Szewach Weiss

Szewach Weiss

BEZ UPRZEDZEŃ

Potrzebuję na początek wyprowadzić ambasadora Szewacha Weissa ze środowiska dyplomatów, którego nie znam i które nie daje mi możliwości czynienia porównań. Jedynym ambasadorem, jakiego kiedyś dość blisko poznałem, jest pan de Norpois z „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta. Przenoszę Szewacha Weissa na polską scenę publiczną, porównuję z politykami partyjnymi, do których w swoim kraju należał, z profesorami nauk społecznych (opublikował wiele książek), z politycznie aktywnymi intelektualistami. Chociaż przebywa w Polsce od niedawna (nie licząc dzieciństwa) i reprezentuje inne państwo, już należy do naszego pejzażu intelektualnego. Chyba nie ma ambasadorów dożywotnio akredytowanych w jednym kraju, myślę sobie, że Szewach Weiss pozostanie u nas lat dziesięć. I mówię wam, że gdy Polskę opuści, odczujecie to jako stratę, zobaczycie puste miejsce i czegoś będzie wam brakowało.
Do najbardziej interesujących wypowiedzi Szewacha Weissa zaliczam krótki wywiad, jakiego udzielił miesięcznikowi „Sprawy Polityczne” (czerwiec 2002). Twierdzi on tam m.in., że buntowi Palestyńczyków przewodzą zawodowi terroryści, co przesądza o charakterze ewentualnego państwa palestyńskiego. „Jak tam będzie wyglądała walka polityczna? Czy nie będą się nawzajem mordować? Tak samo jak w Algierii, gdzie od chwili odzyskania niepodległości zamordowano 278 tysięcy ludzi”. Na ten aspekt sprawy palestyńskiej mało kto w Europie zwraca uwagę, a jest to przecież zagadnienie podstawowe, od rozwiązania którego zależy dopuszczalność albo niedopuszczalność niepodległego państwa palestyńskiego. Wywiad nosi tytuł „Szaron jak de Gaulle”. Weiss zgadza się z określeniem Oriany Fallaci, która napisała, że Szaron jest postacią „szekspirowską i tragiczną”. Objął władzę, chcąc pokoju i kompromisu, a zmuszony jest przez okoliczności i warunki niedające się całkowicie rozłożyć na czynniki ludzkie prowadzić bezwzględną wojnę. „Takie przypadki są przecież znane, że to generałowie, pozornie uznający kult siły, honor narodowy, gdy dochodzą do władzy, potrafią przeprowadzić szczególnie bolesne dla dumy narodowej decyzje. Tak przecież postąpił de Gaulle w sprawie wojny algierskiej. Szczególnie dotyczy to starszych ludzi, którzy patrzą już, jak będą oceniani przez historię”. Takim człowiekiem jest też Szaron. Żydzi, powiada Weiss, będąc w diasporze wszędzie mniejszością, popierają „kierunek rozwoju Europy ostatnich lat, przejście od państwa suwerennego do państwa praw człowieka”, ale w optyce uniwersalnych praw człowieka „działania państwa noszą posmak działań kryminalnych, zaś walka o wolność jest zawsze zgodna z prawem”. Trzeba rozróżniać praktykę praw człowieka (przykład dała Ameryka) i filozofię uniwersalnych praw człowieka, która powstała we Francji w XVIII w. i „zrodziła najgorszy totalitaryzm na świecie: jakobinizm, który był fundamentem psychologicznym komunizmu i faszyzmu” („Sprawy Polityczne”, str. 10, 11 i 12). Są to bardzo istotne i trafne stwierdzenia.
Szewach Weiss znakomicie broniąc sprawy swojego kraju, celnie i nieraz zaskakująco odsłaniając ukryte dla świata strony wroga, nigdy nie popada w nienawiść, która w warunkach wojny domowo-międzynarodowej, w jaką Izrael jest uwikłany, byłaby zrozumiała. Daje mu to we wszystkich sporach przewagę moralną. Rzuca się to w oczy w Polsce, gdzie do wielkiej rzadkości należą politycy i dziennikarze, którzy potrafiliby nie poniżać się, wyrażając swój stosunek do narodu aktualnie uważanego (czasem bez ważnego powodu) za wrogi. W Polsce wyznawany jest pluralizm jako norma ideologiczna, ale reakcje na fakty, jakie przynosi życie, wcale nie świadczą o uwewnętrznieniu tej normy. Reakcje te są przeważnie prostacko stronnicze i mieszczą w sobie zdziwienie-oburzenie, że mogło się zdarzyć coś podważającego nasze przekonania. Od ambasadora Weissa możemy się uczyć, na czym polega i jak się przejawia pluralizm jako cecha kultury umysłowej. Jest ona nie do pogodzenia z dzieleniem zjawisk na Dobro i Zło pisane z dużej litery, na ten podwórkowy manicheizm, głoszący, że My zawsze mamy rację, a Oni jej nigdy nie mają. Patrzcie, przybył człowiek z kraju, gdzie podział wróg-przyjaciel nie jest urojeniem zacietrzewionych partyjniaków, lecz rzeczywistością, gdzie podział ten musi skłaniać do upraszczającego widzenia, tymczasem Szewach Weiss jak mało kto potrafi zagadnienia cieniować, niuansować, pojęcia rozróżniać z wielką subtelnością i bez profesorskiej pedanterii. Jeśli chcecie jeszcze bardziej doświadczyć nudy, jaka na was nachodzi z polskich ubogich stereotypów historycznych, którymi szermuje tak samo gruby biskup jak chudy literat i wyważony cieleśnie polityk, porównajcie te schematy z dramatyczną, pełną sensów, wielowymiarową, intrygującą, a nieraz też paradoksalną opowieścią Weissa o Izraelu. Tu wchodzi w grę nie tylko talent (Weiss ma w swojej osobowości także składnik artystyczny), ale również etyka myślenia, streszczająca się w przykazaniu: oddać sprawiedliwość rzeczywistości.
Uciekł śmierci, a zachował pogodę ducha, był traktorzystą, a ma w sobie coś duchowo arystokratycznego, był profesorem, a nie stracił zdrowego rozsądku. Jest łagodny, a potrafi się rozgniewać, choć nie chce tego okazać. Zdaje mi się, że Szewacha Weissa ostatnio najbardziej rozgniewał pewien młody literat izraelski, który porównał państwo Izrael do Las Vegas, to znaczy zakwestionował i dramatyzm, i tragizm, i powagę jego historii. Wyobrażam sobie, że to przypisanie Izraelowi „lekkości bytu” w odczuciu człowieka, a zwłaszcza polityka głębokiego, może być odczute jako akt literacko naśladowanej zdrady. Literacko – a więc bez konsekwencji.
Jeszcze jeden cytat z wywiadu w „Sprawach Politycznych”: „W europejskim pojęciu Żyd to mały chłopak w kaszkiecie, który podnosi ręce koło gestapowca w Getcie, to jest Żyd. A Izraelczyk na czołgu, który ma swoje samodzielne silne państwo, to już nie jest po żydowsku”.

Wydanie: 41/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy