Tag "Aleksander Małachowski"

Powrót na stronę główną
Felietony

Soso zwycięża po latach

16 stycznia 2002 r. Kilka godzin temu przegrałem walkę – nie, wróć – to za duże słowa, nie powiodły mi się legislacyjne starania o definitywne wyrugowanie z polskiej praktyki sądowniczej instytucji tajnych procesów, czyli oczywistego spadku po epoce stalinowskiej. Cóż, Soso zwyciężył zza grobu w pół wieku po śmierci. Co młodszym czytelnikom wyjaśniam, że Soso to pieszczotliwy pseudonim z okresu dzieciństwa Józefa Wisarionowicza Dżugaszwili, znanego w historii jako Stalin. Więc Soso wygrał wspomagany jednoznacznie przez grupę posłów

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Polewanie gnojówką

Zapiski polityczne 10 stycznia 2002 r. Ostatnio pismo towarzysza Króla, ongiś sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, ustawicznie mnie atakuje i obrzuca obelgami. Ostatnio („Wprost” z dn. 6 stycznia br.) zostałem tam uznany za starą prostytutkę. Poprzedniego tekstu, też obelżywego, jeszcze nie czytałem. Wypadałoby tego wytrawnego działacza komunistycznego zaskarżyć do sądu o obrazę, ale przyjąłem zasadę niepolemizowania z rynsztokiem. Mam inne przyjemności. Słuchałem przed chwilą debaty sejmowej i lekko przysnąłem, bo nudna. Nagle usłyszałem głos

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Rozliczmy współczesność

Zapiski polityczne 2 stycznia 2002 r. Szaleństwo rozliczeniowe trwa. Nie ustają wezwania do rozliczenia ludzi i czasów przeszłości, bez czego nie może ponoć nastąpić powszechna szczęśliwość w Polsce. Nawet rozsądny zawsze arcybiskup lubelski, profesor filozofii, Życiński ostrzega nas – jak wyczytałem w gazecie telewizyjnej – przed retuszowaniem historii i unikaniem refleksji nad trudnymi momentami w dziejach Polski. Mówiąc o widocznej w sondażach fascynacji epoką lat 70., arcybiskup zauważa, iż „wielu pamięta tylko, że kupili sobie malucha

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Smutna prawda o Polsce

Zapiski polityczne 19 grudnia 2001 r. Wolałbym na okres radosnych wszak świąt Bożego Narodzenia napisać dla czytających mnie ludzi coś pogodnego. Niestety, od wielu dni jestem świadkiem zdarzeń raczej obrzydliwych, jakie muszę obserwować w Sejmie. Przypomina mi się fragment dawnej relacji jednego z dyplomatów późniejszych państw zaborczych. Pisał on do swego monarchy: „Szkoda pieniędzy na zjednywanie Polaków. Oni sami, i to dość szybko, zniweczą własne państwo, którego ziemie i ludność łatwo trafią pod wasze,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Nie pojadę dobrowolnie do Białołęki

Zapiski polityczne 13 grudnia 2001 r. Obchodzony jest dzisiaj pamiętny dzień ogłoszenia stanu wojennego. Byłem jednym z internowanych, a na Białołęce, gdzie mnie w nocy z 13 na 14 grudnia przewieziono, nabawiłem się zawału serca, co lekarz więzienny zbył krótkim: „Wydaje się panu”, i dopiero po wyjściu na wolność z okazji starań o emeryturę ten zawał został potwierdzony – jako przebyty – przez poważnego kardiologa. Niedawno dostałem list z pieczątką aresztu śledczego i myślałem, że to jakiś nieszczęsny

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Często znajduję posłuch

Zapiski polityczne 5 grudnia 2001 r. Cieszyłem się na zapas, iż po ukończeniu 30 listopada pełnej kadencji prezesa Zarządu Głównego Polskiego Czerwonego Krzyża odzyskam wolność, ograniczoną jedynie obowiązkami poselskimi w Sejmie RP. Wypadło inaczej. 1 grudnia wybrano mnie ponownie na prezesa PCK i wolność okazała się moim jeszcze jednym niespełnionym marzeniem. Jak pogodzę te obowiązki, nie wiem, ale nie zwykłem zostawiać bez odzewu wołania o pomoc, a coś takiego dotarło do mnie w dniu wyborów. Przyjąłem.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Padanie na cztery łapy

Zapiski polityczne 28 listopada 2001 r. W Sejmie robi się coraz straszniej. Jeszcze przed zwycięstwem lewicowej koalicji było wiadomo, że wygramy marny los na historycznej loterii, gdyż tragiczne ekonomiczne położenie kraju zostało ujawnione długo przed wyborami. Wolno było jednak przypuszczać, że winni katastrofy będą się mimo przegranej poczuwać do odpowiedzialności za dalszy bieg wydarzeń. Stało się inaczej. Opozycja, której zasadniczy trzon stanowią politycy przegranego reżimu prawicowego, bez jakiegokolwiek cienia wstydu atakuje na każdym

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Kociokwik żre prawicę

Zapiski polityczne 22 listopada 2001 r. Prawica polityczna nie może otrząsnąć się z poniesionej klęski wyborczej. Resztki potężnych dawniej partii AWS i UW, ukrywające w parlamencie swoją niechlubną przeszłość pod pseudonimem Platformy Obywatelskiej, zachowują się tak wobec państwa polskiego, jakby ono było ich najgorszym wrogiem. Ukrywają także starannie swoją własną odpowiedzialność za przeogromny kryzys finansów publicznych trapiący Rzeczpospolitą. Histerycznie paniczne wystąpienia prawicy w Sejmie mają przekonać społeczeństwo, że to nie gigantyczna dziura

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Stary trąd w nowej Polsce

Znowu wróciłem do szpitala w celu sprawdzenia, czy te wszystkie zabiegi, jakie tu przeszedłem, przyniosły jakiś pożytek. Na szczęście zabiegi badawcze idą dobrze, choć nie obywa się bez ponownych drobnych operacyjek i różnych krwawych widoków. Jest jednak inna, bezcenna dla piszącego o problemach społecznych wartość, mianowicie kontakt bezpośredni z tak zwanymi zwykłymi ludźmi. To są też osoby cierpiące, nastawione przede wszystkim na własne problemy zdrowotne, ale o de publicis mające niejedno do powiedzenia. Sporo mam czasu na czytanie prasy i słuchanie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Polityka pożera moralność

Zapiski polityczne 7 listopada 2001 r. Muszę jeszcze raz powrócić do mego przemówienia inaugurującego nową kadencję Sejmu RP. Dostałem bardzo wiele listów. Kilogramy papieru. Przeczytałem też wszystko, co na ten temat napisała prasa. Otrzymałem sporo telefonów i zostałem wiele razy zatrzymany na ulicy, by o tej sprawie porozmawiać. Intencją mego wystąpienia było zwrócenie uwagi na moralny aspekt dramatu rodziny Oleksych. Główny akcent był położony na krzywdę, jaką im wyrządzono. Nic z tego nie przebiło

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.