Wielki kopista

Wielki kopista

Donald Tusk podkrada pomysły lewicy. Cieszyć się?

Jak wygląda polityczne prawo dżungli w praktyce? Silniejszemu – niemal zawsze – wolno więcej. Także gdy chodzi o zawłaszczanie cudzych idei czy haseł, okradanie innych z pomysłów.

Dziś Donald Tusk, polityk bez wątpienia sprawniejszy i bardziej dalekowzroczny niż jego partyjne zaplecze i medialni wielbiciele, zaczyna kampanię, opierając się na postulatach nie doktrynalnego neoliberalizmu, ale nowoczesnej socjaldemokracji. Podkreśla konieczność zielonej transformacji, krytykuje banki i instytucje finansowe. Opowiada się za uregulowaniem rat kredytów i uderzeniem w zyski koncernów paliwowych – a to tym łatwiejsze, że na naszym rynku chodzi przede wszystkim o Orlen. Dalej: mówi, że „mieszkanie jest prawem człowieka”, a móc mieszkać w godnych warunkach „to nie jest jakiś przywilej, to nie może być marzenie i dorobek całego życia”. Więcej nawet! W ostatnich dniach szef Platformy zaszokował swoją publiczność, ogłaszając poparcie dla skrócenia czasu pracy.

Tusk po roku od powrotu do polskiej polityki zrozumiał to, czego wciąż nie pojmuje część jego sympatyków – że w realiach kryzysu i wojny obywatele oczekują od polityków odpowiedzi na zagrożenia. Przede wszystkim te związane z drożyzną, ryzykiem zbiednienia, lękiem przed utratą dachu nad głową. Dlatego język górnolotnych wezwań o ochronę takich wartości jak praworządność, europejskie standardy i demokracja ustępuje hasłom dotyczącym praw socjalnych i konieczności pomocy gospodarstwom domowym w obliczu kryzysu.

Wszystkie te postulaty, oprócz faktu, że kampanię robi teraz przy ich użyciu Tusk, mają jeszcze jedną wspólną cechę. Pojawiły się w obiegu publicznym dzięki dziennikarzom, ekspertkom, środowisku aktywistów i politykom związanym z lewicą. Czasami także dzięki ludziom, którymi polityczny i medialny mainstream na co dzień gardzi i których wyśmiewa.

Nowe porządki

Trudno w świecie amoralnej polityki na to się oburzać. Tusk (ani żaden inny polityk) nie musi szanować praw autorskich do cudzych idei – szczególnie jeśli z dowolnego powodu uznał, że dzisiaj to również jego idee. Warto jednak temu trendowi przyjrzeć się dokładniej.

Przynajmniej od początku pandemii pomysły na gospodarkę, działania antykryzysowe i zapewnienie odporności państwa – modne ostatnio w debacie międzynarodowej pojęcie resilience – płyną z lewej strony do centrum. Nie tylko w Polsce, to tendencja obecna w całym świecie zachodnim. „W trakcie pandemii wszyscy są socjalistami”, ironizował na stronach „New York Timesa” publicysta Farhad Manjoo. Adam Tooze, globalnej sławy historyk ekonomii, kolejny już rok przekonuje, że kryzysy ostatnich lat obudziły zapomniane już recepty (keynesizm wojenny), a obowiązujące paradygmaty zostały odesłane w niebyt. W książce „Shutdown” – o koronakryzysie właśnie – Tooze pisał, że i tak państwa zadłużają się na potęgę, i tak finansują olbrzymie wydatki publiczne i ingerują w życie gospodarcze na niespotykaną od dekad skalę. Po co więc udawać, że dalej żyjemy w gorsecie sztywnych reguł i niepisanych świętych zasad ekonomii, skoro wszyscy i tak działają obok dawnych porządków lub zupełnie wbrew nim?

W polskim kontekście na te same rzeczy zwracały uwagę książki Edwina Bendyka, Piotra Araka czy manifest „Regeneracja zamiast tarczy!” z 2020 r. zainicjowany przez środowisko młodych ekonomistów zrzeszonych dziś w Polskiej Sieci Ekonomii. Na ile to merytoryczne podejście naprawdę zakorzeniło się w myśleniu klasy politycznej, to osobna kwestia. Faktem jest, że politycy tacy jak Tusk posługują się hasłami, postulatami i programami, które wcześniej przygotował ktoś inny. Najczęściej z lewej strony. Oto przykłady.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 30/2022, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Andrzej Iwańczuk/REPORTER

Wydanie: 30/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy