Wielkie odkrycia historyczne

Wielkie odkrycia historyczne

Kiedyś opowiadano taki dowcip: „Kto wynalazł rower? Radziecki żołnierz Iwan Iwanowicz. Wynalazł poniemiecki rower na strychu”.
Ostatnio podobnego odkrycia dokonał dr hab. Dudek, gdzieniegdzie grzecznościowo zwany „profesorem”. Dokonał tego odkrycia wprawdzie już rok temu, a nawet je opisał w znanym periodyku naukowym, jakim jest rycersko-królewskie „Wprost”, ale jak wyznał w TVN 24, w periodyku tym nie było tyle miejsca, aby odkrycie opisać w całości. Teraz więc, w przeddzień kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, dokonał tego odkrycia na nowo i w pełnym wymiarze.
Nawet to nie jest ścisłe, tak naprawdę bowiem „odkrycie” to ma jeszcze dłuższą historię. Po zakończeniu międzynarodowej konferencji w Jachrance pod Warszawą, poświęconej stanowi wojennemu – a było to, przypomnijmy, w listopadzie 1997 r. – jeden z jej uczestników, gen. Wiktor Anoszkin, były adiutant marszałka Kulikowa, udostępnił swój zeszyt amerykańskiemu uczestnikowi konferencji Markowi Kramerowi, a ten zrobił z fragmentów tego brulionu kserokopię. „Zeszyt Anoszkina”, dziś najsławniejszy zdaje się zeszyt w Polsce, zawierać miał notatki sporządzane w czasie rozmów Kulikowa w okresie jego pobytu w Polsce w grudniu 1981 r. Z tych zapisków miało rzekomo wynikać, że gen. Jaruzelski 9 grudnia 1981 r. prosił Kulikowa o pomoc, twierdząc, że bez pomocy radzieckiej „nie da rady”. Co prawda w dalszej części zapisków jest mowa, że chodzi o pomoc gospodarczą („Jest zima. Zachód wprowadzi sankcje gospodarcze. Potrzebujemy pomocy gospodarczej. Rozumiem, że obecnie nikomu nie jest łatwo. Ale to nie byłoby drogie”, miał mówić gen. Jaruzelski). Do rewelacji Anoszkina odnosił się krytycznie gen. Jaruzelski (m.in. mówił o tym w sądzie, opisał to w wydanej w 2008 r. książce „Być może to ostatnie słowo” na ss. 240-242). Krytycznie komentował je inny uczestnik rozmów, gen. Florian Siwicki. Zarówno rewelacje Anoszkina, jak i komentarze generałów Jaruzelskiego i Siwickiego zostały wydane drukiem przez Instytut Studiów Politycznych PAN w 1998 r. Odkrycie p. Dudka jest więc porównywalne z opisanym na wstępie wynalezieniem roweru.
Mimo to wywołało ono w mediach prawdziwą sensację. Dziennikarze wszystkich stacji telewizyjnych z troską na twarzy pytali swych gości, czy gen. Jaruzelskiemu można zarzucić zdradę stanu, goście przybierali pozy mędrców, niektórzy byli pewni, że tak, inni nieśmiało wyrażali jakieś wątpliwości. Wyrażali je ostrożnie, bo nikt przecież nie chciał być posądzony o sprzyjanie zdrajcy. Rozpisały się gazety. „Gazeta Wyborcza” „z pewną dozą nieśmiałości” udawała bezstronność i zgłaszała jakieś wątpliwości, inne nawet nie udawały. Im głupsza gazeta i im bardziej prawicowa, tym tytuły były bardziej pryncypialne, a generał bardziej odsądzany był od czci i wiary. Na portalach internetowych można było przeczytać, że „znaleziono dokument potwierdzający fakt, że gen. Jaruzelski prosił Sowietów o zbrojną interwencję”.
Dr hab. Dudek ze swym „odkryciem” pognał do mediów. Historyk natomiast najpierw oceniłby wartość źródła, jakim są zapiski Anoszkina. Zastanowiłby się, jak to możliwe, że w kraju takim jak ZSRR, gdzie nawet notatki ze szkolenia szeregowych były „sowierszenno sekretne”, karty żołnierskich brulionów przesznurowane, ponumerowane, opieczętowane, z klauzulą tajności, chronione w sejfach stojących w czeluściach tajnych kancelarii, adiutant dowódcy wojsk Układu Warszawskiego pisze sobie pamiętniczek niczym pensjonarka, zapisuje najbardziej tajne rozmowy w brulionie, który trzyma potem jak Telimena w biurku, swobodnie tym dysponuje, daje po latach do skserowania Amerykaninowi w Jachrance. Już to musiałoby obudzić zasadnicze wątpliwości co do wartości tych notatek. Historyk, zanim takie źródło by wykorzystał, musiałby znaleźć jakąś sensowną hipotezę, jak to było możliwe, że z najtajniejszych rozmów powstały takie prywatne notatki. Kiedy i gdzie te notatki powstały? Czy był to zapis tworzony na bieżąco, czy wspomnienia spisywane z pamięci? Dalej historyk treść notatek dokładnie by przeanalizował, skonfrontował z innymi znanymi i niebudzącymi wątpliwości faktami. Dlaczego w Jachrance Kulikow wyraźnie powiedział: „Wielokrotnie jako głównodowodzący miałem kontakty z Kanią, Jaruzelskim i innymi dowódcami wojskowymi i nikt z nich nigdy nie postawił wkroczenia do Polski”, podczas gdy z zapisków jego adiutanta miało wynikać dokładnie coś przeciwnego? Historyk musiałby się zastanowić, dlaczego w zapiskach Anoszkina pominięto innych uczestników rozmowy (np. gen. Molczyka). Musiałby także rozważyć, dlaczego gen. Jaruzelski prosi o pomoc marszałka Kulikowa, a nie jego szefa marszałka Ustinowa czy wicepremiera Bajbakowa, z którymi też rozmawiał w tym czasie. Musiałby odpowiedzieć na pytanie, czy to możliwe, by Kulikow rzekomej prośby gen. Jaruzelskiego nie przekazał, choćby w formie informacji, wyżej, tak że nie dowiedział się o niej Breżniew. A z dostępnej dokumentacji wiadomo, jakie sprawozdanie z tych rozmów składał Bajbakow na posiedzeniu Biura Politycznego KPZR. Jest w nim mowa o pomocy gospodarczej, której domagał się gen. Jaruzelski, o żądaniu pomocy wojskowej ani słowa. Sprawozdanie Bajbakowa stanowi więc źródło bez porównania ważniejsze i bardziej wiarygodne niż nie wiadomo kiedy wytworzone zapiski Anoszkina.
Historyk musiałby się zastanowić, jak to możliwe, że kilka zaledwie dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, która to operacja była dokładnie zaplanowana i „zapięta na ostatni guzik”, gen. Jaruzelski prosi o pomoc wojskową Rosjan. Wszak ich wkroczenie i realizacja „pomocy” wymagałyby przebudowania i zharmonizowania całego planu operacji, jaką była realizacja stanu wojennego, z operacją, jaką musiałoby być wkroczenie wojsk sowieckich. Musiałby zastanowić się, jak to możliwe, że gen. Jaruzelski twierdzi rzekomo, że bez pomocy wojsk sowieckich nie da rady przeprowadzić stanu wojennego, nie tylko pomocy, ale nawet jej obietnicy nie otrzymuje, a mimo to podejmuje decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego.
Historyk zestawiłby rewelacje Anoszkina także z tym, co ustaliła Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej polskiego Sejmu badająca w latach 90. odpowiedzialność gen. Jaruzelskiego za wprowadzenie stanu wojennego, a także z dostępnymi archiwami sowieckimi. Przeprowadziłby, krótko mówiąc, coś, co nazywa się oceną źródła historycznego. Historyk zanim o czymś zawyrokuje, musi się napracować. Poczytać, postudiować archiwa, a przede wszystkim pomyśleć. O swych odkryciach informuje w naukowych publikacjach i na seminariach. Tym wszystkim dr hab. Dudek nie zawracał sobie głowy. On zamiast naukowych periodyków woli „Wprost”, zamiast archiwum i seminarium – studio telewizyjne. Jego sprawa. Dlaczego jednak milczą prawdziwi historycy? Dlaczego żaden publicznie nie oceni warsztatu naukowego (?) dr. hab. Dudka i wagi ogłoszonego przez niego „odkrycia”? Boją się, że ich ktoś posądzi, że bronią gen. Jaruzelskiego? Brońcie prawdy i zdrowego rozsądku, nie generała. To naprawdę wystarczy.

Wydanie: 50/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy