Spór o “opony śmierci”

Spór o “opony śmierci”

Ponad 160 osób zginęło w fordach z ogumieniem koncernu Firestone

Ford explorer mknął po niemal pustej autostradzie w pobliżu miasteczka Mexia w Teksasie. Świeciło słońce, warunki jazdy były znakomite. Nagle lewa tylna opona terenowego wozu pękła z hukiem – oderwany bieżnik odwinął się jak skórka od banana. Rozpędzony samochód wpadł w poślizg i przewrócił się na dach.
Ekipy ratownicze wydobyły ze zniszczonego auta ciężko rannego kierowcę oraz zmasakrowane zwłoki 14-letniej Jessiki LeAnn Taylor. Tragedia zdarzyła się 18 października 1998 roku. Rodzina dziewczynki oskarżyła firmę Firestone, która wyprodukowała wadliwą oponę. Sprawę Taylorów reprezentował Randy Roberts, małomiasteczkowy adwokat ze wschodniego Teksasu. Nie dawano mu żadnych szans – w takich przypadkach koncerny samochodowe i producenci opon twierdzą, że to

kierowca popełnił błąd

lub ogumienie eksploatowane było w sposób niewłaściwy. Jednak sędzia Sam Bournias, zaniepokojony licznymi podobnymi oskarżeniami pod adresem koncernu Firestone, nakazał firmie dostarczenie dokumentów dotyczących tych spraw. Data procesu w sprawie śmierci Jessiki nie została jeszcze wyznaczona, ale adwokat Roberts poruszył kamień, który wprawił w ruch lawinę. 9 sierpnia br. koncern Firestone oznajmił, że ze względów bezpieczeństwa zostanie wycofanych 6,5 miliona 15-calowych opon typu ATX, ATX2 i Wilderness, montowanych m.in. w fordach explorerach.
Oświadczenie Firestone wywołało panikę wśród kierowców, zwłaszcza gdy okazało się, że nowych opon w magazynach jest za mało i niektórzy będą musieli czekać na wymianę kilka miesięcy. Koncern Forda musiał zamknąć na kilka tygodni trzy swoje fabryki, rezygnując tym samym z wyprodukowania 25 tysięcy pojazdów, do których nie było ogumienia. Prokurator generalny Południowej Karoliny podał do sądu japoński koncern Bridgestone, który w 1978 roku kupił firmę Firestone za 2,6 miliarda dolarów – gniew prokuratury wzbudził fakt, że Południowa Karolina w kolejce do wymiany opon znalazła się dopiero na trzecim miejscu. Koncern Bridgestone zaoferował każdemu właścicielowi auta, który we własnym zakresie wymieni opony Firestone na ogumienie innego producenta, po 100 dolarów.
31 sierpnia amerykański Urząd ds. Bezpieczeństwa na Autostradach (NHTSA) zalecił firmie Firestone wycofanie dalszych 1,4 miliona opon. Kiedy koncern odmówił, NHTSA w bezprecedensowym komunikacie wezwał właścicieli pojazdów, by ze względów bezpieczeństwa wymienili te opony nawet na własny koszt.
Okazało się bowiem, że w określonych warunkach niektóre opony ATX, ATX2 i Wilderness pękają. Kiedy pojazd mknie z szybkością 100 km na godzinę, zaś powietrze ma wysoką temperaturę, od opony może oderwać się bieżnik. Dlatego też do większości wypadków doszło w południowych stanach USA, w Wenezueli oraz w Arabii Saudyjskiej. Zdaniem ekspertów, na skutek awarii opon firmy Firestone tylko w Stanach Zjednoczonych zginęły 103 osoby, a ponad 400 zostało rannych. Dwie trzecie ofiar poniosło śmierć w fordach explorerach. 46 kierowców i pasażerów straciło z tego powodu życie w Wenezueli, zaś 14 – w Arabii Saudyjskiej i w innych krajach Zatoki Perskiej.
Wstępne ustalenia wykazały, że wadliwe opony zostały wyprodukowane w latach 1994-96 w zakładach w Ducatur w stanie Illinois. W tym czasie dochodziło w Ducatur do gwałtownych strajków. Zarząd wyrzucił wielu doświadczonych robotników, a na ich miejsce

przyjął “łamistrajków”,

którzy o produkcji opon wiedzieli niewiele. Prawdopodobnie wtedy doszło w Ducatur do znacznego obniżenia jakości. Dyrekcja dążyła zresztą do maksymalnego zwiększenia produkcji, by sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu. Jak twierdzi magazyn “Time”, podobno kontrole trwały tylko 10 sekund, zaś proces “gotowania” opon, czyli łączenia ich warstw w wysokiej temperaturze skrócono z 26 do 16 minut.
Dyrektorzy obu koncernów, Masatoshi Ono z Firestone i Jacques Nasser z Forda, musieli złożyć zeznania przed Kongresem Stanów Zjednoczonych. Każdy starał się obciążyć odpowiedzialnością partnera. “Nasze samochody są dobre. To nie kwestia pojazdu, lecz ogumienia”, zapewniał Nasser. Koncern Forda wypowiedział swój kontrakt na wyłączność z firmą Firestone, z którą współpracował od 1906 roku i oznajmił, że odtąd będzie wyposażał explorery także w ogumienie Michelina.
Masatoshi Ono przyjął wprawdzie “osobistą odpowiedzialność” za skandal, podkreślał jednak, że być może to Ford ponosi winę, ponieważ zalecał klientom utrzymywanie zbyt niskiego ciśnienia w oponach wbrew wyraźnym wskazówkom producenta. Zdaniem szefa Firestone, nie można zresztą wykluczyć, że w pojazdach forda jest wadliwe zawieszenie.
Prowadzący dochodzenie urzędnicy federalni skłaniają się do opinii, że w tej sprawie nie ma niewinnych. “Połącz samochód o marginalnej stabilności z niestabilną oponą, a katastrofa gotowa”, mówi Dick Baumgardner, były inżynier Firestone, obecnie ekspert analizujący wypadki spowodowane przez awarie ogumienia.
Oba koncerny

od dawna ukrywały

fakt, iż stan opon pozostawia wiele do życzenia. Już w 1998 roku zaczęły nadchodzić pierwsze doniesienia o usterkach opon w Arabii Saudyjskiej. W lipcu 1999 roku Ford bez rozgłosu przeprowadził wymianę ogumienia w tym kraju. Jak wynika z dokumentów koncernu samochodowego, władze Firestone były przeciwne temu przedsięwzięciu w obawie, że zwróci ono uwagę władz USA. W lutym 2000 roku Ford wymienił opony w Tajlandii i w Malezji. Dyrektorzy Firestone wiedzieli już z pewnością, że dzieje się coś niedobrego. W 1999 roku liczba reklamacji wzrosła o prawie 12%, podczas gdy udział ogumienia Firestone w rynku zwiększył się tylko o 0,8%. W maju Ford wymienił opony w prawie 30 tysiącach explorerów w Wenezueli, Kolumbii i Ekwadorze, zaś NHTSA wszczął dochodzenie w tej sprawie. Koncern Firestone zdecydował się na wymianę opon w Stanach Zjednoczonych dopiero wtedy, gdy było jasne, że skandal i tak lada dzień wybuchnie.
Koncern Forda być może wyjdzie ze skandalu obronną ręką – kosztem kilkuset milionów dolarów. Firma Firestone miała już za sobą podobne kłopoty – w 1978 roku musiała wymienić aż 14,5 miliona opon. Dzięki japońskim inwestycjom firma przezwyciężyła jednak kryzys i zdobyła znakomitą pozycję na amerykańskim rynku, ustępując jedynie firmie Goodyear. Także teraz szefowie koncernu przejawiają optymizm. “Czujemy, że pożar może zostać ugaszony”, powiedział wicedyrektor Firestone, John Lampe. Obecnie jednak sytuacja jest inna niż w 1978 roku. W epoce Internetu i błyskawicznego rozprzestrzeniania się informacji wieść o “oponach śmierci” rozeszła się błyskawicznie. Z pewnością nie wszyscy konsumenci odzyskają zaufanie do koncernu. Sama akcja wymiany ogumienia kosztowała 350 milionów dolarów. Do tego dojdą skargi indywidualne. Zdaniem komentatorów, Firestone będzie musiał wypłacić w ramach odszkodowań setki milionów, a może nawet miliardy dolarów. Przedsiębiorstwo znajdzie się na skraju ruiny finansowej. Już teraz kurs akcji Bridgestone spadł na giełdzie tokijskiej o 45% – oznacza to stratę 10 miliardów dolarów. Niektórzy eksperci przypuszczają, że dyrektorzy Bridgestone zdecydują się na likwidację swej amerykańskiej filii, aby zachować przynajmniej część przyczółka zdobytego na rynku Stanów Zjednoczonych. Czy więc skompromitowany z powodu “opon śmierci” koncern Firestone przestanie istnieć?

 

Wydanie: 40/2000

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy