Sztuczny śmiech

Możemy się śmiać z komicznych zabiegów mających uratować rząd Jarosława Kaczyńskiego, jakie oglądaliśmy ostatnio. Powstała wskutek tego koalicja, która według własnej oceny jest połączeniem warchołów (to Kaczyński o Lepperze) z chamami (to Lepper o Kaczyńskim), w dodatku dokonanym dzięki dyplomacji lizusa (to Lepper o Giertychu).
Towarzystwo to, tak właśnie szanujące się nawzajem, będzie rządzić nami nadal, domagając się w dodatku szacunku od społeczeństwa, nie wyłączając bezdomnych z Dworca Centralnego w Warszawie, którym też nie wolno wypowiadać na głos swego zdania o dwugłowie państwa i rządu. Możemy więc śmiać się z tego w domach, w kawiarniach, na niewielkich zebraniach w gronie zaufanych osób i tak rzeczywiście dzieje się teraz jak Polska długa i szeroka.
Tylko że niewiele z tego wynika. Polska nieraz już miała powszechnie pogardzane rządy, co jednak wcale nie przeszkadzało im w przeprowadzaniu własnych planów i postanowień. Co ważniejsze zaś wszystkie te komiczne zdarzenia, wywołujące wyraz zdumienia i wzgardy na twarzach zagranicznych partnerów naszego kraju, wewnątrz kraju – jeśli wierzyć badaniom opinii – niewiele szkodzą braciom Kaczyńskim i poparcie dla ich partii spadło bardzo nieznacznie. Równocześnie też widzimy niemało amatorów, także wśród młodych ludzi, których nie mierzi bynajmniej przywdzianie mundurka PiS w nadziei wpływów i pieniędzy. A że wpływy te mogą być znaczne, dowiódł minister Gosiewski, który obiecał swoim ziomkom z miejscowości Włoszczowa, że będzie na ich stacji stawał luksusowy pociąg ekspresowy, i pociąg staje, chociaż nie zatrzymuje się on w Radomiu na przykład, dziesięć razy większym od Włoszczowej.
Rządy Kaczyńskich tym różnią się od dotychczasowych, w tym także od rządów lewicy, że nie czują oni żadnych zahamowań. SLD na przykład przed podjęciem jakiejkolwiek korzystnej dla siebie decyzji mdlał ze strachu, co na to powie opozycja, Kościół i kręgi towarzyskie. Kaczyńskich nic to nie obchodzi i nawet w Kościele mają swojego ks. Isakowicza-Zaleskiego, który w razie czego także purpurata lub jezuitę oskarżyć może o ubectwo.
Owo nadzwyczajne poczucie siły i bezkarności, przypominające republiki bananowe, nie jest bezpodstawne. Rządy Kaczyńskich opierają się na uwstecznieniu Polski. W każdym kraju istnieją jakieś konserwatywne, zakamieniałe złogi, skanseny umysłowe, które normalnie nie biorą udziału w życiu publicznym, zdominowanym przez wykształcone i dynamiczne elity, ale można je obudzić. Niedawno John Gray, brytyjski filozof polityki opublikował artykuł (patrz „Gazeta Wyborcza” 30.09-1.10.br.) w którym ze zdumieniem pisze, że Ameryka, kraj, który dotychczas dostarczał wielu wzorców społeczeństwa otwartego, obecnie „zagraża pokojowi na całym świecie”. Bierze się to, jego zdaniem, stąd, że Bush i jego otoczenie ożywili i wybrali jako swoją bazę społeczną owe milczące dotąd pokłady amerykańskiego konserwatyzmu i fundamentalizmu religijnego, widzące świat jako obraz walki dobra ze złem, w której Ameryka ma do spełnienia swoją szczególną, także militarną misję. „Chrześcijańska prawica nie jest dla ekipy Busha jedynie sojusznikiem, którego trzeba kokietować i ugłaskać – pisze Gray. – Obu partnerów łączy wspólny światopogląd. Millenarystyczne przekonania kształtują myślenie rządzących, przyjmując formy jawnie religijne”.
Oczywiście, że ekipa Busha stanowi zagrożenie dla świata, podczas gdy ekipa Kaczyńskich stanowi jedynie zagrożenie dla Polski. Za to jednak pokłady polskiego konserwatyzmu są chyba grubsze niż w Ameryce, odkładają się one od czasów kontrreformacji, wzbogacają je zaś wszystkie nasze kolejne frustracje historyczne. Dzięki nim więc wiceminister edukacji w rządzie Kaczyńskich, niejaki Orzechowski, może mówić ex cathedra, że teoria ewolucji winna być usunięta ze szkół, ponieważ przeczy ona aktowi stworzenia opisanemu w Biblii i została wymyślona przez niedowiarka, który w dodatku odżywiał się po wegetariańsku, a więc był nie dość jurny. Kościół soborowy, także Jana Pawła II, dawno już uznał ewolucję za zgodną z planem bożym, ale JP II czcimy jako narodowego bożka, robimy mu dni papieskie, natomiast nikt nie traktuje na serio jego filozofii. A wyborca Kaczyńskich od dawna jest przekonany, że nie pochodzi od pramałpy, od żadnej tam kopalnej Lucy, lecz został stworzony, tak jak stoi, z brzuchem i nalaną gębą. Wyborca ten wierzy w karę śmierci i lubiłby wieszać nie tylko pedofilów. Jest także z pewnością za rejestracją par żyjących na kocią łapę, bo to przecież rozpusta i obraza boska, nie miałby także nic przeciwko temu, aby sąsiadów takich figlarzy zobowiązać do donosów do władz, jak proponuje to obecna rzecznik praw dziecka.
Rząd Kaczyńskich też w to wierzy, inaczej przegoniłby już tego Orzechowskiego ze szkolnictwa, razem z panią rzecznik od dzieci.
Jeśli rząd Kaczyńskich ma zamiar przetrwać za każdą cenę, łącząc się, z kim popadnie, i rozdając posady, których, jak mówi, ma wiele, to dlatego, że wierzy w swoją misję. Istotą tej misji jest wytępienie do końca wszelkich wrażych miazmatów, zawartych nie tylko w komunie i postkomunie, ale także w idei tolerancji, wolności („wolność jest tylko i zawsze wolnością dla tych, którzy myślą inaczej”, pisała Róża Luxemburg w polemice Leninem), a także w dziwactwach inteligenckich elit. Dlatego ze szkół trzeba usunąć nie tylko Darwina, ale i Gombrowicza, pokręconego mędrka, który nawet o Ojczyźnie pisał jako o potworze, „który ciągle zdycha i zdechnąć nie może”. Dlatego też trzeba zbudować całkiem nowe muzeum historii Polski, w którym nareszcie się wyjaśni, że nie Krzywousty, ale biskup Szczepanowski miał rację, a także dowiedzie, że zburzenie Warszawy na skutek powstania było triumfem, a jej odbudowa komuszą zdradą narodową.
Nie można wykluczyć, że rządy Kaczyńskich potrwają długo, ale przecież kiedyś się skończą. Na rzecz ich trwałości przemawia wentyl emigracji ludzi młodych, dynamicznych, wykształconych, który likwiduje ciśnienie, jakie ze strony tych polskich Europejczyków mogłoby rozsadzić IV RP.
Ale po jej upadku pozostaną zniszczenia, które już dziś można sobie wyobrazić. Będą to zniszczenia w sferze moralnej i intelektualnej, w poziomie wiedzy Polaków, w ich zapatrywaniach na historię, na sąsiadów, na kulturę, na Europę, na świat.
Pracuje nad tym w pocie czoła ekipa kaczyńskich propagandystów w publicznym radiu i telewizji. To prawda, że pod ich rządami zaufanie do publicznych mediów spada, część widzów i słuchaczy nie może już tego wytrzymać, ale pociecha z tego niewielka, ponieważ uciekając od mediów publicznych, trafiają w sferę głupkowatej komercji.
Możemy więc śmiać się, że tak komicznie, rzucając na wiatr tysiące słów i chowając do kieszeni uczucie wstydu, sklecono nam rząd. Ale jest to śmiech nieco sztuczny. Kaczyńscy zyskali czas dla swojej misji.

Wydanie: 43/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy