Sprawiedliwość ślepa i głupia

Sprawiedliwość ślepa i głupia

Oto wiadomość z gazety: „Ponad 60 lat po wojnie krakowski IPN oskarżył Piotra W. o udział w zabójstwie żołnierzy i współpracowników AK z Makowa Podhalańskiego”. Oskarżony zdezerterował z Wehrmachtu, a następnie działał w konspiracji akowskiej. Ujęty przez gestapo i poddany torturom, wydał Niemcom współtowarzyszy konspiracji. Obecnie ma 84 lata. IPN „za podstawę oskarżenia przyjął dekret PKWN z sierpnia 1944 r. „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością i jeńcami oraz zdrajców Narodu Polskiego””.
W firmie Leona Kieresa, jak w całym obozie solidarnościowym, PKWN jest uznawany za władzę kolaborancką, zainstalowaną w Polsce przez Stalina, przywiezioną w taborach Armii Radzieckiej i utrzymującą się dzięki NKWD (co nie jest, nawiasem mówiąc, czystym zmyśleniem). Nie zauważyłem, aby w publikacjach funkcjonariuszy IPN-u uznawano PKWN za coś innego niż przykład zdrady narodowej. Ta władza od początku miała być nieprawowita, ale gdy prokuratorzy potrzebują na kogoś kija, zadowolą się w wolnej Polsce dekretem PKWN 60 lat po jego wydaniu. Nie jest to przypadek wyjątkowy. Podobnie jak lubelski Komitet, nielegalna od początku, według tych samych kół, była Bierutowska Krajowa Rada Narodowa; gdy jednak Rzecznik Praw Obywatelskich szukał uzasadnienia dla przetransferowania miliardów złotych z kasy państwowej do kieszeni dzieci, wnuków i prawnuków repatriantów z Polesia, Lwowa czy Wileńszczyzny, w zupełności zadowolił się jakimś karteluszkiem z protokołów owej Krajowej Rady Narodowej. Nie to zakrawające na kpiny wyszukanie podstawy prawnej oskarżenia jest najważniejsze. Tego oskarżenia w ogóle nie powinno być. A skoro ono już jest i prasa o nim poinformowała, to dlaczego społeczeństwo przyjmuje wiadomość z zupełną obojętnością? Karanie człowieka, który 60 lat temu przeżył tortury na gestapo (wielu nie przeżyło), nie zniósł zadanych mu męczarni i wydał swoich współtowarzyszy walki, jest aktem nieludzkości. Gdyby AK dowiedziała się o tym od razu, z pewnością by go rozstrzelano, bo za mniej szkodliwe czyny nie wahano się w partyzantce zabijać swoich.
W konspiracjach zdrada jest przeważnie surowiej i pochopniej karana, niż czyni to legalny wymiar sprawiedliwości, a w szajkach przestępczych, gangsterskich zdrajcy rzeczywiści czy mniemani są z reguły mordowani z wyszukanym okrucieństwem.
Legalny wymiar sprawiedliwości wyrokuje nie tylko na podstawie prawa pisanego, kodeksów, precedensów, uzusów itp., nie tylko za podszeptem czy nakazem władzy politycznej (co jest haniebne, ale zachodzi), ale również pod wpływem atmosfery moralnej panującej w społeczeństwie lub jego eksponowanych segmentach. W Polsce zachodzi głęboka różnica między utylitarną moralnością mas, które nie mają nic do gadania w kraju, a środowiskową moralnością klasy politycznej odgrywającej teatr bohaterszczyzny. Do tej bohaterszczyzny należy podejrzliwość, zarozumiałość na punkcie rzekomej patriotycznej czystości i odwagi, wyidealizowane wyobrażenie o konspiracji i przyjęta wraz z idealizacją mściwość i samozadowolenie z przeżywanej mściwości. Obawiam się, że ta zgniła atmosfera będzie w nadchodzących latach zagarniać pod swój wpływ wymiar sprawiedliwości. Oskarżenie Piotra W. nie jest pierwszym sygnałem tego, co nadchodzi. Trzeba sobie przypomnieć, że sąd skazał już na więzienie z oskarżenia IPN-u człowieka, który jako kilkunastolatek został osadzony w niemieckim obozie koncentracyjnym i tam pod groźbą śmierci wykonywał, co mu kazano. Po ucieczce niemieckiej załogi obozów takich bardzo często współwięźniowie zabijali, ale żeby legalne sądy skazywały ich po 60 latach, na to potrzebne jest nie tylko niesprawiedliwe ustawodawstwo, ale także zgniła atmosfera moralna w kraju. Trzeba, żeby ludzie z kręgów przywódczych uważali się za więźniów świeżo wyzwolonych, których mściwość jest usprawiedliwiona. Zniesienie przedawnienia jest cofnięciem się do epoki barbarzyństwa i ani Stary Testament, ani polski arcypatriotyzm nie mogą tego w najmniejszym stopniu usprawiedliwić ani nawet objaśnić.
Polska jest skąpana w moralności. Widzieliśmy to zwłaszcza podczas pielgrzymek w czasie choroby i umierania papieża. Z tych nastrojów świętości, uduchowienia, rozmodlenia itp. nic jednak nie wynika. Kraj jest obyczajowo niechlujny, język w powszechnym użyciu obsceniczny i sprośny, księża, zwłaszcza ci z „wyższych półek” hierarchii, pałają żądzą karania byle kogo i nie wiadomo za co.
Pełno autorytetów moralnych nagradzających się i wielbiących się nawzajem, posiadających rutynę w rozdawaniu uroczystych pochwał i potępień według politycznego rozdzielnika, ale nikt nie reaguje na konkretne przypadki nadużycia władzy sądowniczej. Powtarzacie, że papież nauczył was czegoś bardzo ważnego – zróbcie wreszcie z tego jakiś użytek, żeby było widać to, czego się nauczyliście. Czy to papież nauczył was zgody na to, aby osiemdziesięcioletnich starców stawiać przed sądem 60 lat po dokonaniu czynów?

Wydanie: 48/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy