Tag "Jerzy Domański"
Zderzenie biegunów
Nie trzeba sokolego wzroku, by dostrzec ludzi, którym przestało wystarczać na życie. Na najprostsze potrzeby. Mam wrażenie, że takich ludzi przybywa. Tylko że my, oczadzeni świątecznymi melodiami i zapatrzeni we własne kłopoty, nie mamy czasu, ale też ochoty, by ich szukać. Naturalną cechą człowieka jest przecież uciekanie od problemów, a czyjaś bieda – jeśli się nią naprawdę zajmiemy – stanie się naszym kłopotem. Łatwiej niż dawniej udaje się nam usprawiedliwić własną bierność słowami: a co ja mogę? Albo że skoro
Koniec świata inżynierów dusz – rozmowa z Aleksandrem Kwaśniewskim
W ostatnich 20 latach Steve Jobs czy Bill Gates mieli większy wpływ na świat niż nawet najwybitniejsi politycy Rozmawiają Jerzy Domański i Robert Walenciak Panie prezydencie, kim w dzisiejszym świecie są politycy? Przewodnikami? Kapitanami wielkich państwowych statków? Demiurgami? – Świat się zmienia. Ale w ostatnich 20 latach to nie politycy są główną siłą zmieniającą go. Nawet ci najbardziej znani i wpływowi. Steve Jobs ważniejszy niż prezydenci A co zmienia świat? – Na głównym miejscu są nowe
Liberum veto niszczy Europę
Europa szczytuje. Siódmy szczyt ostatniej szansy. Na czołówkach w mediach nieustanne straszenie ludzi terapiami szokowymi. Potok mówców, ale niewielu przewodników po kryzysie gospodarczym i finansowym, który od kilku lat drąży cywilizację zachodnią. Co warto podkreślić, bo jest przecież życie poza Europą, choć wielu naszym rodakom wydaje się, że to my jesteśmy pępkiem świata, wokół którego wszystko powinno się kręcić. I jak się dobrze nadmiemy i jak zrobimy groźną minę, wynikną z tego jakieś szczególne frukta dla
Autorski rząd nie wystarczy
Autorski rząd premiera Tuska najlepiej prezentuje się na wspólnej fotografii. Na starcie dobre i to. Oby jednak miła powierzchowność ministrów, dobrze ponad średnią krajową, nie zamknęła listy zalet tej ekipy. Rządu tak wyraźnie partyjnego, że tylko ludzie ze środka PO mogą rozumieć racje kryjące się za tymi nominacjami. Autorski rząd oznacza też, że premier ponosi większą niż zwykle odpowiedzialność za efekty rządzenia swoich wybrańców. Nawet wtedy, gdy uważa własnych ministrów tylko za zderzaki. Bo gdyby nawet kierować się
Hipokryzja narodowa
Nie należę do ludzi, którzy widzą różnicę między kijem użytym przez narodowca w czarnej masce a kijem w ręku lewicowca w białej kominiarce. Zachowania chuligańskie trzeba oceniać według kryteriów prawnych, a nie ideologicznych. Nie żyjemy przecież w państwie chaosu i bezprawia, w którym obywatele kierując się wyższą koniecznością, sami muszą bronić demokracji i wolności. I to na barykadach czy w blokadach. Czy przemarsz narodowców 11 listopada wymagał aż takiej mobilizacji lewicy, by ich za wszelką cenę zatrzymać? Nie sądzę. Ktoś tak oceniający sytuację mylił się. Chyba
Nie ma czego rozdawać
Mają przed sobą ponad 1400 dni. Wystarczająco dużo, by mogli pokazać, czy są warci głosów poparcia, które dostali w wyborach. Lekko im nie będzie. Trafili bowiem na zły czas, gdy niezwykle mało będzie do rozdawania. A jak nie ma co dzielić, to bardzo trudno o wdzięczność społeczeństwa, grup zawodowych czy regionów. Wygląda na to, że najpopularniejszymi słowami w Sejmie będą cięcia i oszczędności. I w nich jest pies pogrzebany. Komu zabrać lub przynajmniej przyciąć? O takie operacje chirurgiczne będą się toczyły największe bitwy w tej kadencji. Ktoś
Naciągane męczeństwo Ziobry
Wreszcie wyjaśniła się tajemnica, o której w PiS szeptano po kątach. Ktoś podobno przelewał krew za partię, ale nie za bardzo było wiadomo kto. Kombatantem okazał się Zbigniew Ziobro, który zaraz po ujawnieniu swojego męczeństwa zażądał z tego tytułu od prezesa Kaczyńskiego kawałka tortu jeszcze większego, niż ma w Brukseli. To nie był dobry pomysł, bo prezes ani myśli usunąć się z posady, nawet nie chce zrobić podwójnego fotela dla dwóch liderów partii. Otoczenie kwestionuje też rzekome zasługi Ziobry.
Udawanie Greka nie popłaca
Zmieniamy się. Późno, co prawda, bo przez lata trzymaliśmy się tradycyjnej formy, ale celowo i świadomie zmieniliśmy opakowanie. I od razu na taki model, który spodobał się młodszej generacji naszych Czytelników. Młodszej, bo przy niezmiennie wielkim szacunku dla wszystkich sięgających po nasz tygodnik, to oni najbardziej utyskiwali, że szata graficzna utrudnia czytanie i w ogóle jest démodé. Wiem, że wielu Czytelników, którzy są z nami od początku, ten numer może szokować. Na szczęście stali autorzy dopisali i są w starej, czyli dobrej formie. I to,
Wspominki na kanapie
Na trudne czasy klub poselski SLD wybrał na szefa człowieka, który najczęściej powołuje się na Konrada Adenauera, swoje wystąpienia przeważnie zaczyna od frazy „ja, jako były” i jest w elitarnym klubie ostatnich w Polsce zwolenników podatku liniowego. Leszek Miller pamięta tylko o dawno minionych sukcesach. Uważa, że wszystko, co dobrego stało się na lewicy 10 lat temu, jest jego osobistą zasługą. Amnezja wyparła mu z głowy nazwiska ludzi, dzięki którym SLD otrzymał wówczas od wyborców ogromne poparcie
Sojusz zawiódł wyborców
Wujek dobra rada. Tak ekipa, która doprowadziła SLD do katastrofy wyborczej, nazywała każdego, kto miał więcej od niej rozumu i doświadczenia. A jeśli jeszcze ktoś miał spory dorobek zawodowy czy tytuł naukowy, to jako nieżyciowa skamielina nie był do niczego potrzebny w tym gronie. Wystarczyła garstka doradców, która nie zakłócała marazmu myślowego i zwyczajnego nieróbstwa. Czas wolny można by spożytkować na marzenia o stołkach i zaszczytach, które niechybnie czekają na jedyną lewicową partię. Sukces miał być wielki i nieuchronny. Niestety







