Sędzia nie może się bać – rozmowa z sędzią Barbarą Piwnik

Sędzia nie może się bać – rozmowa z sędzią Barbarą Piwnik

Politycy chcą się włączyć w dyrygowanie wymiarem sprawiedliwości i uważają, że mogą mówić na temat sędziego i jego pracy wszystko, co im przyjdzie do głowy

Barbara Piwnik – sędzia Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, minister sprawiedliwości i prokurator generalny w latach 2001-2002

Jak wiadomo, wolno komentować wyroki sądowe. Proszę więc o komentarz do wyroku w sprawie doktora G. Czy rok z zawieszeniem za 17,7 tys. zł łapówek to dużo czy mało?
– Wolno komentować, ale trzeba wiedzieć, o czym się mówi – a ja nie znam akt tej sprawy. Dyskutować o wyroku powinni ci, którzy wystarczająco poznali przebieg procesu.

Przecież wszyscy, którzy komentują wyrok na doktora G., nie znają ani akt sprawy, ani przebiegu procesu.
– I między innymi właśnie dlatego poziom znajomości prawa w społeczeństwie jest tak niski. Każdy komentuje, nie wiedząc, o czym mówi, lekceważąc to, co powiedział sędzia, albo pomijając to, co mu nie pasuje do koncepcji. A sędzia musi brać pod uwagę wszystkie okoliczności i normalne jest, że w jednej sprawie o łapówkę ktoś dostanie dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności, w drugiej zaś, dotyczącej nawet identycznej kwoty, zapadnie minimalny możliwy wyrok z zawieszeniem. Społeczeństwo, wprowadzane w błąd nierozważnymi komentarzami, często reaguje emocjonalnie, nie rozumiejąc, dlaczego sąd wydał taki wyrok, a nie inny – ale nie jest to jego winą, lecz tych, którzy komentują i oceniają.

CZYM JEST ŁAPÓWKA?

Zapytam więc inaczej: czy biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, pieniężny dowód wdzięczności jest łapówką czy nie?
– W moim najgłębszym przekonaniu nie można mówić o jakimkolwiek dowodzie wdzięczności, kiedy np. leczenie wciąż trwa. Ale co ma zrobić lekarz, gdy – dajmy na to – w małej wiejskiej przychodni przyjdzie do niego starszy człowiek z tym koszykiem pełnym jajek i powie: „Panie doktorze, chcę panu bardzo podziękować za dotychczasowe leczenie”? Wystawienie za drzwi koszyka i pacjenta często będzie dla tego człowieka poniżeniem, oznaką, że lekarz gardzi jego biedą i skromnym darem, że nie jest wart, aby zostało przyjęte to, co on daje ze szczerego serca. Tym darem i dowodem wdzięczności może być bukiet, niezależnie od tego, czy kosztował 50 zł czy 500 – jednak już nie koperta z pieniędzmi. Dziękujemy za coś, a nie płacimy. Jeżeli zaś mimo wszystko po zakończeniu leczenia koperta została wręczona i przyjęta, to jest to niewłaściwe, ale nie zawsze musi stanowić przestępstwo.

A zgadza się pani z tym, co powiedział sędzia Igor Tuleya na temat metod działania Centralnego Biura Antykorupcyjnego?
– Politycy rozpętali burzę wokół tego sformułowania, przypisując sędziemu intencje, których w mojej ocenie nie wyraził. Nie postawił znaku równości między tym, co się działo kiedyś, i kilka lat temu. Powiedział, że metody stosowane przez CBA mogą budzić skojarzenia z okresem stalinowskim – a nie że są takie same. Zdanie to zostało użyte przez sędziego w logicznym ciągu wypowiedzi. Odwołał się do swojej wiedzy, używając porównania ilustrującego wywód prawniczy.

Skąd u niego taka wiedza?
– Sędzia musi mieć wiedzę oraz niezbędne doświadczenie życiowe – a sędzia Tuleya jest np. autorem książki adresowanej także do interesujących się historią, będącej komentarzem do ustawy z 1991 r. o uznawaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Zapewne więc wiele z tych orzeczeń sędzia Tuleya gruntownie przeanalizował i jest w tej dziedzinie niewątpliwie kompetentny. Zdumiewa mnie zatem, że to jedno zdanie wywołało taką burzę.

Uderzył w stół i nożyce się odezwały?
– No właśnie. Pierwszym z najbardziej poruszonych polityków był pan Ziobro. Ciekawe, dlaczego były minister sprawiedliwości tak osobiście odebrał krytykę pod adresem pracy jednej ze służb specjalnych. Przecież szef tego resortu nie stał ani nie stoi na czele CBA. Rozumiem, że funkcjonariusz takiej służby mógłby – choć nie powinien – poczuć się dotknięty, ale czemu były wiceminister i minister sprawiedliwości?

CZASY I METODY

Zbigniew Ziobro obruszył się, bo jak mówił, jego dziadkowie byli represjonowani w czasach stalinowskich.
– To ja opowiem swoją historię rodzinną. Emilia Malessa, „Marcysia”, z piękną wojenną kartą, żona mojego stryja, mjr. Jana Piwnika „Ponurego”, w 1949 r. popełniła samobójstwo na skutek stosowania stalinowskich metod przesłuchań. Uwierzyła „oficerskiemu słowu honoru” danemu jej przez Józefa Różańskiego, że żadna z osób, których nazwiska poda, nie zostanie aresztowana. Perfidnie przekonano ją, że ujawniając przywódców zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, chroni ich i ratuje, zapobiega niepotrzebnemu rozlewowi krwi w Polsce. Za wiedzą i zgodą przełożonych z WiN ujawniła te osoby. Zostały natychmiast aresztowane, a załamana „Marcysia”, która mimo wysyłania listów i podjęcia głodówki nie mogła sprawić, by dotrzymano słowa, odebrała sobie życie.

Torturowano ją?
– Jej w stalinowskim więzieniu nie bito. Stosowano wtedy i inne metody – straszenie, groźby pod adresem rodziny, wywoływanie lęku o bliskich, podstawianie fałszywych świadków, kłamstwa, okazywanie nieprawdziwych dokumentów wprowadzających w błąd, manipulowanie ludźmi i namawianie do zeznań mających rzekomo komuś pomóc, wielogodzinne przesłuchania ze zmieniającymi się przesłuchującymi, odbieranie snu. Czy nie o to właśnie chodzi, gdy słyszymy o skojarzeniach w uzasadnieniu sędziego Tulei? Gdyby ktoś podjął trud przeanalizowania spraw, które wpływały w minionych latach do sądów, zwłaszcza okręgowych, w pierwszej instancji, mógłby dojść do ciekawych wniosków. Były przesłuchania zaczynające się o godz. 23 albo trwające nieprzerwanie od rana do późnego wieczoru. W ostatnich latach słyszymy też coraz częściej o dynamicznym wejściu do czyjegoś domu lub o dynamicznym zatrzymaniu…

Jakim?
– Czyli np. z drzwiami. Ten termin już się przyjął w praktyce. Zdarzało się, że zatrzymywani w takiej atmosferze ludzie byli zabierani z domów po to, aby przesłuchać ich w charakterze świadków. Taki człowiek nie wie, czy będzie wkrótce wolny, czy nie. Przepis mówi zaś wyraźnie: zeznania i wyjaśnienia uzyskane w warunkach wyłączających swobodę wypowiedzi nie mogą stanowić dowodu.

Ale prawo nie zakazuje przesłuchiwania w nocy.
– Owszem, prawo przewiduje prowadzenie w nocy czynności niecierpiących zwłoki. Często przecież zaraz po przestępstwie trzeba zabezpieczyć dowody i przesłuchać świadków, którzy np. znają się albo byli akurat na miejscu zdarzenia, a od ich zeznań wiele zależy. Nie wolno jednak porównywać tego z sytuacją, gdy po trzech czy czterech latach od zdarzenia wchodzi się do kogoś „z drzwiami” w nocy, bo koniecznie trzeba go zabrać i przesłuchiwać od 22 przez wiele godzin. Oczywiście przepisy pozwalają, w wyjątkowych, uzasadnionych sytuacjach, na przesłuchiwanie i po godz. 22. Jest też jednak granica wytrzymałości ludzkiej, zmęczenia – i obowiązek traktowania przesłuchiwanych z zagwarantowaniem ich praw i godności, jak nakazują to konstytucja i nasz system prawny.

W sprawie doktora G. podobno trzeba było natychmiast przesłuchiwać świadków, także w nocy, by zapobiec ich kontaktowaniu się ze sobą.
– A skąd pacjenci doktora G. z okresu kilku lat mieliby się znać i wiedzieć, kto ma jaką historię choroby? W jakim zresztą celu chcieliby się kontaktować i ustalać wspólną wersję zeznań? Nie miało to więc chyba nic wspólnego z koniecznością natychmiastowego przeprowadzenia czynności. Budzą mój sprzeciw komentarze prezentujące nieprawdziwy obraz poczynań sądu i dyskredytujące sędziego. Nie budujmy świadomości społecznej na fałszu. Sędzia, który jak Igor Tuleya dowiaduje się o nagannych działaniach, jest zobowiązany prawem do ich ujawnienia i oceny. Sędziowie wielokrotnie zresztą w ustnych uzasadnieniach wyroków mówią o błędach w pracy organów ścigania, tylko że nie zawsze na sali są dziennikarze.

NIE WMIESZAŁ SIĘ W POLITYKĘ

Krytycy sędziego Tulei zarzucają mu, że swoimi słowami włączył się w politykę.
– Nic podobnego. To politycy chcą się włączyć w dyrygowanie wymiarem sprawiedliwości i uważają, że mogą mówić na temat sędziego i jego pracy wszystko, co im przyjdzie do głowy. Jednak już sędziemu nie pozwalają na to, by ustosunkował się do działań, które jego zdaniem mogły być np. uwarunkowane względami politycznymi. Z przykrością słucham, jak kolejni politycy stawiają znak równości między urzędnikiem państwowym a sędzią.

Czy sędzia nie jest urzędnikiem państwowym?
– Sędzia jest reprezentantem jednego z trzech rodzajów władzy, pomiędzy którymi, jak mówi konstytucja, powinna istnieć równowaga.

Do tego, co powiedział sędzia Tuleya, odnosili się nie tylko politycy. Przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa przeprosił wszystkich, którzy mogli się poczuć dotknięci porównaniem działań CBA do metod stalinowskich. Rzecznik prokuratury okręgowej stwierdził, iż „zdumienie wywołuje aktywność medialna sędziego”, która „świadomie łamie powszechnie obowiązujące reguły i zwyczaje”.
– A ja, jako sędzia z 30-letnim stażem, przepraszam za taką wypowiedź przewodniczącego KRS. Stanowisko KRS uznające, że sędzia Tuleya nie naruszył żadnych przepisów ani zasad etyki i miał wręcz obowiązek ujawnić okoliczności wskazujące na naruszanie prawa, pozostaje w całkowitej sprzeczności z przeprosinami sędziego przewodniczącego. Jak widać, rada zajmuje zupełnie inne stanowisko niż jej przewodniczący, ma odmienny punkt widzenia. Natomiast komentarz prokuratury mnie nie dziwi, bo ilekroć zdarzyło mi się uzasadniać jakąś decyzję zawierającą krytyczne oceny pracy prokuratury, natychmiast stawałam się obiektem niewybrednych ataków personalnych. Poza tym gdzie i kiedy sędzia ma okazywać „aktywność medialną” i wyrażać oceny dotyczące rozstrzyganej sprawy, jeśli nie w uzasadnieniu wyroku? To pierwszy moment, kiedy ma prawo i obowiązek ocenić sposób gromadzenia materiału dowodowego. Wcześniej nie wolno mu się odnosić do trwającego postępowania.

Nie wszyscy sędziowie wskazują jednak na te aspekty sprawy, które budzą ich zastrzeżenia.
– Jeżeli sędziowie nie dostrzegają nieprawidłowości przy pozyskiwaniu dowodów lub je bagatelizują, mogę tylko wyrazić przekonanie, że przyjdzie czas, kiedy nie tylko funkcjonariusze prowadzący postępowania oraz prokuratorzy, ale i sędziowie będą musieli ponieść odpowiedzialność za działania czy zaniechania, jeśli nosiły znamiona przestępstwa.

JAKICH MAMY  SĘDZIÓW

Podręcznik wiedzy o społeczeństwie dla pierwszej klasy gimnazjum stwierdza: „W środowisku obowiązuje klanowa solidarność, nie eliminuje się sędziów złych lub skorumpowanych”.
– Brak mi słów na skomentowanie takiej „wiedzy”. To właśnie przykład nieodpowiedzialności w komentowaniu pracy sędziów, skutek uniemożliwiania im wypowiadania się, podczas gdy o nich wolno mówić, co się żywnie podoba. Jakie podejście do prawa i wymiaru sprawiedliwości może mieć młody człowiek, który przeczyta takie słowa? To zaprzeczenie wszystkiego, co należy przekazywać w procesie wychowania obywatelskiego. Jeśli nie nauczymy dzieci i młodzieży rozumienia konstytucji i podstaw prawa, to jak będą mogły w przyszłości funkcjonować w społeczeństwie, jak będzie budowany szacunek dla państwa?

Czy w sformułowaniu z tego podręcznika nie ma jednak źdźbła prawdy?
– A gdzie są wyroki skazujące sędziów za korupcję? Co to znaczy „zły sędzia” w rozumieniu autorów podręcznika?

Może taki, który ulega presji polityków i mediów. Chyba nie zawsze łatwo jej się przeciwstawić?
– Czy pamięta pan, jak przebiegało posiedzenie w przedmiocie tymczasowego aresztowania szefa Amber Gold? Cały stół był założony tomami akt, politycy i dziennikarze nie wyobrażali sobie, by Marcin P. mógł nie trafić za kratki. Procedura prowadząca do zastosowania aresztu trwała niespełna dzień. Rozumiem, że sędzia zapewnił sobie warunki dokładnego przeanalizowania całego materiału dowodowego zgromadzonego w tej sprawie, co musi przecież poprzedzać decyzję o tymczasowym aresztowaniu. Tyle że orzekając przez 30 lat, wiem, ile czasu na to potrzeba…

Tu akurat decyzja musiała zapaść szybko. Nie bez powodu przecież prezes gdańskiego sądu okręgowego ustalał z rzekomym doradcą szefa Kancelarii Premiera – jakby premier miał w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia – czy z tymczasowym aresztowaniem przyśpieszać, czy też nie przyśpieszać.
– Cóż, najgorsze jest, gdy sędzia lub ktoś, kto pracuje w organach ścigania, zgaduje oczekiwania władzy. Politycy nie mają przecież możliwości bezpośredniego wpływania na przebieg konkretnych spraw. Każdy sędzia, który nie chce, by oddziaływano na jego decyzje, jest w stanie to osiągnąć. Nie może też się bać konsekwencji, np. postępowania dyscyplinarnego.

GRANICE NIEZALEŻNOŚCI

Czy postępowanie dyscyplinarne w odniesieniu do sędziów może być straszakiem? Sędzia sędziemu raczej krzywdy nie zrobi.
– Odnoszę wrażenie, że nastała wręcz moda na postępowania dyscyplinarne wobec sędziów pod byle pretekstem. Niedaleko szukając – niedawno pierwszy zastępca prokuratora generalnego wystąpił z wnioskiem o wszczęcie przeciw mnie postępowania dyscyplinarnego za to, że w programie telewizyjnym wyraziłam pogląd, iż nie przekonuje mnie wersja, że gen. Papałę zabili złodzieje samochodów. Zostałam przesłuchana przez rzecznika dyscyplinarnego, pięć miesięcy trwało, zanim rzecznik ostatecznie uznał, że nie ma podstaw, by wszcząć postępowanie. Ten wniosek o postępowanie dyscyplinarne odebrałam jako próbę wywarcia presji – może wreszcie zamilknę. Są sędziowie, którzy woleliby nie narażać się na podobne próby powstrzymywania ich przed publicznym zabieraniem głosu w ważnych kwestiach. A sędzia nie może się bać. Niczego, co wiąże się z wykonywaniem przez niego zawodu.

W powszechnym odczuciu sędziowie w Polsce nie mają powodów do obaw, a odpowiedzialności za swoje działania nie ponoszą praktycznie żadnej.
– Myli się pan. W ostatnich latach sędziowie wszystko już przechodzili. Fałszywie ich oskarżano, próbowano wykorzystywać przeciw nim świadków koronnych. Spowodowało to np., że jedna z sędziów z Suwałk na skutek zastosowanych metod działania najprawdopodobniej popełniła samobójstwo, a druga, po wielomiesięcznym aresztowaniu, a następnie uniewinnieniu, wróciła do zawodu.

Dziś sędziowie boją się zakusów na ich niezależność ze strony rządu i Ministerstwa Sprawiedliwości.
– I słusznie, bo z sądu w zastraszającym tempie robi się kulawą korporację, nastawioną zwłaszcza na tempo rozstrzygania spraw, taką, w której liczy się głównie statystyka. Tymczasem sąd to przede wszystkim miejsce, w którym obywatel oczekuje prawidłowej oceny i rozstrzygnięcia zgodnego z prawem. Sąd nie może być instytucją, o której kształcie decyduje głos dyrektora powoływanego przez ministra sprawiedliwości oraz podporządkowani mu urzędnicy, których jakość pracy ocenia się np. na podstawie liczby wysłanych przez nich pism. Nie będzie też wydajnie orzekać sędzia podróżujący między dwoma sądami.

Czyli nie zgadza się pani z tym, że przemianowano 79 małych sądów na wydziały zamiejscowe?
– Nie. Spowoduje to, że wbrew zapowiedziom wzrosną koszty, chaos, frustracja sędziów. Ja nie podjęłabym takiej decyzji, bo w przeciwieństwie do niektórych reformatorów dobrze wiem, na czym polega praca sędziego. To nie jest rozwiązanie, które komukolwiek przyniesie pożytek.

FRUSTRACJA SŁUŻB SPECJALNYCH

A co należy zmienić w działalności lub może usytuowaniu służb specjalnych, by wyeliminować nieprawidłowości z ich działań?
– Zmiany w służbach są potrzebne – ale chodzi tu przede wszystkim o zmianę mentalności i podejścia niektórych funkcjonariuszy do wykonywanych obowiązków. Z ręką na sercu nie wiem, jak to przeprowadzić. Wszystko w Polsce się zmieniło po 1989 r. Smutne, że ciągłość i tradycję zachował u nas tylko świat przestępczy – i dlatego walka z nim jest taka trudna.

Muszą to więc robić doświadczeni funkcjonariusze. Tylko skąd ich wziąć?
– Wielu się pozbyto, mimo że mieli właściwe kwalifikacje zawodowe i moralne, ale służyli za wcześnie i w źle dziś widzianych formacjach. W każdym razie ci, którzy obecnie stoją na czele służb, powinni budzić szacunek doświadczeniem, postawą, przygotowaniem zawodowym. Muszą mieć autorytet nie z rozdania politycznego, ale wypracowany w czasie pełnienia służby.

Dlatego kiedyś w Wielkiej Brytanii szefem Scotland Yardu mianowano sierżanta z wieloletnią praktyką.
– Żeby ktoś mógł być świetnym oficerem policji, musi najpierw zdobyć doświadczenie na ulicy. Nie powinien dowodzić nikt, kto wcześniej nie poczuł, jak smakuje patrolowanie w nocy, w deszczu, na mrozie, tam, gdzie dzieją się różne, często straszne rzeczy. A ja, obserwując niektóre działania ludzi ze służb, myślę, czy nie za dużo w nich nagromadzonej frustracji, a może i agresji. Demokratyczne państwo prawne powinno pilnować, by adrenalina nie zaczęła dominować nad prawem.

*

Czy sędzia Tuleya pogrąży ekipę Ziobry?

Maciej Dubois, adwokat, b. sędzia Trybunału Stanu
Uważam, że ekipa Ziobry pogrąża się samodzielnie od dłuższego czasu, a właściwie od początku. To, co zrobił sędzia Igor Tuleya, może tylko przyśpieszyć ten proces, nasilić owo pogrążanie się, ale w istocie ekipa eksministra była pogrążona od samego początku, od momentu startu. Obecna sytuacja jest więc tylko zmianą ilościową, a nie jakościową. Widzimy ten proces i myślę, że ekipa ministra Ziobry pogrąży się z czasem całkowicie. To nieuniknione.

Prof. Wiktor Osiatyński, prawnik, socjolog
Nie wiem, czy sędzia Igor Tuleya pogrążył ekipę byłego ministra, ale na pewno bardzo wyraźnie i jednoznacznie określił nikczemność i potworne praktyki stosowane pod kierownictwem ministra w podległych mu instytucjach państwowych. To, czy ekipa ta zostanie pogrążona, zależy teraz od parlamentu, od skierowania sprawy do Trybunału Stanu, bo w przypadku sądów powszechnych nie jest wykluczone, że sprawę obejmuje przedawnienie. Sędzia na pewno całkowicie skompromitował stosowane przez tę ekipę metody i zrobił to publicznie, w majestacie prawa. Reszta zależy od innych organów państwa, które teraz tą sprawą się zajmą.
Prof. Leszek Kubicki, b. minister sprawiedliwości
Nie użyłbym słowa pogrąży. Sędzia Tuleya nie zamierzał nikogo pogrążać, natomiast jego uzasadnienie wyroku w ważnej sprawie zmierzało m.in. do tego, aby odsłonić mechanizm funkcjonowania służb specjalnych, a zwłaszcza specyficznej formacji, CBA. Ujawniono w toku śledztwa, z którego materiałami sędzia wnikliwie się zapoznał, że nie przestrzegano podstawowych zasad proceduralnych. Ówczesny minister sprawiedliwości oraz szef CBA sami organizowali na początku postępowania niemające precedensu konferencje prasowe, które w oczywisty sposób łamały zasadę domniemania niewinności i wyraźnie starały się nakreślić kierunek dalszego postępowania dowodowego, co oczywiście musiało wpływać na losy tego postępowania.

Aleksander Bentkowski, adwokat, b. minister sprawiedliwości
Sędzia Tuleya użył w uzasadnieniu wyroku dosyć surowego określenia nawiązującego do dawniejszych czasów, co miało jednak zaledwie znaczenie symboliczne. Pogrążyło natomiast pana Ziobrę i pana Kamińskiego to, że sprawa tak bardzo nagłośniona, która toczyła się przez pięć lat, kończy się wyrokiem raczej symbolicznym w stosunku do tego, co zapowiadano. Zostali oni tym wyrokiem ośmieszeni jako prawnicy i szefowie ważnych organów państwowych, ponieważ pochopnie podejmowali decyzje w celu prowadzenia postępowania, jakie chcieli przeforsować w naszym wymiarze sprawiedliwości. Kompromitacja metod stosowanych przez Ziobrę i Kamińskiego wcale nie kończy sprawy, bo obecna prokuratura nadal prowadzi jakieś śledztwo w sprawie doktora G., dotyczące wykonywanych przez niego zabiegów, co w ogóle podważa sens prowadzenia trudnych operacji. Dziwi wydawanie setek tysięcy złotych na różne ekspertyzy medyczne, które niczego nie wykażą poza tym, że zawód chirurga wiąże się z ryzykiem. Efekt może być tylko jeden – lekarze poddani takiemu postępowaniu nie odważą się podejmować pracy w Polsce, choć np. doktor G. jest jednym z czterech specjalistów w naszym kraju, którzy przeprowadzali transplantacje serca. Nie rozumiem, po co nadal się jątrzy, po co prokuratura próbuje znaleźć jakiś błąd w sztuce lekarskiej i zamawia drogie ekspertyzy, zwłaszcza że ta sama prokuratura twierdzi, że wciąż brakuje pieniędzy na opinie biegłych w sprawach gospodarczych.

Paulina Piechna-Więckiewicz, wiceprzewodnicząca SLD
Mam nadzieję, że wyrok pogrąży Zbigniewa Ziobrę i jego ekipę, bo pokazuje, że państwo prawa nie powinno obowiązywać tylko w tych częściach, które nam w danej chwili odpowiadają, ale dotyczy wszystkich wartości i zasad. Politycy powinni stać na straży ich przestrzegania, a nie sprowadzać te zasady tylko do wygodnych np. dla Zbigniewa Ziobry. Wyrok oceniam jako bliski ideału sprawiedliwości, bo sędzia Tuleya umiał się oprzeć naciskom politycznym, odnosząc się do metod stosowanych w trakcie postępowania dowodowego. Teraz sprawą muszą się zająć inne organy państwa, np. Trybunał Stanu, choć takich reakcji na razie nie widać. Mimo że odpowiedzialność jest wyraźnie zaznaczona, trudno się spodziewać takiej decyzji po byłych kolegach z tego samego środowiska polityczno-towarzyskiego, bo władze zarówno PiS czy Solidarnej Polski, jak i Platformy Obywatelskiej wywodzą się z tej samej formacji postsolidarnościowej. Być może mamy do czynienia ze zmową milczenia, którą sędzia Tuleya próbował przerwać, bo taka zmowa to łamanie zasad demokratycznych. A pamiętajmy, że już wcześniej ofiarą takiego postępowania stała się Barbara Blida, wobec której zostały drastycznie naruszone zasady właściwe dla państwa prawa. Podobało mi się wystąpienie sędziego Tulei przeciwko IV RP, bo stosowane wówczas metody nie były zgodne ze standardami współczesnego państwa demokratycznego. Szkoda, że PO zabrakło takiej refleksji i odwagi po upadku rządu Jarosława Kaczyńskiego, a w wyniku tego zaniechania Mariusz Kamiński kierował Centralnym Biurem Antykorupcyjnym jeszcze przez dwa lata po objęciu rządów przez PO. Myślę, że sędzia był zaskoczony agresją części polityków, ale na Facebooku powstały też grupy w jego obronie.

Not. BT

 

Wydanie: 3/2013

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy