Szczepienie Ameryki

USA zamówiły 150 mln szczepionek przeciw świńskiej grypie. Wystarczy to dla połowy obywateli
Korespondencja z Nowego Jorku

Jeżeli ktoś spodziewa się po tej korespondencji obrazu powszechnego przekonania Ameryki o tym, że szczepionki mogą ją uchronić przed każdą chorobą, to się zawiedzie. W Stanach Zjednoczonych, tak jak okres fascynacji bronią nuklearną, mającą zapewnić im bezpieczeństwo i kontrolę światową, minął również okres fascynacji wakcynami mającymi zapewnić im panowanie nad chorobami.
Zresztą analogie wojenne nie są tu nieuzasadnione. Na początku zeszłego tygodnia amerykański prezydent wprowadził formalny stan zagrożenia świńską grypą. Jak zauważa agencja Associated Press, dyrektywa napisana jest językiem podobnym do zawiadamiania społeczeństwa o kataklizmie, a w związku z tym wprowadzenia regulacji specjalnych i możliwości omijania pewnych wymogów federalnych. Opinia publiczna zastanawia się, czy chodzi tylko o uproszczenie rozdętych formalności w przypadku uruchamiania pomocy medycznej z programów Medicare (dla emerytów) i Medicaid (dla najbiedniejszych) w celu ułatwienia aplikowania szczepionki przeciw wirusowi A/H1N1, czy też może o wprowadzenie obowiązku jej przyjmowania.
Barack Obama, informując

o wydaniu wojny świńskiej grypie,

zapewnił, że Ameryka jest do niej dobrze przygotowana, aczkolwiek niektóre placówki mają kłopoty z zapewnieniem opieki wszystkim potrzebującym. Są też opóźnienia w dostawie szczepionek. Do służby zdrowia trafiło ich dotąd 11 mln, choć powinno już 40 mln, na 150 mln zamówionych ogółem. Przypomnijmy, że Stany Zjednoczone liczą 308 mln mieszkańców.
Zdaniem administracji, choroba szerzy się w 46 z 50 stanów i osiąga poziom zachorowań dający się porównać z grypą sezonową. Apogeum grypowe to czas od końca listopada do początku marca i dlatego należy zaszczepić jak najwięcej mieszkańców USA. Organizacje obrony praw człowieka, nie mówiąc o zwolennikach teorii spiskowej, uważają, że zmuszanie do szczepienia narusza wolność jednostki i jej nietykalność osobistą. W masowych na niespotykaną dotąd skalę szczepieniach może chodzić, ich zdaniem, o poddanie społeczeństwa swego rodzaju kontroli i „katalogowaniu”.
Pojawia się coraz więcej głosów wskazujących na potrzebę umożliwienia szczepień nierozpieszczanym dotąd przywilejami socjalnymi nielegalnym imigrantom, których jest w Stanach około 12 mln. „Pozostawienie ich bez szczepionki może zwiększyć ryzyko pandemii, w której tkwimy po uszy”, alarmuje
prof. dr Kevin Fiscella z Wydziału Medycyny University of Rochester w Nowym Jorku. Zauważa jednak, że przekonanie nielegalnych imigrantów może być trudne, bo „żyją w strachu przed deportacją, a kontakt z jakąkolwiek instytucją pararządową, nawet związaną z ochroną zdrowia, może budzić niepokój”.
Przerażenia pandemią nie podziela opinia publiczna. Kolejne sondaże pokazują

wzrost sceptycyzmu

w tej kwestii. Zapytany, co sądzi o zagrożeniu Ameryki świńską grypą, amerykański immunolog i alergolog, prof. dr med. Marek Pieńkowski, właściciel sieci klinik w stanie Tennessee, odpowiada: – Nie znam żadnych oficjalnych danych ani na temat wyjątkowego zagrożenia powodowanego wirusem A/H1N1, ani na temat zjawiska świńskiej grypy. Nie są też znane skutki uboczne, jakie może wywoływać bardzo szybko komponowana szczepionka przeciwko wirusowi. Jeżeli moi pacjenci pytają, czy mają się szczepić, odpowiadam, że decyzję powinni podjąć sami, zważywszy wszystkie argumenty zwolenników i przeciwników.
Dr med. Jadwiga Pawłowska, internistka z Manhattanu współpracująca z kilkoma szpitalami i prowadząca rozległą praktykę prywatną z pacjentami, których nazwiska pojawiają się na pierwszych stronach gazet, mówi: – Rośnie sceptycyzm wobec szczepionki przeciwgrypowej, która znana jest w Stanach od ponad 20 lat. Co roku szczepi się 30-40% moich podopiecznych. Mam też wielu pacjentów, którzy odmawiają szczepienia. Nie mogę stwierdzić jednoznacznie, że ci, którzy przyjmują szczepionkę, zapadają na grypę rzadziej niż ci, którzy jej nie biorą. Miałam przypadki ciężkiej grypy z powikłaniami mimo szczepienia. Mam pacjentkę, która niedługo kończy 100 lat, nigdy nie szczepiła się na grypę i… nigdy na nią nie chorowała. Nie sądzę, aby jakakolwiek grypa przy dzisiejszym stanie rozwoju medycyny mogła wywołać plagę porównywalną z epidemią grypy hiszpańskiej z lat 1918-1919, która pochłonęła 80-100 mln istnień ludzkich.
Dr Pawłowska zwraca uwagę, że szczepionka przeciwgrypowa może wywoływać skutki uboczne, łącznie z porażeniem nerwów powodującym paraliż. Prasa donosiła o czterech przypadkach śmierci po zaaplikowaniu szczepionki przeciw świńskiej grypie w Szwecji. Dlatego prowadzeniu masowych kampanii propagandowych na rzecz szczepień muszą towarzyszyć prace nad podnoszeniem skuteczności szczepionek

i eliminowaniem skutków ubocznych.

Dotyczy to zwłaszcza szczepionki przeciwko wirusowi A/H1N1, która nie została do końca przebadana.
Wedle rekomendacji Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) w pierwszej kolejności szczepieniom przeciw świńskiej grypie poddawani mają być: kobiety w ciąży, pracownicy służby zdrowia, ludzie młodzi (do 24. roku życia) i osoby cierpiące na choroby przewlekłe.
– Nie wierzę, aby to zalecenie kiedykolwiek stało się nakazem – mówi dr Pawłowska. – W stanie Nowy Jork w wielu szpitalach personel medyczny odmawia już szczepienia nawet przeciwko zwykłej grypie. Stanowe władze medyczne grożą konsekwencjami w postaci zwolnień, ale to doprowadziłoby do procesów sądowych i skandalu.
Silne lobby antyszczepieniowe sięga nie tylko po argumenty swobód ludzkich, ale także argumenty medyczne. Wrogiem numer jeden są związki rtęci stosowane jako konserwanty szczepionek, w tym sól sodowa kwasu etylortęciotiosalicylowego (Natrium aethylhydrargyrithiosalicylicum), znana pod farmaceutycznymi nazwami Thiomersal, Tiomersal, Thimerosal, Timerosal i Thiomersalum, używana w większości szczepionek dziecięcych. Jedną z hipotez jest m.in. wpływ tej substancji na powstawanie autyzmu dziecięcego. Trwa co do tego zagorzały spór pomiędzy naukowcami.
– Aby problem szczepień mógł się stać przedmiotem naprawdę wolnej dyskusji i wymiany poglądów, musi przestać nad nim wisieć bat poprawności politycznej. Nie może być tak, że problem szczepień jest jakąś prawdą objawioną, tak jak np. równość rasowa, a kto wyraża wątpliwości, jest dewiantem z marginesu opinii. Ja sam jestem generalnie za szczepieniami, ale bardziej za amerykańską wolnością i demokracją w prawie wyrażania opinii – mówi dr James Abrams, nowojorski lekarz.

Wydanie: 44/2009

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy