Wersalu nie było

Wersalu nie było

Lepper był wybitnym przywódcą, o dużej inteligencji emocjonalnej. Naprawdę rozumiał wieś


Prof. Jacek Raciborski – kierownik Katedry Socjologii Polityki na Wydziale Socjologii UW


 

Kim był Andrzej Lepper? Ostatnim obrońcą czasów Polski Ludowej? Pierwszym buntownikiem w III RP? Zapowiedzią tego, co zdarzyło się później?
– Był trybunem ludowym. Przywódcą typowo populistycznym. Populizm agrarny występuje w wielu krajach, więc Samoobrona nie była czymś wyjątkowym. Co ważne, populizm agrarny eksponuje interesy nie tych najbiedniejszych chłopów, tylko raczej zamożniejszych, bardziej produktywnych, bardziej zaradnych. Nie można więc patrzeć na Samoobronę jak na ruch jakichś sierot. Skupiała w pewnym sensie najlepszą część wsi polskiej. Ludzi z roszczeniami do podmiotowości.

Czyli Lepper jako pierwszy buntownik?
– Kiedy patrzy się na elektorat Samoobrony z wyborów w 2001, w 2005 r., to przede wszystkim cechowało go duże zróżnicowanie regionalne. To nie był, wbrew mitom, bunt postpegeerowskich robotników. Samoobrona miała bardzo duże poparcie na terenach tradycyjnej Polski – w Podlaskiem, Lubelskiem, Łódzkiem. Był to więc bunt ofiar transformacji w segmencie rolnym, mieszkańców wsi. Ale, paradoksalnie, wsi produkcyjnej, tej, którą przełom wpędził w straszne długi. Dlatego wyjście z pułapki kredytowej było pierwszym postulatem, bo długi zapoczątkowały licytacje gospodarstw itd. Lepper wyrósł z protestu wobec naruszenia elementarnych interesów ekonomicznych rolników, z bardzo głębokiego kryzysu wsi wywołanego pierwszą fazą transformacji.

Coś z tego przetrwało?
– Pewne dziedzictwo Leppera istnieje, elementy populizmu rolnego prezentuje Agrounia.

Też domaga się od państwa różnych działań.
– Bo taka jest natura ruchów populizmu agrarnego – że są etatystyczne. Antyliberalne. One zwracają się do państwa – z żądaniami. Dlatego Samoobrona nie mogła być antypeerelowska. Ale zarazem nie była socjalistyczna w takim sensie, że chciałaby powrotu Polski Ludowej. Był to ruch spoza podziału postkomunistycznego. I nie był to ruch konfesyjny, w odróżnieniu od Ligi Polskich Rodzin. To był czysty populizm agrarny, z pewnymi ciągotami do państwa opiekuńczego czy państwa socjalistycznego.

A elementy nacjonalistyczne? Był czas, że eksponowano je w Samoobronie.
– Samoobrona nie była nacjonalistyczna. Ona była antyeuropejska, antyunijna, zwłaszcza w pierwszej fazie. Był to jej najpoważniejszy błąd programowy. Nie doceniła szans, które stworzyła wsi integracja europejska. Ten sztafaż Samoobrony, biało-czerwone krawaty, flagi na traktorach, hasła narodowe to dość standardowy patriotyzm.

Ten kraj jest wasz i nasz – śpiewali.
– Tak, Samoobrona starała się być inkluzywna. Ale zarazem, tak jak każdy populizm, budowała się na bardzo silnym przeciwstawieniu – że lud to my, a przeciwko nam są te samozwańcze elity, złodziejskie, solidarnościowe i komunistyczne. W tym aspekcie stanowiła zapowiedź PiS. Pokazała wszystkim, jak skuteczne jest to przeciwstawienie. Że taki ostry, antyelitystyczny kurs się opłaci, bo jednak przyniósł 10% poparcia.

Taki kurs był o tyle łatwiejszy, że jej elektorat miał gorsze wykształcenie.
– Wśród wyborców Leppera dominowali ludzie z wykształceniem podstawowym i zawodowym, mieszkańcy wsi, ale także małych miast. Natomiast sam Lepper był wybitnym przywódcą, takim o dużej inteligencji emocjonalnej. On naprawdę rozumiał wieś. I dominujące tam schematy myślenia. Jego populizm nie był sztuczny, taki jaki obserwujemy u działaczy PiS. Gdy Morawiecki czy Ziobro mówią różne rzeczy o elitach, widoczne jest wyrachowanie; to czyste oszustwo, oni są w tym niewiarygodni. Od góry wnoszą niechęć. Takie szczucie. Natomiast populizm Leppera był autentyczny. Wyrastał z jego doświadczeń, doświadczeń sąsiadów i – szerzej – ludzi spychanych przez transformację na margines. Co się działo w tamtym czasie na polskiej wsi? Bieda, długi, komornicy… Naprawdę to był czas paskudny dla rolnictwa! Zwłaszcza początek lat 90. Później zaczęło się poprawiać, m.in. dzięki interwencji państwa, ale przede wszystkim dzięki ogólnej koniunkturze. Perspektywa członkostwa w Unii też korzystnie oddziaływała.

Dlaczego Lepper był tak znienawidzony przez establishment III RP?
– Bo był agresywny. Te pomówienia… Sam język… Poza tym establishment nie był jeszcze przyzwyczajony do takich postaci w polityce. Kultura polityczna, w tym sposób artykułowania konfliktów, była w latach 90. wyższa niż obecnie, więc Lepper prowokował. Drugi powód niechęci do niego wynikał chyba z jego nieumiejętności kuluarowej gry, podejmowania w tym trybie zobowiązań i, co ważniejsze, ich dotrzymywania. Jak powiedział „Wersalu nie będzie”, to oznaczało, że nie będzie zawierał zwykłych porozumień partyjnych itd. Jego wysoka inteligencja emocjonalna, polegająca na dobrym odczytywaniu nastrojów wsi i wyborców, na umiejętnościach komunikowania się z nimi, nie przekładała się na talent do gier politycznych i przewodzenia partii.

Co Lepper wniósł do polskiej polityki? Głosy ludzi niezadowolonych z III RP?
– Skanalizował wielki gniew, bunt!  Naprawdę taki gniew w Polsce istniał. I Lepper ten gniew zagospodarował, przeniósł na poziom parlamentu, poziom systemu partyjnego. W najtrudniejszym dla Polski czasie! Samoobrona, historycznie oceniając, odegrała pozytywną rolę. Mimo incydentów z taczkami, pomówieniami itd.

Wtedy wszystkich to szokowało.
– Jednak w Polsce nie było przemocy na większą skalę. A wiemy przecież, że nawet w dojrzałych demokracjach ta przemoc i zaburzenia mogą być dość gwałtowne i głębokie. Później różne bunty były kanalizowane i skutecznie przejmowane przez inne siły, szczególnie PiS. W dużo dogodniejszej sytuacji! Bo PiS wkroczyło na teren wsi, gdy ta pełnymi garściami korzystała już z członkostwa w Unii.

Dlaczego Lepper nie potrafił zbudować ekipy? Przyciągnąć do siebie inteligentów, ludzi zdolnych, fachowców…
– To kwestia wizerunku. W pierwszej fazie rdzeń tego ruchu musiał być klasowy, autentyczny. Tworzony przez ludzi jemu podobnych, rolników. Lepper nie mógł więc się otworzyć na inteligencję, nauczycieli, budżetówkę itd. To nie było jego pole. Ale jakieś zaplecze eksperckie miał, choćby Tymochowicza. No i trochę kandydatów na posłów, koniunkturalnie zorientowanych, przygarnął…

Co spowodowało, że Samoobrona straciła poparcie, a Lepper jako polityk przegrał?
– Pewne obiektywne procesy. Czyli wyłonienie się nowego duopolu, PO-PiS. W tym duopolu Samoobrona została przystawką, później świadomie zniszczoną za pomocą prowokacji, czyli przez tzw. aferę gruntową.

To jedna z najpoważniejszych spraw do wyjaśnienia – prowokacja tajnych służb wobec Samoobrony.
– Bez tej afery Samoobrona prawdopodobnie też by zeszła ze sceny, ale później, zostałaby rozdarta przez budujący się duopol PO-PiS. Samo jej istnienie budowę tego duopolu utrudniało, więc została taktycznie przyciągnięta przez Kaczyńskiego, a później zniszczona za pomocą służb specjalnych. To jest wielka plama na demokracji! W niszczeniu Samoobrony brało udział nie tylko PiS. Nie wyjaśniono do końca tzw. afery gruntowej, mimo że pierwszy krok został zrobiony. To jedno z wydarzeń takiej rangi jak prowokacja wobec Oleksego czy wobec Cimoszewicza w wyborach prezydenckich 2005 r.

Wobec Blidy…
– Też. Afera gruntowa była ordynarną prowokacją, mającą na celu przejęcie pozostałych posłów Samoobrony, zniszczenie człowieka i zniszczenie partii. Ta sprawa musi być wyjaśniona. Wyjaśnienia nadużyć tajnych służb to moralny obowiązek wszystkich tych, którzy uważają się za demokratów.

A kim byłby dziś Andrzej Lepper? Gdyby żył…
– Myślę, że dość zamożnym rolnikiem. Z jakimiś wpływami politycznymi. Natomiast nie wydaje mi się, że mógłby zostać premierem, że powtórzyłby drogę Witosa, odniósł sukces tej rangi. Nie, nie… Inaczej rozwijała się sytuacja. Ale przecież miał do czego wracać. Miał gospodarstwo!

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 32/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy