racjonalizmie, gdy polegały na osłabieniu roli ideologii. W tym punkcie różnił się od inteligencji opozycyjnej, która zanik ideologii postrzegała jako staczanie się ustroju w nagą przemoc i cynizm. Niczego wyzwalającego w tym nie widziała. Czy dziś Walicki mógłby powiedzieć, że wyzwolenie myśli w pełni się dokonało? Nikt go o to nie pytał, ale odpowiedź przychodzi sama. Państwo znowu ma oficjalną ideologię i powołało instytucję, której zadaniem jest narzucanie społeczeństwu oficjalnej wersji historii, odpowiadającej interesom nowych władców. Urząd cenzury nie broni nowej ortodoksji, ale przy istniejącej koncentracji środków przekazu całkowicie oddanych jednemu obozowi zasięg możliwej krytyki zwęził się do rozmiarów „niszowych”. Kto w ustroju „komunistycznym” stawiał sobie za cel albo przynajmniej marzył, aby żyć w prawdzie, ten w dzisiejszej Polsce musi być rozczarowany.

Wydanie: 43/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy