Wigilie polskie z pierwszych i ostatnich stron gazet

Wigilie polskie z pierwszych i ostatnich stron gazet

Umówmy się: będzie bez żłóbków, choinek i kolęd. O czym poza tym pisała prasa w Wigilię dekady temu

1956 – ZOMO się rodzi
Premier Józef Cyrankiewicz na zebraniu w Hucie im. Lenina: „Wolałbym tu przyjść jako Dziadzio Mróz czy Święty Mikołaj, rozdający podarki. Ale nasza sytuacja gospodarcza jest trudna i ciężka…”. 24 grudnia Rada Ministrów przyjęła uchwałę o utworzeniu ZOMO. Ogłoszenie z „Życia Warszawy”: „Komenda MO m.st. Warszawy zatrudni chętnych do pracy w charakterze milicjantów. Warunki przyjęcia: wiek do 30 lat, ukończone 7 klas szkoły powszechnej, dobry stan zdrowia, wzrost przynajmniej 170 cm oraz odbyta służba wojskowa. Wynagrodzenie miesięczne wynosi 1,2 tys. zł plus umundurowanie. Po dwóch latach zarobki wzrastają do 1,5 tys. zł”.

Polskie Radio przeprowadziło w Wigilię transmisję z pasterki w kościele św. Aleksandra w Warszawie. Tego dnia nadano też: 12.10 – Audycja dla wsi; 13.00 – Radziecka muzyka ludowa; 16.00 – Z życia Związku Radzieckiego; 16.30 – Rosyjska i radziecka muzyka baletowa; 17.05 – Radiowy kurs języka rosyjskiego.

Z audycji radiowej: „Owoce południowe, szczególnie pomarańcze, rozchodzą się błyskawicznie. Delikatesy w CDT sprzedały ich 3 tony w jeden dzień, a mogłyby sprzedać i więcej. Również dziennie idą 3 tony wędlin”. Porada prasowa: „Ładnym prezentem dla chłopców będą estetyczne czeskie latarki ręczne, które pojawiły się ostatnio w sklepach Argedu”.

„Życie Warszawy”: „Warszawskie Pogotowie wykonywało ok. 200% normy: 350 wyjazdów w Wigilię. W pierwszych dniach duży procent wyjazdów był do złamań rąk i nóg, o tyle potem na pierwszym miejscu znalazły się zatrucia pokarmowe i bóle żołądków z powodu przejedzenia, wypadki nadużycia alkoholu, a także dolegliwości sercowe… również z powodu alkoholu”. W tej samej gazecie informacja dla czytelników: „Na skutek konieczności oszczędzania papieru, świąteczny numer »ŻW« ukazuje się w dniu 24 grudnia w objętości 8 stron bez dodatku ilustrowanego”.

I raz jeszcze „Życie Warszawy”: „Kiedy kierowca »Warszawy«, która przed paru minutami stała jeszcze przed gmachem Komitetu do spraw Bezpieczeństwa, wyszedł na ulicę – przetarł zdumiony oczy. Po jego samochodzie nie zostało nawet śladu”.

1966 – Goździk biało-czerwony
Na czołówkach gazet figurowała deklaracja tow. Władysława Gomułki: „Kraje socjalistyczne solidaryzują się bez reszty z wyzwoleńczą walką narodu wietnamskiego”. Służba zdrowia ogłaszała, że plan wykona przed terminem: filmy oświatowe o zagrożeniu chorobami wenerycznymi i alkoholizmem będą wyświetlane w poczekalniach lekarskich jeszcze przed świętami. Tony triumfalne udzielały się nawet drogówce: „Z milicją drogową współpracuje już blisko 25 tys. społecznych inspektorów ruchu. W tym 8 tys. uprawnionych do samodzielnej kontroli. Tylko w pierwszym półroczu ujawnili oni 260 tys. wykroczeń”.

Dwaj ogrodnicy z Zielonej Góry wyhodowali goździki w barwach narodowych – połowa kwiatu była biała, połowa czerwona. Dotąd na wszystkich uroczystościach państwowych wręczano wiązanki goździków – połowę białych i połowę czerwonych. A teraz mamy to wszystko w jednym kwiatku. Biorąc pod uwagę liczbę uroczystości oficjalnych – kolosalna oszczędność dla skarbu państwa.

Optymistyczne wieści nadchodziły też z bratnich krajów. Czechosłowacja na Wystawę Światową w Montrealu przygotowała film „Człowiek i jego dom”. Konferansjer przerywał projekcję 10 razy i kazał publiczności wybierać ciąg dalszy z różnych wersji. Wszystkich możliwości było 1024. Tak wykuwało się zjawisko artystyczne pod nazwą „czeski film”. Z Rumunii z kolei donosili, że „w ciągu 11 miesięcy 1966 r. gospodarka otrzymała w przemyśle kluczowym 250 nowych jednostek produkcyjnych”. Tym samym rumuński przemysł kluczowy przeszedł do legendy.

Nie dla wszystkich jednak święta zapowiadały się pogodnie. W miejscowości Pikutkowo na Kujawach, którą równo 900 lat wcześniej założył rycerz Pikutek, obywatele wystąpili z listem protestacyjnym. Stanowczo sprzeciwili się używaniu nazwy ich miejscowości jako synonimu zadupia (choć w liście wyrazili to łagodniej). O skandalu w sferach fryzjerskich donosiła zaś „Gazeta Poznańska”: „Fryzjerzy przed świętami zawyżają samowolnie opłaty za tzw. strzyżenie na sucho. Powinno kosztować według cennika 4 zł, a kosztuje nieraz nawet 8 zł”. Nastrój czytelnikom gazety poprawiały biegnące obok teksty pod tytułem: „Doniosła rola kobiety w życiu wsi” oraz „Właściwa atmosfera w miejscu pracy czynnikiem stabilizacji załogi”.

Na ostatniej stronie cymes – kolejny odcinek powieści Janusza Przymanowskiego „Czterej pancerni i pies”. Ambiwalentne odczucia wzbudzała natomiast wieść z miejscowości Jaświły na Podlasiu. W nowo otwartej stacji benzynowej zakup paliwa odbywał się w ten sposób, że klient po przybyciu na stację wypisywał zamówienie na benzynę, po czym udawał się do położonego półtora kilometra dalej Banku SOP w celu dokonania wpłaty. Wracał, okazywał pokwitowanie i to dopiero uprawniało go do tankowania. Było z tym wprawdzie trochę zachodu, ale jednocześnie rozwiązywał się palący problem zagospodarowania czasu wolnego okolicznych mieszkańców.

„Goniec Górnośląski”: „Jan P. z takim zapałem zabijał świątecznego karpia, że ością ryby przeciął sobie tętnicę ręki”. Oczywiście mordował rybę gołymi rękami. „Marian S. przejeżdżał drogą na osiołku jako Herod. Ale że czynił to po spożyciu, ześlizgnął się z osiołka i wpadł pod samochód, który zgniótł mu rękę”.

1976 – Pierwsze przejściowe
Życie codzienne biegło swoim torem. Tuż przed Wigilią w Łodzi zatrzymano parę, która na cmentarzach kradła kolumienki, figurki aniołków, a nawet całe płyty nagrobne, i ozdabiała nimi swoje M-2. Kłopoty miał warszawski taksówkarz Wiesław K. ze swoją czwartą żoną, która wniosła pozew o rozwód. Nie była w stanie dłużej spełniać obowiązków małżeńskich, z których najważniejszym było całowanie męża codziennie rano w rękę i przynoszenie mu pantofli. Gdy swój obowiązek spełniała – zdaniem męża – bez należytej staranności, była karana cieleśnie. Głośnym echem odbiła się reklamacja, której nie uwzględnił krakowski Stomil. Klientowi, który przedstawił dziurawą prezerwatywę (używaną), dyrekcja zakładu wyjaśniła, że „dziurka w prezerwatywie zazwyczaj jest tak widoczna, iż bez trudu można ją zauważyć przed użyciem”. W ramach rekompensaty Stomil podarował klientowi 30 nowych prezerwatyw. LOT ogłosił listę połączeń między Warszawą i Krakowem, uzupełniając: „Godziny odlotów i przylotów podane są w czasach lokalnych”.

Do kraju powróciła z Finlandii kadra polskich narciarzy. Sportowców cofnęli tamtejsi celnicy, stwierdziwszy w bagażach ekipy 255 butelek wódki i spirytusu. Nie pozwolili sobie wytłumaczyć, że w Polsce używa się wódki do konserwacji sprzętu narciarskiego. „Życie Warszawy” drogą telefoniczną prowadziło ankietę przedświąteczną: W jakim jesteś dziś nastroju? Pracownica wojewódzkiej stacji sanitarno-epidemiologicznej odmówiła odpowiedzi, ponieważ na wypowiedzi o swoich nastrojach musi wpierw uzyskać zezwolenie dyrekcji. Ujawniały się „przejściowe trudności” w zaopatrzeniu w cukier. W kawiarni Gaja w Gdańsku-Oliwie ustawiono wprawdzie na stolikach cukiernice, ale odmawiano klientom podawania herbaty. Argumentacja? „Klient za dużo słodzi!”.

Przed grudniowymi seansami w kinach Wrocławia wyświetlany jest dodatek filmowy. W nim dwie filiżanki – pani i pan – które wesoło brykają. Do czasu, aż okazuje się, że jedna zaraziła drugą chorobą weneryczną. Wówczas brzydną, ale z czasem odzyskują urodę, bo stosują prezerwatywę marki Kret.

1986 – Co dziś rzucili?
Życzenia świąteczne przesłane do milicyjnego pisma „W Służbie Narodu”: „Milicjantów bardzo lubię. Ciągle się ich w nocy widzi, albo pieszo, albo w radiowozie. Zatrzymają się, porozmawiają, to i człowiekowi raźniej. Niechbym dziś zobaczył włamywacza. Będę go ścigał, aż złapię. Jak sam nie dopędzę, pomogą mi milicjanci. Wyrosną jak spod ziemi, na pierwsze wołanie. Życzę funkcjonariuszom milicji dobrego zdrowia, siły w rękach, w nogach. To ma na ich służbie duże znaczenie. Jan Sękowski, stróż nocny”.

Najwięcej pikanterii obyczajowej dostarczał ówczesny handel. „Ziemia Kaliska”: „Sklep »Wszystko dla domu«. Rzucili telewizory. Małe. Czarno-białe. Rarytas (więc spora kolejka, a odbiorników – pięć). Kolejkę od czoła tworzyli: kierownik sklepu oraz dwie ekspedientki…”. „Głos Wybrzeża”: „Gdańsk. Sklep z tapetami. Trwa szturm, bo właśnie rzucono towar. Powstał konflikt między inwalidą a kolejką. W rezultacie szarpaniny inwalidzie zerwano protezę z ręki. Klient rzucił sztuczną dłoń na ladę. Na ten niecodzienny widok sprzedawczyni doznała szoku. Wezwano pogotowie. Mimo tak niezwykłej sytuacji część klienteli nie miała ochoty przepuścić lekarza. Dały się słyszeć głosy: »Patrzcie, karetką po tapety przyjeżdża…«”.

„Głos Robotniczy”: „Świąteczną szynkę należy jeść z należytym namaszczeniem, pamiętając, że szynka to artykuł strategiczny”.

Wigilia w telewizji. Program 1: 20.00 – „Alternatywy 4”, odc. 5 „Dwudziesty stopień zasilania”, 21.00 – Kolędy polskie śpiewa Krzysztof Krawczyk.

1996 – Pornografia i samopały
Sprostowanie z dziennika „Życie”: „W opublikowanym wczoraj sondażu CBOS opublikowaliśmy ranking najbardziej popularnych polityków, w którym, omyłkowo, opuściliśmy zajmujących trzecie i czwarte miejsce Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodzimierza Cimoszewicza”.

Antoni Macierewicz: „Ojciec Rydzyk stworzył radiostację, którą uważam za wspaniałą, znakomitą, religijną, choć on sam nie zawsze dokonuje trafnych ocen personalno-politycznych”. Ojciec dyrektor o wezwaniu na policję: „Wpłynął donos, iż ktoś powiedział, że prezydent kłamie. Ja tego nie mogłem powiedzieć, bo nie używam słowa prezydent”. Jarosław Kaczyński: „Można być konserwatystą, a jednocześnie mieć przyzwoity stosunek do zwierząt”. Pisarka Anna Bojarska w „Sztandarze”: „Piszę właśnie biografię Jerzego Urbana, którego tak nienawidziłam w czasie stanu wojennego, że najchętniej rozerwałabym go na strzępy. Odkryłam jednak, że w jakimś stopniu jest podobny do mnie”. Sąd w Lublinie zobligował Ryszarda Bendera do przeproszenia Jerzego Urbana za nazwanie go „Goebbelsem stanu wojennego”. CBOS podawał, że 54% Polaków ocenia wprowadzenie stanu wojennego pozytywnie.

„Dziś pornografia, jutro pedofilia” – pod takim hasłem Warszawski Komitet do walki z Pornografią protestował przed dyrekcją RUCH-u. Dane o liczbie protestujących były sprzeczne – mogło ich być od czterech do siedmiu. Świąt nie doczekał Czesław B. z Kosianki-Trojanówki (Podlasie), który w obawie przed złodziejami zamontował w całym obejściu samopały. Niestety, zagapił się i nadepnął na dopiero co podłożoną minę.

Agencja Moody’s uzależnia poprawę oceny banków w Polsce od kontynuowania prywatyzacji i restrukturyzacji całej gospodarki.

Telewizja w Wigilię. Program 1: 13.50 – Pani Jola zmienia swoje życie. Destrukcyjne nawyki osobiste – program edukacyjny; Program 2: 11.00 – Życie codzienne w Watykanie; TVP Polonia: „Sami swoi”, „W pustyni i w puszczy”, „Nie ma mocnych”.

2006 – Poszukiwany, poszukiwana
„Angora” spytała osoby znane o pomysły na Wigilię: „Jolanta Szczypińska – swego czasu tabloidy sugerowały jej zażyłość z premierem, a kilka dni temu napisały nawet, że spędzą razem święta. – Jak co roku siądę do Wigilii tylko z mamą i bratem – mówi. – Będę duchowo łączyć się z przyjaciółmi”. Dalej czytamy: „Dorota Rabczewska i Radosław Majdan postanowili poważnie zastanowić się nad kryzysem trawiącym ich małżeństwo i udali się na urlop do Meksyku. Jak twierdzą wtajemniczeni, wyjazd do Meksyku to przede wszystkim podróż ostatniej szansy dla rozpadającego się małżeństwa”.

To elity i gwiazdy. Reszta próbuje dawać sobie radę – jak zwykle. Na Podhalu wojna o pokój (do wynajęcia). Skarbówka spisuje numery samochodów, które parkują przed willą bacy mającego rzekomo tylko jeden pokój na wynajem. A potem ściga turystów w ich miejscu zamieszkania za współudział w przestępstwie podatkowym. Do agencji towarzyskiej w Lublinie przybył 16-letni fatygant z Lubartowa z podrobionym policyjnym nakazem rewizji. Kiedy panienki wykręciły 997, „policjant” zaczął uciekać, ale było za późno – powalił go ręczny miotacz gazu i owczarek niemiecki, który pilnował porządku w burdelu. W Sosnowcu do sklepu z kosmetykami wszedł starszy pan. Zaczął się obnażać na oczach obsługi sklepu i klientów. Miał na sobie płaszcz, a pod nim piżamę z wyciętym otworem na genitalia. Przyozdobił je bombkami choinkowymi i koralami z bursztynu. W Radomiu policja osaczyła na dachu budynku poszukiwanego listem gończym uciekiniera w samych gatkach. Nie wdrapywano się na górę, by go schwytać. Było koło zera, więc poszukiwany dość szybko zszedł sam i oddał się w ręce sprawiedliwości.

Jak to miło, że pewne rzeczy się nie zmieniają… Do siego roku!

Wydanie: 51/2016

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy