Skrytobójcy

Skrytobójcy

Tu się kryje jakaś tajemnica, tylko nie wiadomo jaka. Oto bowiem w nowej ustawie o służbie zagranicznej, którą przygotowało PiS, zawarto zapisy, że wszyscy pracownicy zatrudnieni w MSZ będą podlegać obowiązkowi lustracyjnemu. I jeśli się okaże, że byli funkcjonariuszami bądź współpracownikami służb specjalnych PRL, zostaną zwolnieni na mocy ustawy. Samo MSZ informuje, że taka sytuacja może dotyczyć maksymalnie stu osób. Nasuwa się więc pytanie, dlaczego, żeby dokuczyć stu osobom, pisze się ustawę. O co chodzi?

Do tej pory osoby pracujące w służbach PRL bądź z nimi współpracujące miały ustawowy obowiązek dokonania swoistego coming outu. Chodziło o to, żeby się ujawnić i żeby nic za to nie groziło. Część więc się ujawniła, nawet ci, którzy nie współpracowali, część nie. Teraz nowa ustawa zakłada, że praca w służbach PRL (bo nie obecnych) i współpraca z nimi będą penalizowane.

Takie postawienie sprawy jest niewątpliwie czymś nowatorskim. Po pierwsze, dlatego że dotyczyć będzie tylko jednego resortu. Pytanie zatem, dlaczego akurat tego. Dlaczego ma nie dotyczyć innych ministerstw i urzędów centralnych?

Poseł Adam Szłapka z Nowoczesnej pytał zresztą na posiedzeniu komisji sejmowej: „Wywiad jest tak samo służbą, która służyła wtedy PRL, jak prokuratura, która też była wtedy podporządkowana komunistycznej władzy. Pytanie: Czy wszystkie osoby, które pełniły funkcję w komunistycznej prokuraturze, powinny być wyrzucane z tego względu z życia publicznego? Jeżeli tak, to stosujmy równe standardy wobec wszystkich”.

Po drugie, novum jest też to, że ustawa będzie dedykowana. Owej setce osób, które mając taką „skazę”, pracują jeszcze w MSZ. Nowych urzędników ta ustawa nie obejmie, bo nowych współpracowników służb PRL nie przybywa. Polska Ludowa zakończyła żywot 30 lat temu, więc te wszystkie zapisy dotyczą malejącej garstki. I na dobrą sprawę powinno się tych ludzi, jeśli chce się ich karać, potraktować indywidualnie. Jednych odsuwając gdzieś na bok, drugich zwalniając itd., chroniąc interesy MSZ (niektórzy z tej setki to wybitni dyplomaci).

Ale na taki wariant władza się nie zdecydowała. Ba! Jak się opowiada w MSZ, dyrektor generalny Andrzej Papierz również był za pełną czystką. A kiedy mu powiedziano, że zwolnieni w ten sposób pracownicy pójdą do trybunałów i tam wygrają, miał stwierdzić beztrosko: „Jeśli wygrają, to za parę lat, a ja ich teraz zwolnię”.

Hmm… Jeżeli wciąż nie wiemy, co się kryje za tym wszystkim, postawmy własne tezy. Pierwsza – to schlebianie. PiS nie ma ostatnio łatwego życia, notuje serię prestiżowych porażek, najtwardsi wyborcy tej partii otwarcie mówią, że czują się rozczarowani. Więc proszę – PiS może dać im radość w postaci zemsty na dawnym wrogu.

Druga teza jest innego rodzaju, nazwijmy ją zemstą właśnie. Otóż jeśli prześledzimy historię polskich służb specjalnych, zauważymy, że ich cechą są wojny pokoleń. Nikt nie jest tak bezwzględny dla bezpieczniaków jak inni bezpieczniacy, ci młodsi.

Wiele wskazuje, że z tym wariantem mamy do czynienia. Zwłaszcza że główny kapłan czystki, dyrektor generalny Andrzej Papierz, wywodzi się z UOP i pewnie z kolejnych służb, a i napływ do MSZ ludzi z Agencji Wywiadu i Służby Wywiadu Wojskowego bynajmniej się nie zmniejszył.

O to więc w tym chodzi?

Wydanie: 49/2018

Kategorie: Aktualne, Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy