Tag "Jerzy Domański"
Heros i roszczeniowcy
To nie był krzepiący widok. Premier Tusk pod koniec nocnego spotkania z rodzicami niepełnosprawnych dzieci koczującymi w Sejmie wyglądał jak mocno trafiony bokser. I to trafiony niespodziewanie dla siebie przez małego, słabego, wydawać by się mogło, rywala. Premier szedł na rozmowy jak po sukces i gdy je zaczął, był jeszcze bardzo silnym liderem. Ale gdy po dramatycznej rozmowie wychodził z gmachu na Wiejskiej, był już tylko politykiem w dużych opałach. Na własne zresztą życzenie. Machina administracyjna, którą Tusk sam zmontował przez sześć lat
Pogrywanie z najsłabszymi
Jakim trzeba być bucem i prymitywnym chamem, by jak ważny polityk PO dopatrywać się w protestach rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych knowań politycznych. Państwo rządzone przez partię prawicową, skutecznie zasysającą polityków lewicowych, abdykowało wobec wszystkich najsłabszych grup społecznych. Nawet już nie jestem ciekaw, jak się czują politycy kiedyś lewicowi, którzy poszli do PO w zamian za intratne posady. Bo jak można się czuć, przechodząc obok koczujących w Sejmie rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych? Albo tłumacząc w mediach,
Od Pinocheta do PO
Nie bez powodu mówi się, że w polskiej polityce wszystko jest możliwe. Bo jeśli jakiś poseł się nie upije, to nawymyśla policjantom. Albo okradnie własną firmę czy zatrudni rodzinę bądź kumpli. Powtarza się to u nas jak pory roku. I reakcja na te ekscesy też się powtarza. Z niedawnej przecież historii wiemy, że partia rządząca kończy się, gdy prawie codziennie jej działacze są wymieniani z imienia i pierwszej litery nazwiska. A od paru tygodni ktoś, kto śledzi media lokalne, wie, że nie było dnia
Bezradni krzykacze
I znowu się okazało, że w polityce krzyk jest wyłącznie oznaką słabości. Albo bezradności? A może zamaskowaną formą słabości? Co i tak zresztą na to samo wychodzi. Nie dość, że niczego tym sposobem się nie osiągnie, to jeszcze można wpaść w większe tarapaty. Wie to chyba każdy, kto próbował krzykiem rozwiązywać realne problemy. Zastanawiam się więc, dlaczego skoro wszyscy o tym wiedzą, politycy krzyczą jak najęci. Wydarzenia wokół Ukrainy wymagają od wszystkich, którzy je komentują, by używali najpierw głowy, a później emocji.
Tasowanie na Majdanie
Do Kijowa z Polski niby blisko, ale w rzetelnej ocenie ostatnich wydarzeń na Ukrainie wcale to nie pomaga. Szum informacyjny i stadne powoływanie się przez media na propagandowe tezy niczego nie wyjaśniają. Słowotok zastępuje analizy. Kompletnie pomijana jest druga strona konfliktu. A byłoby o czym rozmawiać, gdyby zamiast wypowiadać antyrosyjskie zaklęcia, chciano pytać wszystkich jawnych i zakulisowych uczestników gry o Ukrainę. Gry, która z mniejszym czy większym natężeniem toczy się od dziesiątków lat. A teraz nabrała przyspieszenia, bo w sumie dość przypadkowy splot
Wymuszanie kompromisu
Takich obrazów nie da się wyrzucić z pamięci. A nawet nie wolno. Oglądanie na żywo transmisji z walk, w których giną ludzie, to dla każdego niezwykle traumatyczne przeżycie. A co dopiero, gdy dzieje się to u najbliższego sąsiada. I dotyczy narodu, którego obywatele masowo pracują w Polsce. Wydarzenia z kijowskiego Majdanu trzeba zapamiętać. Ku pamięci ofiar i ku przestrodze. By nie doszło do powtórki dramatu albo do czegoś jeszcze gorszego. A takiego scenariusza boi się każdy, kto dobrze życzy temu narodowi. Sytuacja na Ukrainie jest tak napięta i nieprzewidywalna, że wystarczy
Kochamy tylko zwycięzców
Jak tu nie pisać o Soczi, gdy już na półmetku mamy dwa złote medale! Mamy złoto. My. Jak to pięknie brzmi. Dumnie i wspólnotowo. Pisząc to, sam ulegam złudzeniu jakiegoś współsprawstwa w sukcesach Justyny Kowalczyk i Kamila Stocha. A przecież to tylko oni, ich trenerzy i grupka najbliższych współpracowników mogą powiedzieć: wygraliśmy. Bo gdyby zabrakło jej paru sekund, a jemu paru metrów, to nie byłoby tak miło. Zamiast wspólnoty zwycięzców i pomników dla medalistów byłoby jeśli nie ścinanie głów, to drwienie i narzekanie.
Mebel eksportowy
Rzadko się zdarza, by do historii kraju przechodził mebel. I to jeszcze jako symbol. A przede wszystkim nazwa wydarzenia pisanego w podręcznikach wielką literą. Okrągły Stół, czyli obrady, które toczyły się dokładnie ćwierć wieku temu, są dziś pozytywnie oceniane przez 42% Polaków, a negatywnie tylko przez 10%. Są powody, by Okrągły Stół umieszczać wśród największych sukcesów w naszej historii. Najtrudniej było w lutym 1989 r. zacząć i usiąść przy tym stole. Dlaczego? Badania CBOS z roku 1987 i 1988
Ukraina – co się kończy, co zaczyna
Jak oni to robią? Takie pytania stawiają mi ci czytelnicy, którzy byli ostatnio w Kijowie i widzieli Majdan, a później oglądali relacje w polskich telewizjach. Jedna wielka manipulacja. Ale by było sprawiedliwie, trzeba wskazać paru polityków i paru dziennikarzy, którzy potrafili się wyłamać z jednolitego frontu zachwytu i poparcia dla Majdanu. Poparcia wbrew faktom. Pozostałym, tym ślepym na jedno oko i głuchym, dedykuję teksty prof. Łagowskiego i redaktora Pilawskiego opublikowane tydzień temu (www.przeglad-tygodnik.pl) w naszym tygodniku. Albo artykuł Piotra Kościńskiego
Najpierw remanent, potem listy
Nawet nie domyślają się państwo, na co jest gotów polityk, by znaleźć się na biorącym miejscu do Parlamentu Europejskiego. Biorące miejsce to określenie ze slangu polityków, które w przypadku mniejszych partii, czyli SLD i PSL, oznacza jedynkę na liście. Pozostałe nazwiska z listy wyborczej to już bardziej dekoracja niż nadzieja na sukces. Chyba że ktoś nazywa się Adam Gierek i wygrywa wybory z drugiego miejsca. W tym roku również wokół jego kandydatury są jakieś przepychanki wynikające z ambicji lokalnych liderów







