Jak się fałszuje statystykę zakażeń

Jak się fałszuje statystykę zakażeń

Lekarze nie kierują na testy osób zaszczepionych mimo objawów koronawirusa

Marta uczy w szkole podstawowej, dwa razy przyjęła szczepionkę firmy AstraZeneca. Kilka dni temu dopadła ją wysoka gorączka, do tego katar, utrata węchu i smaku. Objawy wskazywały na klasyczny covid, choć obecnie dominuje delta. Skontaktowała się z lekarzem i okazało się, że nie dostanie skierowania na test na covid, bo jest zaszczepiona. Zrobiła go sama – jest zarażona. Córce Marty też nie wystawiono skierowania na test, co więcej – zalecono pójście do szkoły. Odpowiedzialna matka zatrzymała ją jednak w domu. Po trzech dniach dziewczyna miała takie same objawy.

Na podobne sytuacje skarżą się zaszczepieni przedstawiciele różnych zawodów, nie tylko nauczycielki. Jednak w przypadku szkół sprawa niekierowania na testy osób zaszczepionych wydaje się szczególnie niezrozumiała. Jeden nauczyciel może mieć kontakt z setką dzieci. Odmiana delta rozprzestrzenia się równie łatwo jak ospa wietrzna. Nawet jeśli zaszczepiony nauczyciel ma skąpe objawy, mimowolnie staje się chodzącą bombą biologiczną. Niezrozumiała wydaje się postawa lekarzy, którzy nie chcą dawać skierowań na testy. Biorąc pod uwagę koszt jego wykonania komercyjnie (od 120 do 300 zł, a nawet 500 zł), nikt chyba nie ma wątpliwości, jak ochoczo niegrzeszący nadmiarem pieniędzy nauczyciel wyciągnie je z kieszeni.

Wniosek jest prosty – ogłaszane statystyki zakażeń są zakłamywane. Lądują w nich głównie testowane osoby niezaszczepione. W rzeczywistości zakażeń jest znacznie więcej. Robisz mało testów, masz wynik. Może dlatego WHO nie bardzo wierzy w raporty spływające z Polski.

Niedawno głos w sprawie niewystawiania osobom zaszczepionym skierowania na testy zabrał prof. Andrzej Horban, przewodniczący doradzającej premierowi Rady Medycznej. – Jestem zdziwiony, że lekarze mogą tak postępować. Nie powinni tego robić – komentował dla Interii. – Osoby, które mają objawy kliniczne sugerujące infekcje górnych dróg oddechowych, powinny mieć wykonany test antygenowy czy nawet PCR.

Zastrzega jednak, że wynik bardzo czułego testu PCR może być dodatni, mimo że człowiek jest zdrowy. Test wykrywa bowiem materiał genetyczny w bardzo niewielkiej ilości. Osoby z otoczenia chorego mogą przenosić na sobie materiał genetyczny, ale niekoniecznie chorować. Bardziej miarodajny jest więc test antygenowy.

Ministerstwo Zdrowia nie ma wątpliwości, że osoby, które mogą być zakażone SARS-CoV-2, powinny być kierowane na testy. Nie ma znaczenia szczepienie czy jego brak. Chodzi o przerwanie łańcucha zakażeń. Temu samemu ma służyć kwarantanna.

Sęk w tym, że zgodnie z rozporządzeniem w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń w związku z epidemią zaszczepieni domownicy lub ozdrowieńcy mieszkający z osobą chorą są zwolnieni z kwarantanny. A to bardzo niebezpieczne w obecnej sytuacji epidemicznej, szczególnie w szkołach. Zaszczepieni bowiem mogą przenosić wirusa. Czy więc przepis nie powinien zostać zmieniony?

Niebezpieczeństwo braku konsekwencji w odsyłaniu na kwarantannę najlepiej obrazuje kolejny przykład z życia. „Od pięciu dni moje dziecko jest na kwarantannie, test wykazał covid. Mąż, na razie bez objawów, też na kwarantannie. Mnie zaś, jako osoby zaszczepionej, kwarantanna nie obowiązuje. Nieważne, że mam kontakt z zakażonym codziennie, ze względu na durny przepis mogę normalnie funkcjonować. Czy szczepionka powoduje, że mnie wirus nie widzi? Bo teraz chyba jestem idealnym przykładem osoby, która zaraża innych”, pisze nauczycielka pod informacją o zmarłej na covid polonistce z Lublina.

Warto zwrócić także uwagę na niestaranność lekarzy, który decydują, czy pacjentowi należy podać preparat. W jednym w warszawskich domów pomocy społecznej pensjonariuszy zaszczepiono trzecią dawką, nie badając uprzednio, czy są zakażeni covidem. Okazało się, że u części po dwóch dniach od otrzymania szczepionki rozwinęły się objawy typowe dla koronawirusa. Testy wykazały zakażenie. Walczą więc z naturalnym wirusem, którym najwyraźniej zakazili się przed szczepionką, i z wirusem ze szczepionki.

Prof. Piotr Kuna z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Wydziału Lekarskiego UM w Łodzi zwraca uwagę, że obecnie wśród chorych z objawami infekcji dróg oddechowych dominują inne wirusy, wcale nie ten wywołujący covid. – Jeśli ktoś jest zaszczepiony, rzeczywiście jest małe ryzyko, że zarazi się covidem. Po to właśnie szczepimy. Dlatego skierowanie na testy powinno być wydawane jedynie w uzasadnionych przypadkach, po zbadaniu pacjenta lub jeśli są ewidentne objawy. AstraZeneca, którą byli szczepieni nauczyciele, to dobra szczepionka. Tu potrzebny jest rozsądek. Bardzo wielu moich zaszczepionych pacjentów choruje, ale nie na covid. Panują wirusy RV i RSV, i inne zbliżone do nich, które dają podobne objawy jak covid – podsumowuje prof. Kuna.

b.igielska@tygodnikprzeglad.pl

Fot. East News

Wydanie: 45/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy