Sumienie

Marysi Szyszkowskiej

Zabawny chochlik drukarski czy może korektorski sprawił, że w moim felietonie o „dylemacie więźnia” znalazło się następujące zdanie: „Jest to tak zwana gra o sumienie – czyli mówiąc po ludzku – kompromisowa, obu przeciwnikom przynosząca trochę korzyści”. Wybuchnąłem śmiechem, bo to miało brzmieć „gra o sumie nie-zerowej” i z sumieniem nie miało mieć żadnego związku. Ale czy rzeczywiście nie miało? Ta pomyłka może mieć wartość drogowskazu. Przecież „gra o sumie zerowej” to gra, gdzie jeden bezwzględnie zwycięża, a drugi tym samym równie bezwzględnie przegrywa. I wtedy na ogół troszeczkę albo nawet mocno żal nam pokonanego. Ten mniejszy czy większy żal to właśnie jest nasze sumienie.
Wiem, że piszę coś w rodzaju herezji. Sumienie ma nam przecież powiedzieć, czy my sami postąpiliśmy słuszne, czy też nie. Jeśli słusznie, to sumienie może sobie milczeć, choćbyśmy zabili tysiące ludzi a unieszczęśliwili sto razy więcej. Burzyciele Manhattanu nie tylko mieli czyste sumienia, ale spodziewali się nawet aplauzu i nagrody w zaświatach. Ponieważ nie wierzę w piekło i w ogóle w substancjalne zło, muszę kwaśno przyznać, że pewnie mieli rację i teraz ze świętym Franciszkiem i świętym Augustynem popijają sobie sorbety. Ci ostatni zapewne musieli przedtem odcierpieć solidne kary czyśćcowe, bo ich sumienia były przecież bardzo niespokojne.
W bardzo już odległych czasach moich studiów na KUL-u, przyswojono mi taką, nieco scholastyczną, klasyfikację. Są cztery typy sumienia: spokojne i złe, niespokojne i złe, niespokojne i dobre i wreszcie – spokojne i dobre: Nie ulega wątpliwości, że terroryści mieli sumienie właśnie w tym najlepszym gatunku, a nawet działali w uniesieniu, natomiast Augustyn sam przyznawał, że „Niespokojne jest serce moje”. Gdyby terroryści byli Polakami, to pewnie by się krzepili hasłem „Bóg, honor i ojczyzna”, gdyby byli Niemcami, to na klamrach ich pasów czy może szelek widniałby napis „Gott mit uns”, a że byli Arabami, wystarczyły im tylko słowa „Allah akbar”. Wszyscy jesteśmy tacy sami.
Co więcej, gdyby terroryści mieli wątpliwości, gdyby pozwolili sobie na moment wahania, żalu wobec innych, czyli po prostu sumienia, to ich skuteczność byłaby mniejsza i mogłoby się im nie udać. A teraz pałeczkę przejęli Amerykanie i role się odwróciły. No i mamy coś w rodzaju wojny czy też „wojnę nowego typu”, zajęcie dla ludzi o dobrym i spokojnym sumieniu; filozofowie, intelektualiści i inne mięczaki nie są dzisiaj potrzebni. Co innego poeci – zawsze się przydadzą do podniesienia temperatury uczuć i słusznego przedstawienia zwyczajnej jatki jako „pola chwały”.
Przypominam, że nasz największy poeta głosił, że „Gwałt niech się gwałtem odciska”, że „Bóg i zgiń wyrzecze”, że „Dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte”, śpiewał „Zemsta, zemsta, zemsta na wroga”, wychwalał zdradę i modlił się: „O wojnę ludów, prosimy Cię, Panie”. Był w tym niesłychanie konsekwentny, od początku do końca, od „Ody do młodości” po „Księgi Narodu i Pielgrzymstwa”. W tym samym czasie niemiecki mięczak Schiller zawodził coś w rodzaju „Wszyscy ludzie będą braćmi”. Jakże się pomylił! Być może „narodowi wybranemu” więcej wolno – a jakoś nie bardzo się pamięta, że Polacy w XVII wieku uznali sami siebie właśnie za „naród wybrany”. Dwieście lat temu jeszcze się o tym dokładnie pamiętało.
Teoria gier nie uważa sumienia za wartość. To znaczy, oczywiście, że może i sumienie uważać za czynnik gry, ale o bardzo podrzędnym znaczeniu. To są w ogóle całkiem inne porządki logiczne, pomieszanie terminów obcych sobie modeli świata. Kiedyś moja ciotka, pisarka Maria Kuncewiczowa, miała mi za złe, że w jakimś wywiadzie powiedziałem, iż modlitwa o to, żebym na przykład nie wpadł pod samochód, jest automatycznie prośbą o to, żeby wpadł kto inny. Powiedziała mi, że mylę łaskę ze statystyką. A jednak te modele świata przecież jakoś się łączą, chociaż może i okrężnie. Stąd nie wiem, czy moje sumienie jest dobre, czy złe, podejrzewam, że woli gry nie-zerowe i że jest, niestety, trwale niespokojne.

 

Wydanie: 43/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy