Barcelona

Barcelona

Na placu Katalońskim kłębi się stado gołębi. Wszyscy panowie bez wyjątku zalecają się do pań, one jeszcze jednak nie mają ochoty, więc panowie tańczą, przytupują i puszą się. Niektórzy poprawiają fioletowe krawaty. Jakoś przygnębiło mnie to widowisko, również dlatego, że jak na dłoni widać nasze pokrewieństwo. Obok fontanny niektóre pary już się całują, te człowiecze.
Kelner w restauracji w pobliżu świątyni Sagrada Família, o krok od emerytury, idzie niezwykle wysłużonym i wprawnym kelnerskim krokiem. Dłonie i palce rozrosły mu się od tej pracy, kołysze biodrami i rękami jak tancerka – tak korzysta z siły odśrodkowej, by chronić naczynia.
We wszystkich restauracjach ekrany, trwa mecz FC Barcelona kontra reprezentacja ligi hiszpańskiej (Katalonia to tylko częściowo Hiszpania). Przez szybę widzę żurawie, które spacerują po murach kościoła Sagrada Família, tak jak na starych zdjęciach, gdyż świątynia ciągle jest w budowie. O tym właśnie marzył jej twórca, Antonio Gaudí. Chciał, by jak kościoły gotyckie powstawała przez wieki. Nie zaplanował otoczenia, nie mógł. Na zdjęciach Sagrada Família jest wyjęta z kontekstu, jakby stała na polach wszechświata, a przecież wznosi się w tłoku budynków. Na szczęście w przewadze pochodzących z czasów, kiedy rządziły reguły gry narzucone przez piękno i harmonię. Tak było jeszcze w roku 1926, gdy zamyślony architekt wpadł pod barceloński tramwaj. Są jednak także budynki nowe, z czasów gdy rozsypały się już dawne reguły gry. W pobliżu zagnieździł się McDonald i pokrewne mu lokale. Nad estetyką i dobrym smakiem górują też pieniądze.
Gaudí był artystą wszechstronnym, uważał, że architektura jest sztuką totalną. Był też człowiekiem głęboko wierzącym. Kryzys, jeśli nie krach współczesnej architektury sakralnej jest także znakiem naszego kryzysu duchowego. Proszę, jaką katastrofą stała się warszawska Świątynia Opatrzności Bożej, zbudowana po odrzuceniu niezwykłego projektu Marka Budzyńskiego. Przeciętność i konserwatyzm górą.
Torre Agbar, już w nowszej części Barcelony, to przykład nowej, niezwykłej architektury. To są nawet bardziej pomniki, wybryki, obiekty niż budynki. Ale takie niezwykłe dzieła dają nowe oblicze miastu. Brakuje ich u nas, nie tylko w Warszawie, okaleczonej przez wojnę i zły czas w architekturze. (Socrealizm nagle okazuje się ciekawym stylem).
Miasta od tysiącleci były burzone, nie tylko przez wojny. Potem odbudowywano je równie pięknie. To załamało się w połowie XX w.
Barcelona stoi na antycznych fundamentach, na rzymskich ruinach. W miejscu, gdzie teraz są Warszawa i Kraków, rosła wtedy jeszcze puszcza. Wspaniała była w Katalonii sztuka romańska, gotycka, barok, co widać na ulicach miasta i w Muzeum Narodowym. Wielka i długa tradycja. Myślę o tym w kawiarni Pod Czterema Kotami, gdzie przesiadywał Picasso i gdzie miał pierwszą wystawę. W Barcelonie mieszkał i tworzył Miró, co gdzieniegdzie widać. Nie zapobiegło to jednak licznym estetycznym pomyłkom. Choćby na placu Hiszpańskim postawiono niedawno hotel z oknami jak oczy bez powiek. Wiele plomb w starej tkance miasta to nieudane obiekty, a czasami nawet estetyczna katastrofa.
To wszystko jednak nic wobec tego, co Hiszpanie zrobili z Costa del Sol. Opowiadał mi Stefan Kuryłowicz, jak latając swoją awionetką do Portugalii, był w szoku, kiedy patrzył z góry na hiszpańskie wybrzeże i chaos architektury. Zaniepokoiła mnie wtedy ta jego awionetka, ale przekonywał mnie, że lata się nią bezpieczniej, niż jeździ samochodem, szczególnie po Polsce. Nie wziął pod uwagę burzy i jak Ikar spadł właśnie na to wybrzeże. Wybitny architekt nie zobaczył więc realizacji swoich najnowszych projektów, choćby biurowca i galerii handlowej na warszawskim placu Unii. Miałem wątpliwości, kiedy mi pokazywał ten projekt, teraz wydaje mi się elegancki i udany.
Jak na kryzys budowania wszędzie w Polsce jest teraz nieźle. Projektuje się nie gorzej niż w Europie i powstaje wiele ciekawych gmachów, a nasza nowa mieszkaniówka należy do lepszych na kontynencie.
Nic nie mówi tak wiele o epoce, o stanie ludzkiej duszy, kulturze i obyczajach jak architektura. I nie ma pełnej demokracji bez poczucia piękna. Ono związane jest z tradycją. W Polsce niestety wszystkie tradycje były rwane, oprócz tradycji niechlujstwa. Mamy więc problem z estetyką, chociaż jest wyraźna i stała poprawa.
W naszych miastach na pewno brakuje śmiałych pomysłów, ciągle coś uwiera, przeszkadza, blokuje, ktoś marudzi. Śmiałość jednak nie może być odarta z taktu wobec tego, co już istnieje. Wielcy współcześni architekci zwykle lekceważą kontekst, gdyż sami chcą się stać punktem odniesienia.
Był to mój weekend z żoną w Barcelonie, nareszcie bez dzieci, za to cały czas z Polską na karku. Uderzyło mnie choćby to, jak mało jest w Barcelonie ładnych dziewcząt, a kiedy jakaś się objawi, to się okazuje Polką. I co chwila słychać nasz język, także w muzeach. Skoro tyle jest u nas pięknych kobiet i tak intensywnie uczymy się świata, czemu nadal tak wiele szpetoty?

Wydanie: 15/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy