Zbrodnia jest łatwa

Zbrodnia jest łatwa

Ostrze szaleńca nigdy nie uderza przypadkowo

Prof. Andrzej Leder – filozof kultury, psychoterapeuta

Wciąż bardzo mało wiemy o motywach, ewentualnych zaburzeniach i chorobach sprawcy zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza. Jak możemy opisać związek mordu politycznego z odczuwaną przez wielu atmosferą polityczną, klimatem nienawiści w wypowiedziach osób publicznych, polityków, w mediach czy w końcu w piekle, jakim jest otchłań internetu?
– Indywidualne odczucia ludzi są kształtowane przez uczestnictwo we wspólnej debacie, rozumianej bardzo szeroko, również jako sfera wspólnego przeżywania, a więc to, co nazywamy klimatem. To właśnie pobudza pewne emocje, a wytłumia inne, snuje opowieści, które te emocje uzasadniają, wskazuje postacie uosabiające dobro i zło. Przekaz nie musi być spójny; istnienie w nim sprzecznych narracji czyni go właśnie wszechogarniającym. Oczywiście jedne osoby są bardziej podatne na wpływ tego przekazu, a drugie – mniej. Osoby kruche, słabe, zaburzone często są bardziej podatne. To oznacza też ogromną odpowiedzialność tych, którzy dyskurs kształtują.

Gdyby się okazało, że zabójca rzeczywiście jest chory psychicznie, to jak tworzy się jego motywacja? W jaki sposób jego zamiar nabiera faktycznej mocy, jak buduje scenariusz wydarzenia?
– Właśnie przez to, że osoba zaburzona jest jak gdyby „owładnięta dyskursem”. W tym sensie ostrze szaleńca nigdy nie uderza przypadkowo. Często to, co u człowieka w pełni władz umysłowych pozostaje najwyżej złym marzeniem, przekleństwem, wyrazem niechęci bez publicznych skutków, u kogoś, kto słabo odróżnia swoje fantazje od rzeczywistości, powoduje obłędne działanie w realnym świecie. Nieumiejętność krytycznego odniesienia się do dyskursu publicznego, traktowanie go jak „najrzeczywistszej rzeczywistości”, popycha do takich drastycznych czynów jak ten w Gdańsku. Dodam, że nie dotyczy to tylko ludzi zaetykietowanych jako chorzy; wiele osób o słabych umiejętnościach krytycznego myślenia traktuje dyskurs jak rzeczywistość. Taki jest jeden z mechanizmów agresywnych zachowań wobec imigrantów w Polsce, wyobrażenie, że dziewczynka w hidżabie jest terrorystą, to właśnie efekt „owładnięcia dyskursem”. Skądinąd internet jest sferą, gdzie rozróżnienie pomiędzy fantazją, dyskursem a rzeczywistością się rozmywa; stąd nieco halucynacyjny, urojeniowy charakter tego, co się przez niego przetacza.

Jeśli chodzi o efekt takiego aktu przemocy, to zabójcy udało się osiągnąć bardzo wiele poprzez wybór celu, miejsca i momentu zbrodni. Widowisko mordu wpisało się w wielkie, pozytywne i powszechnie rozpoznawalne wydarzenie. Jak to możliwe?
– Zbrodnia, agresja, destrukcja paradoksalnie są łatwe. Budowanie pewnej pozytywnej rzeczywistości to trud, ogromny wysiłek, rozciągnięte w czasie działanie, które musi być spójne, a jego poszczególne elementy muszą się dodawać. Nawet zorganizowanie pojedynczego koncertu wymaga skoordynowania działań mnóstwa ludzi, sprzętu, służb itd., a efekt tego trudu pomnożony jest w milionowy sposób przez zasięg oddziaływania mediów. Destrukcja pasożytuje na tym trudzie, jej siła oddziaływania zostaje zwielokrotniona wysiłkiem włożonym w to, co pozytywne. Morderca skorzystał z ogromnego widowiska, które przygotowała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, a drastyczność jego czynu – odebranie życia człowiekowi – jakby na chwilę „unieważniła” cały pozytywny przekaz wydarzenia, docierając jednocześnie do milionów.

Zbrodnie tego typu zdarzają się również w krajach, w których nie obserwujemy takiej polaryzacji ani zaognienia sporów politycznych. Możemy tu przywołać niewyjaśnione nigdy zabójstwo premiera Szwecji Olofa Palmego.
– Przez to właśnie, że sprawa pozostaje niewyjaśniona, trudno ją porównywać. Równie dobrze można w niej snuć „teorie spiskowe” – mogło to być nie morderstwo z nienawiści, tylko chłodne działanie jakichś grup interesów, służb albo wywiadów.

Jak społeczeństwo jako wspólnota może odreagować, przeżyć taką tragedię?
– Los wspólnoty politycznej jest prawie zawsze przeplataniem się momentów wzniosłych, spokojnych i dramatycznych. Akurat w Polsce nie trzeba tego przypominać. A tego typu dramaty jak mord Pawła Adamowicza zdarzały się prawie w każdym nowoczesnym kraju. Historia zamachów na amerykańskich prezydentów i przywódców jest dość dobrze znana, ja przypomnę wydarzenie z Francji, nieco podobne do tragedii w Gdańsku – zastrzelenie Jeana Jaurèsa przez Raoula Villaina 31 lipca 1914 r. pod wpływem gwałtownych ataków prasy prawicowej. Każda wspólnota musi te momenty dramatyczne jakoś w sobie nieść. Pamięć o takich wydarzeniach kształtuje później klimat, nastroje, relacje dużych grup społecznych. To, czy wspomnienie stanie się „chore”, destrukcyjne, czy pogłębi jakąś zbiorową mądrość, zależy od pierwszego okresu po wydarzeniu, od reakcji instytucji państwa, ruchów społecznych, mediów, komentatorów, od tego, czy w odczuciu większości ta reakcja jest sprawiedliwa, czy fałszywa i nadużywająca. Jesteśmy teraz w Polsce w takim okresie, wiele zależy od tego, co będzie się działo w najbliższym czasie…

Czy terapia społeczeństwa, narodu jest w ogóle możliwa?
– Terapia, tak jak ja ją rozumiem, jest konfrontacją z nieuświadomioną prawdą, z zapomnianymi, zatartymi fragmentami przeszłości i skrywanymi, lukrowanymi aspektami teraźniejszości. Jest też umiejętnością włączenia tej prawdy, najczęściej trudnej, w swoją tożsamość. W tym sensie terapia wspólnot etnicznych i społeczeństw jest możliwa.

Po zabójstwie prezydenta Narutowicza w 1922 r., poprzedzonym zmasowanym atakiem politycznym i medialnym, polska lewica dała sobie narzucić endecką wizję polskości, milcząco się z nią pogodziła. W tej wizji bycie przedstawicielem mniejszości narodowej lub religijnej wykluczało ze wspólnoty. Teraz mamy decyzję Jerzego Owsiaka o wycofaniu się z aktywności. Jaka strategia reakcji na taką zbrodnię wydaje się optymalna, a jaka groźna?
– Żeby zrozumieć reakcję lewicy w latach 20., trzeba przypomnieć przede wszystkim funkcję, jaką antysemityzm miał – i ma – w kształtowaniu ludowej tożsamości polskiej. Unarodowienie ludu na początku XX w. w dużym stopniu odbywało się przez rozpowszechnianie kalki: „Jesteś dobrym Polakiem, bo nie jesteś złym Żydem”. Na to nakładała się niechęć do Rusinów, Niemców, wszelkich obcych. Wielką rolę w tej „pedagogice pogardy” miał kontrreformacyjny Kościół katolicki. Lewica nie umiała się oderwać od tego przekazu tkwiącego głęboko w zbiorowym imaginarium, czego bolesnym świadectwem są osobiste pisma takiej skądinąd lewicowej postaci jak Maria Dąbrowska. To dziedzictwo pozostaje aktualne, o czym świadczą chociażby plastelinowe twory pojawiające się w TVP, adresowane do „ludowego” odbiorcy. Ale jednocześnie sądzę, że to już jest inne społeczeństwo.

A co do reakcji na zamordowanie Pawła Adamowicza – myślę, że trzeba demokratycznie egzekwować od państwa, jego instytucji, partii politycznych i innych aktorów życia społecznego, w tym mediów, odpowiedzialną i adekwatną pracę nad tym wydarzeniem. Naszą akurat rolą jest refleksja nad nim. Choćby refleksja nad kręgami przemocy – tej bezpośredniej, dyskursywnej, ale też społecznej, strukturalnej. W Polsce istnieją enklawy przemocy – od ustawek kiboli i „happeningów” narodowców, przez przemoc policji, po eksmisje na bruk i brutalne tłumienie protestów pracowniczych. I nie jest dziwne, że z tych enklaw przemoc czasem się wylewa.

A Jurek Owsiak? Rozumiem jego reakcję, ale mam nadzieję, że wróci…

Fot. Tadeusz Wypych/REPORTER

Wydanie: 4/2019

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 25 stycznia, 2019, 16:15

    sprawcy należy szukać pomiedzy ludźmi którzy na tym najwięcej skorzystali, Jarosław ma teraz otwartą drogę do prezydentury.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy