Witkacy w carskiej armii

Witkacy w carskiej armii

Dla Stanisława Witkiewicza wybór syna był dramatem

Dla Stanisława Witkiewicza, ojca Witkacego, opowiedzenie się syna po stronie carskiej Rosji musiało być osobistym dramatem. Był zdecydowanym zwolennikiem opcji antyrosyjskiej, wspierał akcję patriotyczną w Galicji i przyjaźnił się z Józefem Piłsudskim, którego w listach do syna nazywał ciepło „wujkiem Ziukiem”, a z którym Witkiewiczowie byli spokrewnieni.

Joanna Siedlecka w książce „Mahatma Witkac” zdążyła jeszcze spisać opowieści sędziwych już wówczas, a dziś nieżyjących pań z klanu Witkiewiczów. Pokazują one, jak wielkie emocje wzbudził w rodzinie życiowy wybór Witkacego i jak stał się on na wiele lat ustawicznie tlącym się zarzewiem wewnątrzrodzinnych animozji i pretensji.

Aniela Ehrenfeucht, matematyczka i kuzynka Witkacego, młodsza od niego o lat 20, uważała, że wybrał on Rosję na złość ojcu, a za resztę winę ponosić mieli petersburscy krewni.

Chciał też na pewno zranić swą decyzją nastawionego antycarsko ojca, z którym był w konflikcie z wielu powodów. Ale mówiono też, że ogromny wpływ mieli wtedy na niego wujostwo Jałowieccy, a jeszcze większy – ich energiczna córeczka Ada oraz jej mąż, Władysław Żukowski.To oni go do Lejb Gwardii wepchnęli, zapakowali, a w każdym razie, szalenie się do tego przyczynili! Gdyby nie oni, nigdy by się tam nie znalazł! (…). Mogli kierować nim, tak jak chcieli – było mu wszystko jedno (…). Dlatego więc wyekwipowali, dali sporą podobno gotówkę i do widzenia!

Inaczej widziała to inna kuzynka Witkacego, generałowa Jadwiga Sosnkowska, Kuka, córka Ady Żukowskiej. Ona broniła przede wszystkim swojego ojca nazywanego w domu Gradzikiem.

Uznano, że to wstyd i hańba – Witkiewicz, syn Stanisława, w carskim pułku, pod carskim sztandarem (…). Uznano, że to mama i Gradzik wepchnęli syna wuja Stacha do carskiego pułku, zamiast użyć swoich wpływów i pieniędzy na przemycenie go do Polski! Wyperswadowanie mu jego decyzji i zamiarów! A przecież chcieli dla niego jak najlepiej! Umieścili w najświetniejszym miejscu, jakim tylko mogli. I być może – uratowali mu życie, bo jako zwykły sołdat poszedłby zaraz na front i zginął nie wiadomo gdzie. Jako oficer elitarnego, oszczędzanego jednak pułku był natomiast bezpieczniejszy. A czy – znając jego charakterek – mogli mu cokolwiek wyperswadować? Sam, na ochotnika – bo jedynaków zwalniano w Rosji z wojska – chciał się bić u boku cara, a nie wujka Ziuka; tak jak życzył sobie jego tatuś!

Witkacego nikt chyba jednak do lejbgwardii na siłę nie wpychał. Przyjechał do Petersburga z jasnym i konkretnym postanowieniem. Nie tylko zdecydował się na służbę w lejbgwardii, a nie w zwykłym wojsku, lecz miał już nawet upatrzony konkretny pułk. Następnego dnia po przyjeździe stawił się w biurze mobilizacyjnym garnizonu petersburskiego. „Podałem prośbę do ministra wojny o przyjęcie mnie do Izmaiłowskiego Pułku Gwardii”, pisał do Bronia. Pamiętając o lodowatym wręcz przyjęciu Witkacego przez Jałowieckich, trudno uwierzyć, że już pierwszego dnia zajęli się oni namawianiem go do wstąpienia w szeregi lejbgwardii.

Izmaiłowski Pułk Piechoty, zaliczany do tzw. Starej Gwardii, miał długą i bogatą tradycję bojową datującą się jeszcze od czasów panowania Piotra I. Słynął nie tylko ze znakomitego wyszkolenia, ale także z ambicji literacko-artystycznych jego oficerów. Izmaiłowcy niezwykle aktywnie uczestniczyli w życiu kulturalnym stolicy, starali się uchodzić za prawdziwych znawców teatru i muzyki. W innych pułkach przypinano im nie bez zazdrości złośliwą łatkę „literatów”, bo prezentowali swoje próby pisarskie w wydawanych własnym sumptem almanachach. Słowem, pułk dbał, aby otaczała go nie tylko wyjątkowa aura militarna, ale także duchowa. (…)

Od pierwszych tygodni wojny do rosyjskich biur mobilizacyjnych zgłaszały się setki Polaków żyjących w carskim imperium. Większość z nich podlegała obowiązkowi wojskowemu, ale też wielu zgłaszało się na ochotnika, a przydział do dobrego lejbgwardyjskiego pułku traktowano jak los wygrany na mobilizacyjnej loterii. W przeciwieństwie do bardzo antyrosyjskiego nastawienia dominującego na terenie Królestwa i Galicji nastroje wśród Polaków zamieszkujących w Rosji były mniej radykalne, a czasem nawet mocno serwilistyczne. Za dobrą monetę przyjęta została wśród nich deklaracja Mikołaja II o stworzeniu polskiej siły zbrojnej, w czym Polacy upatrywali ważny krok w stronę odzyskania narodowej wolności.

Większość mobilizowanych młodych Polaków to byli tzw. jednoroczni ochotnicy, czyli absolwenci szkół średnich lub wyższych, którzy po ukończeniu nauki odbyli roczną służbę wojskową. Taki status miał np. rosyjski poddany Władysław Anders. Po ukończeniu trzyletnich studiów na Politechnice Ryskiej w 1910 r. zgłosił się ochotniczo do wojska, a po rocznej służbie w 3. Noworosyjskim Pułku Dragonów stacjonującym w Kownie zdał egzamin oficerski i przeniesiony został do rezerwy. W następnym roku odbył jeszcze trzymiesięczne ćwiczenia rezerwy w pułku huzarów w Rydze. Po wybuchu wojny został zmobilizowany i poszedł na wojnę ze swoim macierzystym pułkiem dragonów.

Strony: 1 2

Wydanie: 31/2016

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy