Selfie z Petru nie jest dobrym pomysłem

Selfie z Petru nie jest dobrym pomysłem

Jesteśmy w środku populistycznej fali, która niesie zagrożenie autorytarnym kapitalizmem

Dr Gavin Rae – socjolog z Katedry Nauk Społecznych Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Kiedy uzyskał pan polskie obywatelstwo?
– W 2014 r.

Czy spodziewał się pan, że to ono, a nie obywatelstwo brytyjskie, może zagwarantować zachowanie obywatelstwa unijnego i związanych z nim praw?
– Nie, choć od dawna mówiło się, że Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej. Ale to były jedynie słowa. Po referendum w sprawie Brexitu znajomi Brytyjczycy mieszkający w Polsce poważnie się zastanawiają, co robić. Ja ten problem rozwiązałem, zanim się pojawił. Cieszę się, że mam paszport, który będzie nadal ważny w Unii Europejskiej.

Byle nie elity

Nie ma pan pretensji do Jeremy’ego Corbyna, lidera Partii Pracy, że w czasie kampanii referendalnej ostro krytykował Unię?
– Corbyn nie udawał, jak establishment, że wszystko idzie świetnie, a Unia jest tworem idealnym. Miał rację, zarzucając jej neoliberalny charakter. Mimo to przekonywał, że UE jest Wielkiej Brytanii potrzebna. Robił to na tyle skutecznie, że prawie 70% wyborców Partii Pracy opowiedziało się w referendum za pozostaniem w Unii.

Ale ponad 30% głosowało za Brexitem.
– Nie można zaklinać rzeczywistości. Część elektoratu Partii Pracy po prostu jest nastawiona do Unii Europejskiej sceptycznie.

Na przykład robotnicy bojący się napływu pracowników z innych państw unijnych?
– Na pewno tak, ale moim zdaniem głównym motywem głosowania za Brexitem był – podobnie jak w przypadku wyborów prezydenckich w USA – protest przeciwko elitom. Ludzie mają dość, uważają, że syty, skorumpowany i bardzo z siebie zadowolony establishment nic dla nich nie zrobił. Przeciwnie, wieloletnia polityka neoliberalna prowadzona zarówno przez konserwatystów, jak i socjaldemokratów wpłynęła na pogorszenie warunków ich życia. Krach finansowy z 2008 r., który boleśnie uderzył w Wielką Brytanię, wywołał utrzymującą się do dziś frustrację, ułatwiając sukces partiom populistycznym, przede wszystkim Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP). Powtarzały one: imigranci odbierają wam pracę, korzystają z naszej służby zdrowia i świadczeń socjalnych, bez nich mielibyśmy dużo lepiej. Rząd brytyjski przed rozszerzeniem Unii twierdził, że z Polski do pracy przyjedzie 13 tys. osób. Władze okazały się kompletnie nieprzygotowane na napływ tak wielkiej fali imigrantów.

Wróg pilnie poszukiwany

W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. UKIP zdobyła najwięcej mandatów, wyprzedzając Partię Pracy i konserwatystów. Prawicowy populizm zaatakował Wielką Brytanię jeszcze przed wyborami w Polsce.
– W Polsce ten populizm nie dotyczył wyjścia z UE, bo większość Polaków doskonale zdaje sobie sprawę, jak wiele zyskali dzięki członkostwu. Populizm szuka wroga, którego można obarczyć winą za całe zło. W Wielkiej Brytanii za wroga uznano Unię i imigrantów, w Polsce – elity liberalne, komunistów, Żydów, gender, homoseksualistów, ciemne siły stojące za rzekomym zamachem smoleńskim. Dopiero ubiegłoroczny kryzys związany z uchodźcami sprawił, że polska prawica zaczęła straszyć uciekinierami i islamskimi terrorystami.

Partia Pracy nie zdołała zapobiec Brexitowi, a polska lewica zdobyciu pełni władzy przez PiS. Neoliberalna globalizacja spotkała się z reakcją w postaci najpierw dżihadu, a potem ofensywy prawicowego populizmu pomieszanego z nacjonalizmem. Lewicę, która dawniej ruszała z posad bryłę świata, wyraźnie opuściły siły.
– Jednak na południu Europy – w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, we Włoszech – mieliśmy reakcję lewicową, na czele Partii Pracy stoi zdeklarowany socjalista, a w Stanach Zjednoczonych pojawił się poważny lewicowy kandydat na prezydenta – Bernie Sanders.

A jednak to nie lewica określa kierunek rozwoju sytuacji w Europie i USA.
– Niestety, obawiam się, że jesteśmy dopiero w środku tej populistycznej fali, w przyszłym roku może ona z całą siłą uderzyć we Francję i wedrzeć się do Niemiec. Znaczenie wygranej Donalda Trumpa, która niesie zagrożenie autorytarnym kapitalizmem, wykracza daleko poza granice USA.

Przed nim żaden polityk amerykański po zwycięstwie w wyborach prezydenckich nie zapowiedział, że wyrzuci z kraju lub wsadzi do więzienia kilka milionów osób.
– To niesamowite, ale wpisuje się w oś głównego sporu, który toczą obecnie skorumpowani neoliberałowie z populistyczną prawicą, przebraną jak Donald Trump za rycerzy walczących z establishmentem. Dla wielu obywateli w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Polsce ten wybór jest fatalny, obnaża on także słabość pozostającej w wielu krajach na marginesie lewicy.

Sam na sam z prawicą

Brexit zagroził pozycji londyńskiego City – jednego z głównych centrów światowego kapitalizmu.
– Nie można wykluczyć osłabienia City.

Po referendum przeczytałem na radykalnie lewicowym brytyjskim portalu, że dzięki Brexitowi klasa robotnicza Wielkiej Brytanii stanie sam na sam z brytyjską burżuazją, dojdzie do rewolucji, a jej płomień ogarnie kontynent…
– To, delikatnie mówiąc, niemądra opinia. Niektóre środowiska lewicowe prowadziły kampanie na rzecz wyjścia z Unii Europejskiej, argumentując, że nie jest ona projektem socjalistycznym ani nawet demokratycznym, co pokazał sposób potraktowania Grecji przez tzw. Trojkę. Aktywiści jednej z tych kampanii – Left Leave (Lewica wychodzi) – przekonywali, że głosując za Brexitem, sprzyja się Lexitowi, lewicowemu zwrotowi, bo po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE będzie można się skupić na walce o prawdziwy socjalizm. Moim zdaniem brytyjska lewica jest zbyt słaba, by mogła dokonać Lexitu, za to wyjście z UE będzie sprzyjać jeszcze większemu zwrotowi w prawo, nacjonalizmowi i atakom na imigrantów. Z drugiej strony rozluźnienie więzi ekonomicznych z państwami unijnymi grozi recesją, pogorszeniem warunków życia najbiedniejszych. Paradoksalnie w sprawie Brexitu neoliberalne City i pracownicy najemni mieli wspólny interes, by obronić obecność Wielkiej Brytanii w Unii.

W Europie lewica sytuująca się na lewo od socjaldemokracji bardzo krytycznie ocenia UE. W Polsce lewicowcy dumnie paradują z unijnymi flagami, czemu trudno się dziwić, bo gdyby nasz kraj wyszedł z Unii, pozostalibyśmy sam na sam z autorytarną prawicą.
– Powrót do państwa narodowego nie jest dobrym wyborem ani dla Polski, ani dla Wielkiej Brytanii. Globalizacja – patrząc historycznie – przyniosła wielki postęp, umożliwiła swobodę przepływu nie tylko towarów, kapitałów, ale i ludzi, którzy mogą wybierać miejsce pracy i zamieszkania. To osiągnięcie, lewica powinna go bronić, nie rezygnując rzecz jasna ze swoich wartości. Jeremy Corbyn uznał za niedopuszczalne, że przedsiębiorcy mogą zatrudniać Polaków, płacąc im znacznie mniej niż wykonującym tę samą pracę obywatelom Wielkiej Brytanii. To efekt neoliberalnego elastycznego rynku pracy.

Unia na lewo

Zamiast więc walczyć z globalizacją, należałoby ją rozszerzyć o prawo pracy i politykę społeczną.
– Powinniśmy pogłębić integrację w ramach Unii Europejskiej w dziedzinie praw socjalnych. Kwestią o kapitalnym znaczeniu pozostają inwestycje publiczne realizowane ze środków unijnych. Od wejścia do UE Polska otrzymała przeszło 100 mld euro na inwestycje publiczne; to one, a nie inwestycje prywatne, przesądziły o skoku modernizacyjnym kraju i poprawie warunków życia. Oczywiście nie wszystkie inwestycje były trafione – np. skupiono się na płatnych autostradach, zaniedbując przez lata połączenia kolejowe. Nowoczesnych stadionów w Polsce jest dużo więcej niż markowych klubów piłkarskich, natomiast wciąż brakuje publicznych żłobków i przedszkoli. Zbyt mało środków z Unii przeznacza się na tworzenie nowych miejsc pracy, nowoczesne technologie, energię odnawialną. Mimo to gołym okiem widać, jak bardzo zmieniła się Polska dzięki środkom unijnym. A przecież budżet unijny stanowi zaledwie 1% budżetu wszystkich państw członkowskich. Należałoby go zwiększyć, niestety Wielka Brytania wyjdzie z Unii, a najbogatsze państwa coraz bardziej sceptycznie odnoszą się do pomocy biedniejszym partnerom.

Może po wyjściu Wielkiej Brytanii Unia skręci w lewo, bo w tej chwili w Parlamencie Europejskim jedynie dwudziestu kilku spośród 73 brytyjskich eurodeputowanych można odnieść do lewicy.
– Nie liczyłbym na to. Żałuję, że wybory do Parlamentu Europejskiego są niedoceniane, obywatele uważają, że nie mają one znaczenia, stąd bardzo niska frekwencja. Europejska lewica powinna podchodzić do tych wyborów poważniej, zjednoczyć się wokół postępowego programu i mobilizować wyborców. Większa reprezentacja w PE przekłada się na wpływy w strukturach unijnych, daje możliwość przedstawienia alternatywnego programu.

W przyszłym roku rozpoczną się rozmowy o kolejnej perspektywie budżetowej UE. Jeśli Polska uzyska znacznie mniej środków po 2020 r., można się spodziewać umocnienia populistycznej prawicy.
– Odnoszę wrażenie, że wiele osób po prawej stronie sceny politycznej na to liczy, by podważyć sens udziału Polski w Unii. Głos eurosceptyczny będzie donośniejszy. Brexit sprawi, że nie będzie już tak łatwo wyjechać do pracy do Wielkiej Brytanii, nie można wykluczyć podjęcia działań ograniczających przepływ ludzi przez inne państwa. Najbogatsze kraje mogą utworzyć własną grupę, twarde jądro Unii.

KOD powinien wyjść do ludzi

Co zrobić, by zmniejszyć wpływy populistycznej prawicy?
– Walczyć o zachowanie demokracji. Ugrupowania neoliberalne nie są w stanie jej obronić, to przecież ich polityka sprowokowała populistyczną reakcję.

W Polsce demokracji broni KOD.
– Ten ruch jest ograniczony do klasy średniej, bardzo wielu ludzi o lewicowych poglądach, przywiązanych do sprawiedliwości społecznej i opiekuńczej roli państwa, nie wyobraża sobie pójścia w jednej manifestacji z Ryszardem Petru. Wiedzą oni, że jeśli jego pomysły na gospodarkę i politykę społeczną zostaną zrealizowane, wzrosną nierówności i będzie im się żyło gorzej. KOD twierdzi, że jest nowym KOR, ale przecież KOR nie ograniczał się do klasy średniej, rozumiał, że nie zdoła wywalczyć wolności bez zdobycia szerszego poparcia, pozyskania robotników.

KOD powinien pójść do fabryk?
– Skądże znowu, mamy inne czasy, inną strukturę społeczną. KOD powinien pójść do zwykłych ludzi, ale jego działaczom nie przyjdzie nawet do głowy, że można rozmawiać z tymi, którzy głosowali na PiS. Uważają, że skoro walczą o demokrację, to ludzie sami powinni przyjść do nich. A dlaczego? Co oni oferują? Jeśli ktoś ma wybór między 500+ a Trybunałem Konstytucyjnym, łatwo się domyślić, jaką decyzję podejmie. Odwołanie do KOR ma jeszcze jedną wadę – ludzie do dziś pamiętają, że po 1989 r. inteligencja załatwiła swoje sprawy i odwróciła się plecami do robotników ze zlikwidowanych fabryk.

Lewy sektor

Z KOD współpracują jednak różne siły, w tym Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej, ludzie z SLD. Moim zdaniem udział lewicy w ruchu demokratycznym jest zjawiskiem pozytywnym.
– Oczywiście, od początku byłem przekonany, że lewica powinna uczestniczyć w akcjach KOD, ale równocześnie bardzo wyraźnie zaznaczyć w nim swoją odrębność, stworzyć lewe skrzydło ruchu, powtarzać: jesteśmy za demokracją, ale nie da się jej obronić, przywracając neoliberalizm. Robienie sobie selfie z Ryszardem Petru nie jest dobrym pomysłem.

Co lewica może zaproponować tym, którzy poparli PiS: 1000+, emeryturę w wieku 50 lat, wszystkie leki za darmo?
– Sytuacja rzeczywiście jest trudna, bo PiS weszło na tradycyjne pole lewicy. Licytowanie się, kto da więcej, nie ma sensu. Tym bardziej że rozdawanie pieniędzy wcale nie musi prowadzić do pobudzenia gospodarki. Rząd ma wyraźny problem z uzyskaniem pieniędzy na programy socjalne ze wzrostu gospodarczego. Plan Morawieckiego nie wyszedł dotąd poza ogólniki. Ponadto PiS, które w czasie poprzednich rządów zniosło próg podatkowy dla najwyżej zarabiających, obecnie nie zamierza wprowadzić podatku progresywnego. A to oznacza utrzymanie nierówności. Lewica powinna powtarzać, że warunkiem zwiększenia świadczeń społecznych jest wzrost inwestycji publicznych. Należy wytykać konserwatywną treść polityki socjalnej władzy: dlaczego zamożna rodzina z trójką dzieci dostaje 1000 zł z programu 500+, a samotna pracująca matka nie dostaje ani złotówki? Zapytałem znajomą, na co wydaje przysługujące jej 500 zł. Powiedziała, że na opłacenie córce przedszkola. To absurd – trzeba każdemu dziecku zapewnić dostęp do publicznych żłobków i przedszkoli. Niedawno wspólnie z CBOS zrobiliśmy badania, z których wynika, że ogromna większość Polaków opowiada się za publicznymi przedszkolami, szkołami, szpitalami i innymi placówkami służby zdrowia.

Odnoszę wrażenie, że lewica zrezygnowała z walki z PiS na polu polityki społeczno-gospodarczej, skupiając się na wolnej przestrzeni: prawach kobiet i mniejszości, świeckości państwa.
– Te kwestie są ściśle powiązane. Czarny protest ogarnął nie tylko metropolie, ale i dziesiątki małych miejscowości, w których na ulice wyszły kobiety biedniejsze – to one mają trudniejszy dostęp do środków antykoncepcyjnych oraz wykonywanej za granicą aborcji.

Razem znaczy razem

Choć od wyborów minął przeszło rok, lewica nie zdołała się odbudować. W 2015 r. 1,7 mln głosów oddanych na Zjednoczoną Lewicę i Razem nie przełożyło się na choćby jedno miejsce w Sejmie. Obawiam się, że jeśli lewica pójdzie do kolejnych wyborów podzielona, jej zwolennicy nie zaryzykują ponownego zmarnowania głosu i poprą pewniaków.
– Utrzymujące się na lewicy podziały są wielkim problemem. Nie rozumiałem, dlaczego w czasie demonstracji przed Sejmem zorganizowanej przez inicjatywę Ratujmy Kobiety partia Razem urządziła osobną akcję wokół swojej sceny. Doceniam sukces Razem – potrafili zarejestrować listy we wszystkich okręgach wyborczych, zdobyli ponad 3% głosów, zaangażowali do polityki nowe twarze, emanuje z nich energia, zainicjowali czarne protesty. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, jakby uznawali, że przed powstaniem Razem w Polsce nie było prawdziwie lewicowej partii, to oni są jedyną lewicą.

Na wspólny start lewicy w wyborach się nie zanosi.
– SLD liczy, że z wynikiem 5-6% może samodzielnie wejść do Sejmu dzięki poparciu starszych wyborców, na których wciąż może liczyć. Sojusz ma swój wizerunek, tradycje, potrafił wygrywać wybory. Pierwszy rząd SLD był moim zdaniem najlepszym rządem po 1989 r. Kryzys Sojuszu i lewicy w ogóle był związany z neoliberalną polityką rządu Leszka Millera, który teraz zadziwia retoryką antyuchodźczą i islamofobiczną. Nie wiem, co się z nim stało. SLD powinien wyraźnie dystansować się wobec takich poglądów. Inicjatywa Polska nie jest brana pod uwagę w sondażach, natomiast Razem osiąga w nich 1-3%. Ten wynik może jeszcze się zmienić. Ale w tej chwili lewica powinna się skupić nie na słupkach sondażowych i przyszłych wyborach, lecz na wspólnych działaniach, bo największy wróg jest po prawej stronie.

Wydanie: 47/2016

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy