Tusk w butach Kaczyńskiego – rozmowa z prof. Henrykiem Domańskim

Tusk w butach Kaczyńskiego – rozmowa z prof. Henrykiem Domańskim

Do tej pory jedynie wrogowie polityczni mówili o krwiożerczych zapędach premiera, ale na posiedzeniu Rady Krajowej PO ujawniły się one publicznie Prof. Henryk Domański – socjolog, badacz struktury i ruchliwości społecznej, pracownik Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Panie profesorze, przed nami wielki sezon wyborczy: wybory do Parlamentu Europejskiego, samorządowe, parlamentarne i prezydenckie. Czy już pan zdecydował, na kogo głosować? – Jeszcze nie. Skoro pan, wnikliwy obserwator polskiej polityki, jest niezdecydowany, to strach pomyśleć, co się dzieje w głowach wyborców trzymających się na co dzień z dala od polityki. – Straciłem pewność własnych sympatii politycznych, bo sytuacja zmienia się zaskakująco. Potwierdziła to obradująca 14 grudnia Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej. Do niedawna wydawało mi się, że PO jest partią przewidywalną, stabilną, dającą poczucie bezpieczeństwa. Temu w dużym stopniu zawdzięczała sukcesy wyborcze. Sposób rozegrania przez Donalda Tuska sprawy z Grzegorzem Schetyną podważył jednak wizerunek premiera jako polityka obliczalnego, życzliwego, kogoś, komu można powierzyć swoje interesy, kto nie zrobi nikomu krzywdy, bo nie jest nastawiony na agresję, lecz na dogadanie się z ludźmi myślącymi inaczej. Najbardziej zaskakująca była jego definicja przywódcy politycznego. Premier zachowywał się jak wschodni satrapa, który nie zdaje sobie sprawy, że to, co się mówi publicznie, jest zapamiętywane przez związanych z nim członków PO i obywateli. Żal panu Schetyny? – Grzegorz Schetyna od kilku lat konsekwentnie deklaruje, że nie ma zamiaru podważać przywództwa Tuska, tymczasem premier potraktował to jako argument za wyeliminowaniem go z gry. Prawdopodobnie dla wielu wyborców, na pewno dla mnie, podobne rozumowanie jest nieracjonalne, bo wystąpienia publiczne Schetyny wskazują na coś innego. Tusk mógłby wymyślić jakiś inny powód jego odsunięcia. Do tej pory jedynie wrogowie mówili o krwiożerczych zapędach premiera, ale nie ujawniały się one publicznie. Tym razem można było je zobaczyć w postaci bezwzględności, dla której nie ma granic. Dlatego zacząłem się zastanawiać, co zrobić ze swoim głosem, zakładając, że Tusk to jednak PO. Z podciętymi skrzydłami Niedawno Jarosław Gowin, teraz Grzegorz Schetyna. Jak pan tłumaczy to cięcie po skrzydłach Platformy? – Posiadanie skrzydeł było dotąd jej siłą, PiS takich skrzydeł nie miało. Jeżeli założymy, że Tusk jest odpowiednikiem centrum ideowego PO, wycinanie skrzydeł można traktować jako zanikanie zdrowego instynktu. W ten sposób zachowuje się ktoś, kto czuje się słaby. A może to syndrom dworu z monarchą otoczonym służalcami? Jeśli któryś za bardzo urośnie, ścina się go. – Można być monarchą, ale dobry monarcha troszczy się o wasali, bo na nich opiera się jego władza. Nie warto ich eliminować, bo i tak trzeba znaleźć nowych – żeby za jakiś czas zrobić z nimi to samo? Żeby nikt nie był pewny dnia ani godziny. Tusk pokazał, że każdy może być ścięty. – To nie najlepiej rokuje Platformie. Polityka w tej chwili jest normalnym zawodem, ludzie wchodzą do niej z myślą, że zrobią karierę, albo co najmniej chcą mieć jakieś perspektywy rozwoju. Nie może być tak, że ktoś wiele lat dobrze służy partii i nagle traci stanowisko pracy w wyniku kaprysu pracodawcy. Partia powinna działać jak dobra instytucja – dawać możliwość awansu i poczucie bezpieczeństwa, o ile w polityce jest to w ogóle możliwe. Tylko wtedy może się rozwijać, tworzyć programy, zyskiwać zaufanie wyborców. Jeżeli eliminuje się ludzi z takimi kwalifikacjami, dorobkiem i doświadczeniem, jakie ma Schetyna, zanika wiara w stabilność, a ona jest zasadą efektywnego funkcjonowania każdej instytucji i do niedawna była cechą PO. Potraktowanie w ten sposób Schetyny jest polityką krótkowzroczną, która może się zemścić na premierze. Tusk musi się liczyć z tym, że i jego kiedyś przeczołgają jak on Schetynę. Być może premier szykuje się do wojny wyborczej i dlatego zamienia partię w karną armię. Platforma wróci do dyskusji, gdy zwycięży. – Ale przecież Schetyna nie wychodzi z jakimiś programami rozłamu. Kiedy trochę nieporadnie zaczyna swoje przemówienia – taki ma styl – zyskuje sympatię wyborców. On nie jest typem dysydenta, tylko działacza terenowego. Traktuje PO jak własny dom, tkwi w niej od początku, jest dla niej ważną

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 02/2014, 2014

Kategorie: Wywiady