Śmierć zmarłym!

Śmierć zmarłym!

O ile wiadomo, usunięcie zwłok Bolesława Bieruta z dotychczas zajmowanego grobu nie zostało formalnie postanowione. Może dlatego, że nie istnieją żadne formy ani krajowe, ani międzynarodowe, które by regulowały wyrzucanie z grobu za karę. Co nie znaczy, że nie można takich operacji przeprowadzić w oparciu o procedury historyczne. Najbliższy w czasie przypadek to przeniesienie zwłok Stalina z mauzoleum do skromniejszego grobu. Był to, można powiedzieć, daleki odprysk licznych czynów tego rodzaju z okresu rewolucji. Wydarzenia pokrewne pod względem formalnym różnią się jednak bardzo, jeśli chodzi o ich postać empiryczną. Gdy chłopi białoruscy dobrali się do grobowca księcia Radziwiłła, to głównie w celach rabunkowych, a sprawiedliwość historyczną wymierzyli księciu tylko przy okazji. Lud francuski miał silniejsze poczucie sacrum i kierował się bardziej żądzą bluźnierczą niż chęcią zysku, demolując odwieczne grobowce i wyrzucając na śmietnik szczątki świeckich i duchownych panów swego kraju.

Niech stowarzyszenia kombatanckie i niepodległościowe uzbroją się w cierpliwość, jakiś sposób na zwłoki Bolesława Bieruta się znajdzie, jeżeli nie wymyśli rząd, to pomogą biskupi. Historia Kościoła może podsunąć niejeden pomysł. Sięgnijmy, trochę na chybił trafił, do wieku, gdy Polska przygotowywała się do przyjęcia chrztu (ale jeszcze nie była ochrzczona). Papież Bonifacy VI na stolicy Piotrowej niczym się nie zaznaczył, bo zmarł po 10 dniach panowania, co z uwagi na to, czym był, zostało uznane za przysługę oddaną Kościołowi. Rzeczywistym poprzednikiem Stefana VI był Formozus, jedyny papież tego imienia. W niesamowicie wówczas skłóconym Kościele Formozus i Stefan VI należeli do różnych partii i mimo że ten pierwszy już zmarł, Stefan nie mógł mu tej wrogiej przynależności partyjnej wybaczyć. Chorobliwa nienawiść doprowadziła go do tego, że „kazał ekshumować rozkładające się ciało poprzednika. Polecił okryć je papieskimi szatami, usadowić na tronie i urządził – pisze historyk papiestwa Jean Mathieu-Rosay – przyprawiający o mdłości, najbardziej makabryczny proces, jaki kiedykolwiek miał miejsce. (…) Formozus skazany został w majestacie prawa przez synod”. Jego wybór na papieża uznano za nieważny i tym samym anulowano wszystkie zarządzenia, wszystkie święcenia i błogosławieństwa, których udzielił. „Trupowi odrąbano palce prawej dłoni – którymi błogosławił tłum, zaś szczątki doczesne skazańca rzucono do zbiorowej mogiły”. Po kilku dniach ponownie ekshumowano Formozusa, by rzucić jego kości do Tybru. Kapłani wyświęceni przez Formozusa, których święcenia zostały unieważnione, zmówili się, dopadli zwyrodniałego papieża, udusili go. Formozus został zrehabilitowany, jego odnalezione kości pochowano uroczyście w Bazylice św. Piotra, ale to jeszcze nie koniec historii. Rozliczenia z przeszłością kontynuował papież Sergiusz III, który kazał wydobyć z grobowca szkielet Formozusa, odciąć czaszkę i pozostałe trzy palce prawej ręki (tej od udzielania błogosławieństw), resztę znowu rzucono do rzeki, a wszystkie jego postanowienia jeszcze raz uznano za nieważne.

Empiryczne cechy tego papieskiego rozliczania przeszłości są zbyt średniowieczne i nie do powtórzenia w naszych czasach, ale sama idea skazywania na śmierć nieżywych ma pewnie powab w świadomości ludzi, którzy Polską rządzą lub mają na te rządy wpływ. Według organizacji kombatanckich i niepodległościowych zwłoki generała Wojciecha Jaruzelskiego mają być wyjęte z obecnego grobu i ponownie pochowane na cmentarzu żołnierzy radzieckich.

Wielu pamięta powtarzaną wielokrotnie w mediach wypowiedź prezesa partii obecnie rządzącej, że Jaruzelski powinien być postawiony przed sądem (do czego doszło), skazany na śmierć, a wyrok wykonany. Cokolwiek się mówi złego lub dobrego o ludziach PiS, jednego nie można im odmówić, a mianowicie oślego uporu w dążeniu do raz obranego celu. Obecny rząd w osobie ministra obrony postanowił zdegradować pośmiertnie gen. Jaruzelskiego (i Kiszczaka też) do stopnia szeregowca. Żeby tego dokonać, trzeba mu wytoczyć proces sądowy i skazać za jakąś zbrodnię. To się da zrobić. Jednakże wykonanie wyroku śmierci napotkałoby trudności z powodu demoliberalnej rozwiązłości obyczajów.

Wydanie: 1/2017

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy